W meczu 15. kolejki PGNiG Superligi Orlen Wisła – MMTS Kwidzyn, na boisku kibice zobaczyli Michała Daszka, zawodnika, który jest w Orlen Wiśle od lipca 2014 roku. Środowy pojedynek był dla zawodnika wyjątkowy. – Był to setny mecz w karierze – powiedział po meczu skrzydłowy Orlen Wisły Michał Daszek.
– Kiedy 10 miesięcy temu zdecydowałem się na zmianę barw klubowych, nawet w najśmielszych marzeniach nie spodziewałem się, że czeka mnie taki wspaniały sezon. W marcu 2014 roku odebrałem telefon z propozycją przejścia do Płocka. Szybko podjąłem decyzję, załatwiłem formalności i byłem gotowy do przeprowadzki. Miałem 22 lata i tylko marzyłem, by taka oferta się pojawiła. Orlen Wisła grała w Lidze Mistrzów, walczyła co roku o złoty medal Mistrzostw Polski, dla mnie to był ogromny krok do przodu i znacznie większe możliwości, że dostrzeże mnie trener kadry narodowej – tłumaczy Michał Daszek.
Trener Michael Biegler docenił możliwości młodego zawodnika, powołał go do szerokiej kadry, a gdy okazało się, że Jakub Łucak jest kontuzjowany, a Robert Orzechowski nie jest w pełni sił po leczonej kontuzji, znalazł się w szesnastce zawodników, którzy pojechali na Mistrzostwa Świata do Kataru i wchodził w podstawowym składzie na parkiet.
Ostatecznie do 20 meczów rozegranych wcześniej w barwach kadry Polski dodał 9 z mistrzostw świata, podczas których spędził na boisku ponad 7,5 godziny. Strzelił 18 goli zaliczając 58-procentową skuteczność. Zyskał też ogromną sympatię za swoje szybkie, zakończone golami akcje.
– Lubię podpatrywać różnych graczy, nie zamierzam ograniczać się do jednej osoby, by czerpać inspiracje. Na pewno najwięcej mogę skorzystać podpatrując na żywo Valentina Ghioneę, który jest kompletnym piłkarzem i mogę się od niego wiele nauczyć – tłumaczył zapytany o wzór piłkarza ręcznego.
Marzeniem młodego zawodnika jest oczywiście występ na Igrzyskach. – Będę walczył o miejsce w podstawowym składzie, bo mimo dobrze ocenianego startu w Katarze, wcale nie mam pewnego miejsca w drużynie. Mogłem, a nawet musiałem debiutować w podstawowym składzie, bo Kuba Łucak był kontuzjowany, a Robert Orzechowski po dłuższej przerwie w grze. Wykorzystałem tę możliwość i mam nadzieję, że moja pozycja się umocniła, ale zdaję sobie sprawę, że będę musiał dużo trenować, by trener nadal widział mnie wśród swoich wybrańców – dodaje. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze