Józefa Skowrońska ma doskonałą pamięć i nie najgorsze zdrowie. Lubi we wspomnieniach wracać do przeszłości, z czułością opowiada o swojej rodzinie, skrupulatnie wyliczając liczbę dzieci, wnuków, prawnuków i praprawnuków. 11 marca 2006 roku minęła setna rocznica jej urodzin, a przecież mówi się, że każdy ma tyle lat, na ile sobie zasłużył. Chciałoby się powiedzieć: przeżyj to sam! Lapidarne czasami życzenia 100 lat życia w zdrowiu i szczęściu, i biesiadne, chóralne „Sto lat niech żyje nam!” spełniło się w osobie pani Józefy Skowrońskiej z Bab Dolnych koło Gostynina.
Tak oto nasza szacowna jubilatka zasłużyła sobie na całe 100 lat życia, czego mogą jej tylko pozazdrościć bliscy, znajomi i czytelnicy „TP”. Wszystko wskazuje na to, że długowieczność odziedziczyła po swoich przodkach: babcia i dziadek dożyli ponad 90 lat. Urodzona w Kłotnie koło Włocławka Józia miała sześcioro rodzeństwa. Żyje jeszcze jej 85-letnia siostra Marianna.
Życiowe losy Józefy Skowrońskiej były wplecione w dramatyczną historię czasów, które przeżyła. Z rodzinnego Kłotna w pamięci zachowała obrazy z I wojny światowej i wojny bolszewickiej. Dom znajdował się przy drodze, którą najpierw przechodziły tabory Rosjan, a potem Niemców. Było niebezpiecznie, więc czas wojennej zawieruchy dzieci spędziły u dalszej rodziny.
Za mąż za Wincentego Skowrońskiego młoda panna Józia (po ukończeniu renomowanej wówczas szkoły rolniczej) wyszła mając lat 19. Przyszłego męża przyprowadził do niej autentyczny swat. Gdy pierwsze dziecko – Helenka miała rok (dziś pani Helena, z męża Sobolewska, liczy sobie ponad 80 lat), w 1927 r. osiedli na 7-hektarowym gospodarstwie w Babach Dolnych. Tu przyszło na świat trzech synów Skowrońskich – Tadeusz, Eugeniusz i Franciszek: – Bardzo ciężko było pogodzić pracę z gospodarstwie z prowadzeniem domu i wychowywaniem małych dzieci – wspomina obdarzona znakomitą pamięcią pani Józefa.
Przyszła II wojna światowa. Całą rodzinę (poza jednym z synów, który pracował u Niemca) wysiedlono w okolice Hamburga: – Pracowaliśmy tam w dużym majątku. Ponieważ byłam raczej słabego zdrowia, zimą kazano mi pracować w fabryce. To była huta stali. Do dziś pamiętam, jak w ogromnych kotłach pod ziemią topiono tam żelazo – opowiada Józefa Skowrońska.
W 1944 r. rodzinę Skowrońskich przewieziono na ziemie polskie, w okolice Bydgoszczy, do kopania okopów. Pani Józefa do dziś pamięta noclegi w wykopanych ziemiankach i ciężką pracę w okopach. W maju 1945 r. rodzina powróciła do niemal całkowicie rozszabrowanego gospodarstwa w Babach Dolnych. Znów wszystko trzeba było zaczynać od nowa...
Pani Józefa zasłużyła sobie na 100 lat życia, ale także troje wnuków, siedmioro prawnuków i troje praprawnuków. Wszyscy zjechali na jej jubileusz 19 marca, w dzień imienin, który od lat jest rodzinnym świętem. Choć zawsze przypada w Wielkim Poście, jest od księdza dyspensa na huczne świętowanie imienin: – Oni przepadają za naszą babcią – mówi córka Helena Sobolewska. Wcześniej z życzeniami, kwiatami i prezentami zjawili się także przedstawiciele KRUS i Urzędu Gminy w Gostyninie.
Jubilatka uważa, że fakt, iż żyje tak długo, to cud boski. Jest osobą głęboko religijną. Oszczędzając wzrok, czyta tylko modlitwy z książeczek i prasę katolicką. Codziennie odmawia różaniec i codziennie modli się wspólnie z innymi słuchaczami Radia Maryja: – Kiedy Niemcy nas przesiedlali, mama włożyła do worka krzyż. Niemiec go wyrzucił, krzycząc, że krzyż jeść nam nie da. Dyskretnie spakowałam go powtórnie. Ten krzyż mieliśmy ze sobą przez całą wojnę. Woziliśmy też ze sobą obraz Matki Boskiej Karmiącej i nigdy nie zabrakło nam chleba – opowiada Helena Sobolewska.
Za co kocha swoją wiekową mamę? – Od zawsze bardzo byłyśmy ze sobą związane. Po śmierci ojca mama zamieszkała ze mną. Jest bardzo pracowita, wciąż szuka sobie jakiegoś zajęcia.
Pani Józefa Skowrońska rewanżuje się stwierdzeniem, że córka jest jej ostoją i bardzo się o nią troszczy. Sama sobie w dniu setnych urodzin życzyłaby zdrowia. Córka Helena jest bardziej jednoznaczna: – Teraz już trzeba życzyć mamie 200 lat!
Recepta na długowieczność? Chyba odpowiednia dieta (nie przesadzać z mięsem i tłuszczami!). Poza tym pogoda ducha i serdeczność, bo te cechy z pewnością można przypisać jubilatce, częstującej nas urodzinowym tortem. Skosztowaliśmy go z ochotą. W końcu jak urodziny, to urodziny.
Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze