Na jednym ze zdjęć ukazujących ofiary tragedii w Biesłanie widzimy matkę pochylającą się z niewysłowioną czułością nad martwą dziewczynką złożoną na noszach. Ręka matki ochrania opiekuńczym gestem czółko dziecka. W twarzy matki widać niewypowiedzianą siłę miłości i cierpienia. Na innym zdjęciu młody mężczyzna tuli w ramionach zakrwawione, nie wiadomo czy żywe, nagie dziecko. Jeszcze dalej przerażające obrazy rannych, zakrwawionych, czy wreszcie spalonych, potwornie zmasakrowanych dziecięcych ciałek. Morze łez na miejscu tragedii i na pogrzebach dzieci. W trumnach wyścielonych kwiatami spoczywają niewinne ofiary strasznej zbrodni. Zamordowana niewinność – jakże trafnie komentuje barbarzyński akt terroru jedna z polskich gazet.
Chcemy czy nie, stajemy się za sprawą kamer i obiektywów fotograficznych mimowolnymi świadkami tej potwornej zbrodni. Czy to dobrze czy źle? Może rację ma Krystyna Kurczab-Redlich, autorka jednego z najodważniejszych tekstów po tragedii w Osetii, jakie ukazały się w polskiej prasie na temat źródeł tego dramatu i domniemanych mechanizmów politycznych, które być może tłumaczą kulisy nie tylko tego, ale i wcześniejszych aktów terroru w Rosji. Pisząc bowiem o strasznych zbrodniach popełnianych w ciągu wielu lat wojny na Kaukazie przez rosyjskich żołnierzy na czeczeńskich dzieciach (zginęło ich kilkadziesiąt tysięcy), ze zrozumiałym wyrzutem stwierdza: „te dzieci, gdy je kaleczono i zabijano, krzyczały zapewne głośniej niż dzieci ze szkoły nr 1 w Biesłanie, ale miały mniej szczęścia: ich cierpienia to codzienność Czeczenii. Dzieci z Biesłanu cierpią odświętnie, na oczach przyklejonego do telewizorów świata. Telewizor to święto terroru, jego konsekracja. Kto dziś nie umiera na ekranie, ten nie umiera wcale”.
To wszystko prawda. Już po tragedii w Biesłanie zginęło kilkaset osób w Iraku, kilkadziesiąt w Izraelu i wiele, wiele w innych częściach świata. A wcześniej w pięknym słonecznym sierpniu ginęli ludzie w strasznych rzeziach w Sudanie, w Kongu. W ciszy, bez rozgłosu, anonimowo, bez współczucia, bez żalu obojętnego świata. Gdyby w czasie tragedii w Biesłanie przysłonić wszystkie obiektywy kamer i aparatów, potworny dramat zostałby sprowadzony, jak wiele wcześniejszych i już tych późniejszych, do postaci zaledwie arytmetycznego bilansu rannych i zabitych. Zgadzam się, okrutne jest fotografowanie tragedii innych, okrutne jest patrzenie na nią, szczególnie gdy oglądamy ją tak, jakbyśmy patrzyli na jeszcze jeden film akcji. A jednak jestem przekonany, że dzięki tym zdjęciom i relacjom filmowym otworzyło się wiele oczu, otworzyło się wiele serc. Widziałem to w kolejnych dniach w gestach złożonych do modlitwy rąk, w łzach na twarzach młodzieży, z którą rozmawiałem o tragedii dzieci w Biesłanie. Wiem, że te szczere poruszenia serc, ten żal, ta modlitwa, to z jednej strony niewiele, ale to w gruncie rzeczy wszystko, co możemy, obok pomocy materialnej, ofiarować pogrążonym w cierpieniu rodzinom ofiar. Naszą pamięć, naszą uwagę, nasz smutek. Zawsze przecież można wyłączyć telewizor, zmienić kanał, albo tak jak mieszkańcy wielkiego imperium być zmuszonym do oglądania beztroskiej komedii w czasie, gdy cierpią inni. Ale od tego nie rośnie serce.
Zgoda, to może chwilowa trauma budząca z letargu do życia, do współczucia, do solidarności z człowiekiem cierpiącym obok. Ostatecznie jednak nie codziennie patrzymy na „Pietę” Michała Anioła. Raz jednak zobaczona, żyje w nas. I ostatecznie przecież, gdy na nią patrzymy, możemy niczego innego nie zobaczyć poza blaskiem marmuru, doskonałością artystyczną utrwalonych kształtów. Wszystko jest kwestią sztuki patrzenia. A tej musimy się uczyć przez całe życie. Z uwagi rodzi się szerokie serce. Jak łatwo bowiem zapomnieć, że Polak, Rosjanin, Czeczen, Żyd – wszyscy należymy do tej samej wielkiej rodziny ludzkiej, wszyscy przeżywamy ten sam los.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze