Reklama

Z szacunkiem do Strong Mana

16/09/2004 16:33
33- letni Jarosław Dymek to najsilniejszy człowiek w Polsce, a od dwóch lat również na świecie. Przemawia za tym widowiskowe zwycięstwo w Drużynowych Mistrzostwach Świata Strong Man, które odbyły się ostatnio w Płocku. Wraz z Mariuszem Pudzianowskim obronili tytuł mistrzów świata z ubiegłego roku. Po zawodach trudno było się przebić przez kordon ochroniarzy do mistrza, który tak naprawdę chyba ochrony nie potrzebuje. Jarosław Dymek w bicepsie ma 56 cm, obwód w udzie 80 cm, klatka piersiowa -146 cm. Waży 130 kg i mierzy 182 centymetry. Potrafi podnieść w wyciskaniu 240-kilogramową sztangę, a w martwym ciągu aż 380 kg ciężar. Na Mistrzostwach Świata Strong Man w Płocku pokazał pan, że jest w świetnej formie. W wielu konkurencjach wyraźnie widać było lepsze przygotowanie pana niż Mariusza Pudzianowskiego. Która z konkurencji była dla pana szczególnie trudna?
- To był mój pierwszy poważny start w tym sezonie. Przeszedłem samego siebie. Nie mam swojej ulubionej konkurencji Strong Man, czy też takiej, która sprawia mi największe trudności. Każda konkurencja wymaga ogromnego wysiłku, a przede wszystkim przygotowania przed zawodami.
Czy nadal będzie startował pan z Pudzianowskim?
– Drużynowo z Mariuszem startuję już od pięciu lat. Zawsze jesteśmy w pierwszej trójce. Razem zdobyliśmy w ubiegłym roku Drużynowe Mistrzostwa Świata na Węgrzech. W tym roku znów obroniliśmy tytuł mistrzów świata. W najbliższym czasie nasz team na pewno się nie rozpadnie, choć oczywiście każdy z nas chce mieć również osiągnięcia indywidualne. Wkrótce będę startował m.in. w zawodach PolskaSkandynawia oraz w połowie października w zmaganiach Polska - reszta świata.
Teraz przyszedł czas na chwilowy odpoczynek. Czy nadal musi być pan na specjalnej diecie?
– Po takim treningu jem wszystko. Nie liczę kalorii. Mój wysiłek był tak duży, że i tak je spalę, bez względu na to, ile bym zjadł.
Pochodzi pan z Prabut, ale i w Płocku nie brakuje silnych mężczyzn. Wymienić tu można Strong Manów: Andrzeja Zielenieckiego, Roberta Kalinowskiego, czy Dariusza Gościckiego.
– Andrzeja Zielenieckiego znam. Uważany jest w kręgach za największe odkrycie ostatniego sezonu. Ale również Robert i Darek mają odpowiednie predyspozycje do uprawiania tego sportu. Jeśli zebraliby się wspólnie w konkurencji trzech na trzech, mają ogromne szanse zająć czołowe miejsca w każdych zawodach. Są naprawdę dobrzy.
Pana wymiary i rzeźba robią wrażenie na każdym. Czy są jeszcze mężczyźni, którzy z panem „dyskutują”? A może większość czuje słuszny respekt?
– Respekt czuli kiedyś, teraz jest to raczej szacunek. Chodzi oczywiście o szacunek przede wszystkim do tego, co robię, głownie tych panów, którzy uważani są za typowych rozrabiaków, godzinami trenujących w siłowniach. Oni wiedzą, ile wysiłku potrzeba, aby dojść do tego, czym ja teraz mogę się pochwalić.
Nie zawsze jednak był pan silnym mężczyzną. W dzieciństwie i młodości zaliczał się pan do spokojnych i cichych chłopców, czy do tych bardziej żywiołowych?
– Zawsze byłem bardzo żywy i bardzo silny. Do takiej formy pozwoliły mi dojść nie tylko zapał i dobre chęci, ale przede wszystkim uwarunkowania genetyczne. Sportami siłowymi zajmuję się od 17 lat. Fascynowały mnie od wczesnej młodości. W liceum zacząłem trenować kulturystykę i sztuki walki. Potem studiowałem AWF w Gdańsku, gdzie dyscypliny sportu były na wyciągniecie ręki. Podobała mi się gimnastyka, przez chwilę rzut oszczepem, ale potem w 1999 roku zafascynowały mnie zmagania Strong Man i postanowiłem spróbować własnych sił.
Dyscyplina ta ma swoje żelazne wymagania, by ciągle być silnym. Ile czasu spędza pan w siłowni?
– Ostatnio mniej czasu poświęcam na siłownię, a więcej ćwiczę ze sprzętem, który pojawia się w konkurencjach. Dziennie mam dwa treningi, bardziej bazujące na ćwiczeniach siłowych niż kulturystycznych.
A czym zajmuje się pan w wolnym czasie?
– Mam wtedy czas dla rodziny. Uwielbiam też posiedzieć przy komputerze, fascynuje mnie elektronika. To jest moja kolejna pasja. Dla rekreacji lubię też pływać i jeździć na nartach.
Życzę dalszych sukcesów i dziękuję za rozmowę.
fot. Krzysztof Kaliński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości