Reklama

Z Rzymu do Wadowic

03/02/2015 12:14
O Januszu Radgowskim, mieszkającym w Domu Pomocy Społecznej w Koszelewie, pisaliśmy na łamach Tygodnika Płockiego kilka razy. Pisaliśmy, bo to człowiek nietuzinkowy, który przed laty spadł na samo dno, ale potrafił się podnieść i niesie pomoc najsłabszym, najmłodszym i ciężko chorym. Sam ma niewiele, jeździ na wózku inwalidzkim, ale dopóki ma zdrowe ręce, chce zdobywać pieniądze dla dzieci – na rehabilitację, lekarstwa, badania.
Po raz pierwszy pisaliśmy o Januszu Radgowskim jako o człowieku, który potrafił się odrodzić, odbić od dna i zacząć w miarę normalnie żyć. Przestał pić alkohol i zaczął na nowo układać sobie życie. Kiedy zadomowił się w Koszelewie, doszedł do wniosku, że czas zacząć spłacać dług wobec innych. Z powodu problemów zdrowotnych jeździ na wózku inwalidzkim, ale nie zamierza użalać się nad sobą. Wymyślił, że będzie trenować i startować w maratonach, by chociaż w ten sposób zwrócić uwagę na chorych, zdanych na łaskę innych.
Ostatnio stwierdził, że dobrym sposobem, by zbierać pieniądze będzie dzielenie się swoimi życiowymi doświadczeniami, opowiadaniem, jak łatwo stoczyć się na dno. Postanowił, że przemierzy kraj, zbierając pieniądze, najpierw dla ciężko chorego Czarka, teraz dla Klaudii.
Pierwszą swoją wyprawę zrealizował w maju ubiegłego roku, kiedy pokonał trasę z Krakowa do Sopotu, spotykając się po drodze z uczniami w szkołach i z ludźmi, którzy chcieli z nim porozmawiać, dodać słowa otuchy. Chciał pomagać innym, dlatego po powrocie do domu zaczął planować kolejny wyjazd. Nowa wyprawa ma być znacznie trudniejsza, dłuższa, ma zacząć się w Rzymie, a skończyć w Wadowicach.
To kolejny Mount Everest Janusza Radgowskiego. – Stawianie sobie kolejnych, coraz trudniejszych wyzwań jest moim celem. Pokonałem trasę z Krakowa do Sopotu, na swoim koncie mam kilka ukończonych maratonów, teraz zaplanowałem najdłuższą podróż – 1700 km do przejechania. Po 40 dniach wyprawy zamierzam dotrzeć do Wadowic.
Cała wyprawa rozpocznie się 2 kwietnia w Rzymie. Radgowski będzie miał do przejechania około 50 km dziennie, w tym te najtrudniejsze, na granicy Włoch i Austrii.
Pierwsze 21 dni spędzi pokonując drogi we Włoszech. Najcięższy będzie właśnie 21. dzień, kiedy to w planach ma wspinanie się na 800 m npm. 22 dnia podróży, zgodnie z przygotowanym rozkładem jazdy, powinien już być w Austrii. Po kolejnych 11 dniach ma przekroczyć granicę austriacko – słowacką, a 39 dnia wyprawy granicę z Polską.
W Polsce Radgowski pojedzie przez Zwardoń, Bielsko Białą, by 40-go dnia podróży, miejmy nadzieję, w dobrym zdrowiu i dobrej formie, zameldować się na rynku w Wadowicach. Potem będzie już tylko radość z wykonania zadania, spotkania z młodzieżą i opowiadanie o tym, jak trudno jest zmienić swoje życie, jak trafić z piekła do nieba i o ogromnej satysfakcji z niesienia pomocy.
Taka wyprawa to przede wszystkim ogromne wyzwanie logistyczne. – Pomaga mi mnóstwo ludzi, najważniejsze, że nawiązałem kontakt z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, by załatwić zgodę na przejazdy i noclegi. Na 28 marca wyznaczone zostało spotkanie w Rzymie, będę wtedy mógł opowiedzieć o swoich dotychczasowych osiągnięciach i najbliższych planach. Problemów i spraw do załatwienia jest mnóstwo, większość bardzo trudnych, ale nie zamierzam się poddać. Wiem, że na pomoc finansową czeka Klaudia Kamińska. To, że mogę jej podać rękę jest dla mnie dodatkowym dopingiem – zapewnia.
Na każdym kroku Janusz Radgowski spotyka się z ludźmi, którzy chcą mu pomóc. Niesamowitym bodźcem było spotkanie z Jurkiem Owsiakiem podczas tegorocznego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i możliwość krótkiego opowiedzenia o wyprawie. Jego wizytę w studio TVP obejrzały na ekranie miliony Polaków, to pomogło w pokonywaniu kolejnych barier i ułatwiło dostęp do urzędników, którzy mogą pomóc w załatwieniu niezbędnych spraw.
Do wyprawy jest coraz bliżej. Miło nam poinformować czytelników, że Tygodnik Płocki objął patronatem podróż Janusza Radgowskiego. Będziemy się starali informować o postępach przygotowań, czasem poprosimy o pomoc, bo tylko ktoś, kto pomaga innym wie, jak trudno jest zrealizować tak wielkie przedsięwzięcie. Mamy także zapewnienie, że po rozpoczęciu podróży docierać będą do nas informacje z trasy.
Na razie podróż z Rzymu do Wadowic – 1700 km na wózku przez 40 dni, jest w trakcie przygotowań. Już wiadomo, że do współpracy włączyli się urzędnicy samorządowi, firma produkująca ubrania kolarskie, ale cały czas poszukiwany jest sponsor wyprawy, firma lub osoba, która chce, by Janusz Radgowski pokonał swój kolejny Mount Everest, a Klaudia Kamińska otrzymała środki na leczenie.
Osoby, które zainteresowały się wyprawą Janusza Radgowskiego, zapraszamy na jego stronę facebook’ową, gdzie można znaleźć informacje na temat wyprawy i nawiązać kontakt z podróżnikiem.
Jola Marciniak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości