Pamiętają Państwo bajkę Orwella o świniach, które pod przywództwem rasowego knura Napoleona przeprowadziły rewolucję, wyzwoliły zwierzęta spod ucisku człowieka - kapitalisty, doprowadzając do ruiny folwark, a same zwierzęta do jeszcze większego ucisku?Zawirowania historii doprowadziły równie dziwnych przypadków oraz stołów, których owocem stała się “zażyła koleżeńskość” rewolucjonistów i opozycjonistów, tylko zwierzęta, w imieniu których zrobiono rewolucję i opozycję, a potem zawarto kompromis, spoglądały obłędnym wzrokiem, nie mogąc odróżnić ludzi od zwierząt, “obrońców” od “ciemiężycieli”. Im dłużej wsłuchuję się w przesłuchania przed sejmową komisją śledczą, tym bardziej wzrasta mój szacunek dla Orwella i jego bajkowej wyobraźni. Zresztą nie od razu doceniłem zalety komisji śledczej, nawet na tych łamach kręciłem nosem na marnotrawstwo publicznego grosza. Tymczasem już teraz widać, że komisja może odegrać naprawdę przełomową rolę w zakresie kształtowania nowych obyczajów “w kraju, w którym tyle wokół rasizmu” (cytat z pierwszej strony największej z polskich gazet z 17 kwietnia br.), podobną do tej, jaką odegrał pamiętny Okrągły Stół. Tam, gdy wyłączano kamery, dawano upust jakże ludzkiej potrzebie budowania więzi towarzyskich “ponad podziałami”. Tak zrodziła się niejedna “zażyła koleżeńskość” między ludźmi z dwóch stron barykady. Teraz też widzimy, że panowie posłowie śledczy, gdy kończą pastwić się nad biednymi oskarżonymi albo świadkami, zapraszają ich na kawę, poklepują po plecach, dodają otuchy, może nawet przepraszają za niektóre pytania. Przynajmniej niektórzy, może bardziej ci, którzy doceniają ponad wszystko znaczenie “zażyłej koleżeńskości”. Tak wykuwa się z trudem w naszym kraju nowy styl międzyludzkich zachowań, odarty z nienawiści i ksenofobii. Postępowy świat już może stawiać nas za wzór tolerancji (z tym rasizmem zatem to może lekka przesada?). Tylko zbłąkane stadko przed okienkiem telewizora przeciera nadal ze zdumienia zmęczone oczęta. W tym kontekście nawet ten nadzwyczajny upust emocji wyrażony w słowach “pan jest zerem, panie pośle”, trzeba przyjąć ze zrozumieniem jako przejaw normalnego teraz stylu bycia, usprawiedliwionego przez najnowocześniejsze trendy współczesnej psychologii. Miałby człowiek tłumić w sobie złość, wyładowałby potem na żonie albo dzieciach, a tu masz, od razu i spokój. Że się może do człowieka na wysokim stanowisku przyczepi prasa albo komisja? Skądże znowu, do czegoś przecież musi się przydać “zażyła koleżeńskość”, a “prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Ktoś się dziwi? Niepotrzebnie. Zdziwienie nad Wisłą to już nieco przestarzały ludzki odruch. Tu wszystko, choć nowe, dzieje się po staremu. Trzynaście lat pseudoliberalnej tresury nie może równać się jeszcze z półwieczem czerwonego prania mózgów. Szermierze postępu jednak nie ustają. Przykład? Proszę bardzo, pierwszy z brzegu. Są kłopoty z zapędzeniem zbłąkanej trzódki do urn, a potem do Unii? Ano są. Jak zaradzić? Niech ktoś spróbuje przebić w argumentach księdza Prymasa: “Bóg chce, byśmy weszli do wspólnej Europy. Taka jest wola Boża”. A może podawanie frekwencji w połowie głosowania jest sprzeczne już nie z logiką, ale tylko z prawem? Może, ale przecież “naród jest głupi” (Machiavelli), “trzeba obywatelom pomóc, by zabrali głos”. Żąda tego sam “duch demokracji” (z tej samej gazety). Żeby spełnić wszystkie kaprysy ducha, zostało jeszcze panom demokratom 20 dni, zatem każdy nowy koncept, jaki narodzi się w “zażyłym koleżeństwie”, mający uratować honor mało cnotliwej pani demokracji przyjmiemy z najwyższą pokorą. A potem i tak zrobimy swoje.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze