Całkowicie zgadzam się opinią tej pani, której wypowiedź przeczytałam w mojej gazecie w "Sądach - opiniach" dwa tygodnie temu.Dowolność w wyborze podręczników przez poszczególnych nauczycieli ma tę złą stronę, że u niektórych następuje przerost formy nad treścią. Sama jestem nauczycielką w jednej z płockich szkół i mam wychowawstwo w II klasie. Ilość podręczników dla moich dzieci zamknęła się w sześciu książkach. Kiedy zatem czytam, że drugoklasista musi zapłacić za 19 podręczników, podejrzewam, że chodzi to nie o dobro dzieci, ale o związek z kolporterem podręczników. *** Placki czy piwo? Byłam w nowo otwartym barze na ulicy Grodzkiej, bo zachęcona zostałam wywieszoną informację, że można zjeść placki ziemniaczane. Placki bardzo dobre, ceny tez przyzwoite, ale, niestety, mam mieszane uczucia. Właściciele tego lokalu ustanowili bardzo niską cenę na piwo. Według mnie to błąd. W efekcie bowiem w barze pojawiło się kilku osobników, którzy do takich lokali przychodzą absolutnie nie dla przyjemności kulinarnych. Ja takiego towarzystwa nie lubię. *** Blokowisko w miejsce arboretum Tyle się mówiło, że naprzeciw basenu miejskiego przy ul. Kobylińskiego stanie arboretum. Mówiono nawet o większej inwestycji, uruchomieniu Płockiego Ogrodu Botanicznego. Okazuje się, że jak zwykle, były to czcze obietnice przedwyborcze. Z niepokojem obserwuję, że na tym placu powstają coraz to nowe obiekty; jego naczelną część zajął budowany blok. Jest to dla mnie bardzo niezrozumiałe, tym bardziej, że Płock jest miastem wyjątkowo ubogim, jeśli chodzi o zieleń, o parki i miejsca wypoczynku wśród drzew. *** Kładka nad torami Przy okazji remontu wiaduktu na Otolińskiej płocczanie mieli okazję dokładnie przyjrzeć się kładce dla pieszych, która jest usytuowana ponad torami. A, trzeba przyznać, nie ma za bardzo na co patrzeć. Korozja i zniszczenie - tak to chyba można podsumować. Ktoś powinien się chyba tą sprawa zainteresować. Nie można czekać aż pieszemu noga wpadnie w dziurę wyżartą przez rdzę. *** Zapomniana ulica Jest taka ulica w Płocku, która nazywa się Pocztowa. Usytuowana jest w dzielnicy Borowiczki, a przypominam o tym dlatego, że chyba niektórzy zapominają, mam na myśli decydentów, że Borowiczki to też Płock. Otóż jest to ulica bardzo ruchliwa; jeżdżą nią ciężarówki wożące piasek wydobywany przez pogłębiarki z Wisły. Chodnik ułożono kiedyś tylko na długości 200 metrów. A co z resztą ulicy? Nic, to znaczy ulica szerokości 4 metrów bez chodnika. Zastanawia mnie, czy władze miasta zainteresują się tą sprawą wtedy, gdy jakaś ciężarówka kogoś zabije, czy wcześniej. Co ciekawe, miesiąc temu przyjechała ekipa, która niby zaczęła kłaść nowy chodnik. Zdjęto stare, połamane płyty chodnikowe na długości 100 metrów i zamontowano nowy krawężnik. Następnie... założono znowu stare płyty i ślad po ekipie zaginął. Uważam, że władze miasta wykazały się wyjątkowym okrucieństwem: posiać w sercach mieszkańców nadzieję, a potem jej ich pozbawić. I jeszcze jedno. Nikt na tej ulicy w życiu nie widział patrolu policyjnego, który by kontrolował prędkość ciężarówek. *** Co to za firma? Dzwonię z małej miejscowości niedaleko Gostynina. Właśnie czytam tekst zatytułowany "Nabici w filtr do wody" i mam do redakcji "TP" pretensje. Dlaczego nie podano pełnej nazwy tej firmy, która dopuszcza się oszustwa? Człowiek wiedziałby wówczas, jak odróżnić uczciwe przedsiębiorstwo od oszukańczego. Sam jestem zainteresowany takim filtrem i nie chciałbym trafić na firmę "S." *** Gdzie do Komunii? Właśnie ze szkoły przyszła moja zapłakana córka, że nie będzie mogła przystąpić do Komunii Świętej razem ze swoimi koleżankami ze szkoły. Poszło o to, że podobno ukazało się jakieś zarządzenie biskupa płockiego nakazującego przystępowanie do Komunii tam, gdzie parafia adekwatna jest do miejsca zamieszkania dziecka. Ja mieszkam na Podolszycach, ale moje dziecko chodzi do szkoły w mieście. Wiem, że w podobnej sytuacji jest, chociażby w klasie mojej córki, mnóstwo innych osób. Uważam, że nie jest to do końca przemyślane zarządzenie. Wcześniej dwójka moich dzieci przystępowała do Komunii Świętej razem z klasą, a nie w swojej parafii. Przecież katechetką do tego ważnego wydarzenia przygotowuje przez cały rok cała klasę. Przystąpienie do Komunii zupełnie gdzie indziej powoduje określone perturbacje organizacyjne. Nie mówię o tym, że jest to ciężkie przeżycie dla dziecka, które jest zżyte z własną klasą. Władze kościelne mogłyby się zastanowić nad zmianą tego przepisu.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze