Reklama

Za nami pierwsza premiera sezonu w Teatrze Dramatycznym w Płocku

Już w zapowiedziach otwierającej sezon „Iwony, księżniczki Burgunda” płocki teatr informował publiczność o innym, „nietypowym” układzie sceny. Być może ta sugestia miała podsycić ciekawość widza. Od razu powiedzmy – twórcy inscenizacji interpretują tekst jako diagnozę społeczną naszego czasu. Przyglądamy się współczesnemu światu zła, agresji, wrzasków. Wychodzimy stłamszeni tyleż z powodu historii tytułowej bohaterki, jak i multimediów. Rzucany z kamery obraz pokazuje nie tylko mimikę twarzy wykonawców. Sprawia, że sami też gramy. Niestety...

Scenografia dzieli publiczność. Jesteśmy naprzeciwko siebie, a pośrodku czarny podest, który jest tronem, czasami łóżkiem, miejscem zbrodni. Zanim z powodu kaprysu Filipa w czerwonym fotelu siedzieć będzie niemal przez cały czas Iwona (brawo Paula Stępczyńska), na wybiegu oglądamy sztuczny i patetyczny dwór. Wszyscy mizdrzą się do kamery. Jakby od ilości like’ów w sieci zależało życie w realu.

Na Iwonę, która chce być sobą sypią się obelgi: „potwora”, „flądra”, „koczkodan”, „kocmołuch”, „Cimcirimci”. Nawet Ciotka (świetnie ubrana przez Dorotę Cempurę Grażyna Zielińska), która za wszelką cenę próbuje wydać Iwonę za mąż, biadoli, że jej podopieczna nie gra w tenisa, nie uśmiecha się, „krew w niej za leniwa”.

Reklama

Taką osobę wprowadza do swojego środowiska zblazowany i trochę zbuntowany Filip, bo „żeby poznać swą lepszość, trzeba wynaleźć kogoś gorszego”. Mówiąc współczesnym językiem – taka draka albo beka.

To nie jest baśń o Kopciuszku ze szczęśliwym zakończeniem. Milcząca Iwona nie daje się sprowokować. Jak wyrzut sumienia przypomina nowemu otoczeniu jego stare grzechy. Zna skrywane pod maską tajemnice dworu. „Ona ma nas w sobie, my tam w niej jesteśmy w środku” - konstatuje Książę. Takiego kogoś najlepiej unicestwić. Atakowana zewsząd bohaterka raz tylko zareaguje łzą, raz krzykiem. Jej „to tak w kółko, w kółko” można odczytać jak los, którego nie da się zmienić.

Reklama

Gombrowicz, komentując swoje utwory, podpowiadał przyszłym realizatorom, że „bohaterowie sztuki są ludźmi zupełnie normalnymi, tylko postawionymi w anormalnych sytuacjach”. Nie zgadzał się jednakowoż, by polska prapremiera odbyła się poza Warszawą. Dzisiaj „Iwona, księżniczka Burgunda” gości w repertuarze nie tylko zawodowych scen. Grana jako farsa, tragikomedia, groteska. W Płocku – bez śladu komediowości – jest prawie Szekspirowską tragedią, z samotną jednostką w roli głównej.

Owacje po premierze nie były tylko grzecznościowe. Duża w tym zasługa świetnie obsadzonych ról, zwłaszcza, że Mariusz Pogonowski (Król) i Adam Gradowski (Inocenty) reżyserowali sami siebie. Uwagę widza przyciąga dwóch aktorów: Jakub Matwiejczyk (Filip) i Aleksander Maciejczyk (Cyryl). Ale to Filip sprawia, że spektakl odbieramy jako okrutną przypowieść o naszych podziałach, obecnym w sieci i realu hejcie. Morał należy do widza. I trochę smutno, że tej „Iwony..” nie można dziś zagrać z nutą żartu.

Reklama

Gombrowicz (35-letni początkujący autor) umieścił „Iwonę...” w swojej epoce. Powstała w 1935 roku. Kilka lat czekała na wydanie. Wspominał, że rodził mu się „absurd zjadliwy i niepodobny do sztuk, które wtedy pisano”. Pełen obaw jak przyjmie go scena, za radą krytyka literackiego i przyjaciela Adama Mauersbergera dał tekst do przeczytania Mirze Zimińskiej. Miała powiedzieć „początek dobry, reszta do niczego”. Po latach autor skwitował: „Mira na szczęście nie była cięta na mnie, ale jej horyzonty teatralne nie były dostateczne, aby ocenić sztukę nowatorską”.

Po wojnie wybrał emigrację. Zamieszkał w Brazylii, potem we Francji. W kraju karano go milczeniem. Na polską scenę „Iwona, księżniczka Burgunda” trafiła dopiero w 1957 roku.

Reklama

Teatr płocki obronił Gombrowicza. Powstał spektakl ciekawy, nowoczesny, utrzymany w tempie. Aktorzy zagrali wyraziste, zindywidualizowane postacie. A w Królowej Doroty Cempury można odnaleźć rysy kobiety, która ulega przemocy.

Udana inscenizacja „Iwony...” to dobry prognostyk jubileuszowego sezonu Teatru im. Jerzego Szaniawskiego.

Fot. Waldemar Lawendowski

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości