Trwa ogólnopolska akcja ratowania kasztanowców przed szrotówkiem kasztanowcowiaczkiem, prowadzona przez Ligę Ochrony Przyrody i Klub „Niezapominajka”. Chcielibyśmy, aby nasi czytelnicy także się do niej przyłączyli. Inaczej, te piękne drzewa wpisane w nasz krajobraz zginą. Metody walki ze szkodnikiem są bardzo proste. Żeby ratować kasztanowce przed szrotówkiem kasztanowcowiaczkim, wystarczy tylko zbierać opadłe na zimę liście spod kasztanowców, palić je lub kompostować. Jeden kilogram liści zniszczonych w tem sposób może zabić nawet 4,5 tysiąca larw tych motylków. Akcja przyniesie efekty, jeśli przeprowadzona zostanie do początku kwietnia. W późniejszym czasie zimujący w liściach szkodnik znów zaatakuje drzewa i walka z nim będzie znacznie trudniejsza. To już ostatni dzwonek do podjęcia działań. – Dzięki tej metodzie udało się uratować drzewa w Toruniu i Szczecinie. A skoro tam się udało, to może warto akcję powtórzyć w Płocku – przekonuje Walentyna Rakiel-Czarnecka, współzałożycielka opisywanego w poprzednich numerach stowarzyszenia Niezapominajka, prowadzącego m.in. projekt ochrony kasztanowców. Dodaje też, że obowiązek ratowania drzew spoczywa na nas wszystkich. Zbierania liści nie zlecimy przecież żadnym służbom. Mogą się tym zająć miłośnicy przyrody, młodzież szkolna.
Zanim podejmiemy działania, warto przygotować plan. Najlepiej zacząć od inwentaryzacji drzew w swoim najbliższym otoczeniu, albo w miejscu, gdzie chcielibyśmy ratować kasztanowce, następnie ustalić ich właściciela. Po uzyskaniu zgody na opiekę nad drzewem, możemy zacząć zbierać liście. – W ten sposób szkoły z całego kraju zaadoptowały swoje kasztanowce – twierdzi Walentyna Rakiel-Czarnecka, zwracając również szczególną uwagę na to, że zebrane liście nie zawsze możemy spalić. Na to również potrzebna jest zgoda, czasami więc lepiej je kompostować.
Zachęcamy wszystkich, którzy zaopiekują się kasztanowcami do relacjonowania nam swoich działań. Na łamach gazety chętnie pokażemy drzewa, ich opiekunów i efekty pracy. Dzięki wypełnionemu kuponowi będziemy mogli również liczyć drzewa objęte opieką.
Zainteresowanym zdradzimy, że szrotówek kasztanowcowiaczek to nie tylko problem płocki, ale również europejski. Przybył do nas w latach 90-ych aż z Bałkanów. Jest to przykład tzw. inwazji biologicznej. Mógł być przeniesiony przez wiatr, lub ludzi, dzięki ich międzynarodowym podróżom samochodowym. Teoria ta potwierdza się w związku z faktem, że najwięcej zakażonych drzew znajdziemy przy drogach. Nikt nie potrafi poradzić sobie ze szkodnikiem na tyle skutecznie, by uratować drzewa. A sprawca umierania kasztanowców to motylek, dorastający ledwie do czterech milimetrów. Jego gąsienice żerują w liściach. Drążą w nich tunele, które doskonale są widoczne gołym okiem. Jedno drzewo może zaatakować nawet milion larw. Taka żarłoczność doprowadza do tego, że liście tracą zdolność do fotosyntezy, charakterystycznie brązowieją i schną. Co ciekawe kasztanowce, zamieszkałe przez szrotówka zakwitają jesienią, budząc zdziwienie ludzi i pytania, czy przyroda zapomniała o swoim naturalnym cyklu. Tymczasem jest to obrona drzew przed szkodnikami. Przez powtórkę kwitnienia, chcą wytworzyć proces wegetacji i odrodzić się dzięki młodym liściom.
Umierającymi kasztanami martwią się wszyscy. Specjaliści ratują drzewa, szczepiąc je. W pnie drzew wprowadza się żel, który skutecznie zniechęca pasożyta do zjadania liści. Taki zabieg przynosi efekty, jednak jest kosztowny. Znacznie łatwiej jest zbierać liście, do czego wszystkich zachęcamy. Szkoda byłoby stracić piękny symbol jesieni. Kwitnące wiosną kasztanowce przypominają o maturze, poza tym wyjątkowo urokliwie zdobią choćby płockie Tumy. Dalszych szczegółów naszej akcji ratowania kasztanowców szukajcie w kolejnym numerze.
BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze