Nie jest matką Polką, nie ma męża i dzieci, ale to nie oznacza, że jest zgorzkniałą kobietą, która narzeka, siedzi w domu z kotem na kolanach i myśli, jak tu innym popsuć humor. Jest jedną z osób, do których można zadzwonić o północy z prośbą o pomoc w każdej sprawie. – Rzeczywiście, nie jestem matką Polką, ale nie z wyboru. Po prostu tak się potoczyły moje losy, co spowodowało, że mam inne priorytety. Przystosowałam się do tego, co daje mi los i wykorzystuję możliwości. Nie mam męża ani dzieci, ale mam czas na swoje pasje i spełnianie marzeń. Nie jestem ani singielką, ani feministką, po prostu jestem Monika, ciekawa świata, życia, stale poszukująca nowych rzeczy do odkrycia. Czas szybko płynie i nie we wszystkich dziedzinach mogłam się zrealizować, ale lubię siebie, lubię spędzać czas w swoim towarzystwie, na dodatek mam mnóstwo przyjaciół i rzadko kiedy czuję się samotna – tłumaczy swoją filozofię życiową. Wiele jej koleżanek postawiło na dom, męża, dzieci i tym tłumaczą brak czasu dla siebie. – Powtarzam im: jeśli chcecie uszczęśliwiać rodzinę, to nie zapominajcie o sobie. Nawet w samolocie, kiedy stewardesa mówi o czynnościach, które trzeba wykonać w razie katastrofy, tłumaczy, że najpierw maskę powinna założyć matka, by móc pomóc dziecku – udowadnia. Jej życie wcale nie różni się od tych, którzy mają rodzinę. Ona też musi zrobić zakupy, pranie, sprzątnąć mieszkanie. Ma 11-letnią chrześnicę, którą kocha nad życie i stara się jej dawać to, co najlepsze. Nie ma męża, ale są przyjaciele, zresztą w dzisiejszych czasach brak mężczyzny przy boku to żaden problem. Przede wszystkim stara się, żeby życie nie przeciekało jej przez palce.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze