Temperatura na lotniskach mierzona cztery razy. Tak samo ścisła kontrola przed wejściem do osiedlowego sklepu spożywczego. Zamknięte szkoły, dzieciaki otrzymują lekcje i instrukcje sms-ami. Ludzie w domach z zapasami jedzenia.
O codziennym życiu w Chinach po ataku koronawirusa pisze nam płocczanin, Wiktor Dąbkowski, podróżnik, dziennikarz, fotoreporter mieszkający na co dzień w Pekinie. – Z tego, co wiem, część osób zdecydowała się wyjechać do Polski, żeby przeczekać kryzys. Najwięcej Polaków mieszka w Szanghaju i Kantonie, gdzie znajdują się duże firmy, w których są zatrudnieni. Pekin jest podobnie jak reszta miast wyludniony. Jedynie część sklepów, restauracji jest otwarta, ale jest w nich niewiele osób. Zamknięte są także wszystkie rynki warzywne. W związku z tym także ze sklepów zniknęły warzywa, bo nie ma nowych dostaw. Przed wejściem do mojego osiedlowego spożywczego jest kontrola temperatury – relacjonuje sytuację Wiktor Dąbkowski.
Na ulicach rzadko zdarza się widzieć osobę bez maseczki. Wszyscy Chińczycy przed świętami dostali instrukcję zachowania smsem. Należy unikać miejsc, gdzie jest dużo osób, chodzić w maseczkach, często myć ręce. Więcej informacji o tym, czy Polacy chcą wracać do kraju i o sytuacji po ataku koronawirusa we wtorkowym wydaniu Tygodnika Płockiego.
rad
fot. archiwum prywatne W. Dąbkowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!