33- letni Jarosław Dymek to najsilniejszy człowiek w Polsce, a od dwóch lat również na świecie. Przemawia za tym widowiskowe zwycięstwo w Drużynowych Mistrzostwach Świata Strong Man, które odbyły się ostatnio w Płocku. Wraz z Mariuszem Pudzianowskim obronili tytuł mistrzów świata z ubiegłego roku. Po zawodach trudno było się przebić przez kordon ochroniarzy do mistrza, który tak naprawdę chyba ochrony nie potrzebuje. Jarosław Dymek w bicepsie ma 56 cm, obwód w udzie 80 cm, klatka piersiowa -146 cm. Waży 130 kg i mierzy 182 centymetry. Potrafi podnieść w wyciskaniu 240-kilogramową sztangę, a w martwym ciągu aż 380 kg ciężar. Na Mistrzostwach Świata Strong Man w Płocku pokazał pan, że jest w świetnej formie. W wielu konkurencjach wyraźnie widać było lepsze przygotowanie pana niż Mariusza Pudzianowskiego. Która z konkurencji była dla pana szczególnie trudna?
- To był mój pierwszy poważny start w tym sezonie. Przeszedłem samego siebie. Nie mam swojej ulubionej konkurencji Strong Man, czy też takiej, która sprawia mi największe trudności. Każda konkurencja wymaga ogromnego wysiłku, a przede wszystkim przygotowania przed zawodami.
Czy nadal będzie startował pan z Pudzianowskim?
– Drużynowo z Mariuszem startuję już od pięciu lat. Zawsze jesteśmy w pierwszej trójce. Razem zdobyliśmy w ubiegłym roku Drużynowe Mistrzostwa Świata na Węgrzech. W tym roku znów obroniliśmy tytuł mistrzów świata. W najbliższym czasie nasz team na pewno się nie rozpadnie, choć oczywiście każdy z nas chce mieć również osiągnięcia indywidualne. Wkrótce będę startował m.in. w zawodach PolskaSkandynawia oraz w połowie października w zmaganiach Polska - reszta świata.
Teraz przyszedł czas na chwilowy odpoczynek. Czy nadal musi być pan na specjalnej diecie?
– Po takim treningu jem wszystko. Nie liczę kalorii. Mój wysiłek był tak duży, że i tak je spalę, bez względu na to, ile bym zjadł.
Pochodzi pan z Prabut, ale i w Płocku nie brakuje silnych mężczyzn. Wymienić tu można Strong Manów: Andrzeja Zielenieckiego, Roberta Kalinowskiego, czy Dariusza Gościckiego.
– Andrzeja Zielenieckiego znam. Uważany jest w kręgach za największe odkrycie ostatniego sezonu. Ale również Robert i Darek mają odpowiednie predyspozycje do uprawiania tego sportu. Jeśli zebraliby się wspólnie w konkurencji trzech na trzech, mają ogromne szanse zająć czołowe miejsca w każdych zawodach. Są naprawdę dobrzy.
Pana wymiary i rzeźba robią wrażenie na każdym. Czy są jeszcze mężczyźni, którzy z panem „dyskutują”? A może większość czuje słuszny respekt?
– Respekt czuli kiedyś, teraz jest to raczej szacunek. Chodzi oczywiście o szacunek przede wszystkim do tego, co robię, głownie tych panów, którzy uważani są za typowych rozrabiaków, godzinami trenujących w siłowniach. Oni wiedzą, ile wysiłku potrzeba, aby dojść do tego, czym ja teraz mogę się pochwalić.
Nie zawsze jednak był pan silnym mężczyzną. W dzieciństwie i młodości zaliczał się pan do spokojnych i cichych chłopców, czy do tych bardziej żywiołowych?
– Zawsze byłem bardzo żywy i bardzo silny. Do takiej formy pozwoliły mi dojść nie tylko zapał i dobre chęci, ale przede wszystkim uwarunkowania genetyczne. Sportami siłowymi zajmuję się od 17 lat. Fascynowały mnie od wczesnej młodości. W liceum zacząłem trenować kulturystykę i sztuki walki. Potem studiowałem AWF w Gdańsku, gdzie dyscypliny sportu były na wyciągniecie ręki. Podobała mi się gimnastyka, przez chwilę rzut oszczepem, ale potem w 1999 roku zafascynowały mnie zmagania Strong Man i postanowiłem spróbować własnych sił.
Dyscyplina ta ma swoje żelazne wymagania, by ciągle być silnym. Ile czasu spędza pan w siłowni?
– Ostatnio mniej czasu poświęcam na siłownię, a więcej ćwiczę ze sprzętem, który pojawia się w konkurencjach. Dziennie mam dwa treningi, bardziej bazujące na ćwiczeniach siłowych niż kulturystycznych.
A czym zajmuje się pan w wolnym czasie?
– Mam wtedy czas dla rodziny. Uwielbiam też posiedzieć przy komputerze, fascynuje mnie elektronika. To jest moja kolejna pasja. Dla rekreacji lubię też pływać i jeździć na nartach.
Życzę dalszych sukcesów i dziękuję za rozmowę.
fot. Krzysztof Kaliński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze