W przypadku pana Ryszarda Z. z Płocka, dość nieprzyjemnie i boleśnie. Na dodatek wyjaśnienie całej sprawy, która miała swój początek pod koniec 1999 roku, trwa już kilka lat. Dokładnie szóstego września 1999 roku, pan Ryszard Z. zgłosił się w godzinach porannych do gabinetu stomatologicznego.- Po nieprzespanej nocy, ze stanem zapalnym dziąsła, bolącym zębem, przy którym widoczny był pęcherzyk ropy, z niecierpliwością czekałem na otwarcie gabinetu. Pani stomatolog spóźniła się trzydzieści minut. Ale dla niej nie miało znaczenia, że lekceważy pacjenta. Dowiedziałem się, że ona tu rządzi - powiedział Ryszard Z. W trakcie dalszej rozmowy pacjent dowiedział się, że pomimo bólu, nie zostanie przyjęty, ponieważ nie był wcześniej zarejestrowany. - Zasugerowałem, że bólu i stanu zapalnego nie planowałem wcześniej. Jest to sytuacja nagła, niezależna ode mnie. I chyba miałem prawo do skorzystania z pomocy lekarskiej, do udzielenia której zobowiązuje przysięga Hipokratesa. Po co ona jest składana? - powiedział Ryszard Z. W efekcie stomatolog obejrzała ząb, wykonała zabieg. Poinformowała pacjenta, że w razie bólu ma zgłosić się do gabinetu. Jeśli wszystko będzie dobrze, nie ma potrzeby zgłaszania się ponownie do gabinetu. Komplikacje pojawiły się w grudniu. Pojawił się znów silny ból zęba, który nie ustępował nawet po wzięciu leków przeciwbólowych. Szóstego grudnia 1999 roku, Ryszard Z. ponownie zgłosił się do gabinetu Anny B. - Specjalnie poszedłem rano, żeby być pierwszym. W gabinecie dowiedziałem się, że nie zostanę przyjęty, ponieważ znów nie jestem zarejestrowany. Może mi wyznaczyć wizytę na styczeń 2000 roku. Ponieważ nie było pacjentów, zwróciłem się z prośbą, aby obejrzała chociaż, co się dzieje z zębem. Usłyszałem od pani doktor, że mam wyjść i nie marnować cennego czasu - powiedział Ryszard Z. Pomoc uzyskał w innym gabinecie, gdzie usunięto dwa zęby nie nadające się do leczenia. Za rok, może dwa... Sprawa znalazła epilog w Okręgowej Izbie Lekarskiej, do której Ryszard Z. skierował skargę na takie traktowanie pacjenta. W piśmie skierowanym do rzecznika odpowiedzialności zawodowej (w tym czasie funkcję tę pełnił Włodzimierz Figatowski), żądał wyjaśnienia dlaczego dochodzi do podobnych sytuacji i czy lekarz, który odmawia przyjęcia pacjenta ponosi jakiekolwiek konsekwencje. Tu znów zaczęły się schody. Odpowiedź miała być, według zapewnień ówczesnego rzecznika, przygotowana w ciągu dwóch tygodni. Okazało się jednak, że termin został przekroczony i to o dobrych kilka miesięcy. Do Okręgowej Izby Lekarskiej skarga od Ryszarda Z. wpłynęła w lutym 2000 roku. - Do listopada nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Wtedy skierowałem pismo do Naczelnej Izby Lekarskiej w Warszawie. W ciągu miesiąca otrzymałem odpowiedź, że sprawa została ponownie skierowana do rozpatrzenia w Płocku - powiedział Ryszard Z. Sprawa miała być ponownie zbadana, a informacje o jej rozwiązaniu przekazane do Naczelnej Izby Lekarskiej. Ryszard Z. dowiedział się, że na jej rozpatrzenie OIL ma trzy miesiące. Ale jeżeli w tym czasie nie uda się wyjaśnić wszystkich spornych kwestii może być przedłużona na kolejne. - W moim przypadku mam wrażenie, że będzie przedłużana w nieskończoność - mówił Ryszard Z. Czy odmowa przyjęcia pacjenta powinna skutkować ukaraniem lekarza? Bogdan Gotowicki nie chciał komentować. - Trzeba poczekać na orzeczenie sądu lekarskiego - powiedział. W piśmie, które Ryszard Z. otrzymał od rzecznika odpowiedzialności zawodowej, 7 grudnia 2001 roku możemy przeczytać: “ [...] odmowa przyjęcia pacjenta Ryszarda Z. narusza artykuł 7 kodeksu etyki lekarskiej, który stanowi, iż w szczególnie uzasadnionych przypadkach, a takim mógł być remont gabinetu, lekarz może nie podjąć lub odstąpić od leczenia chorego, z wyjątkiem przypadków nie cierpiących zwłoki. Nie podejmując lub odstępując od leczenia, lekarz powinien wskazać choremu inną możliwość uzyskania pomocy lekarskiej. [...] Wyjątkowym przypadkiem był ból zęba , a pacjentowi nie została udzielona konieczna pomoc stomatologiczna, jak też pacjent nie został poinformowany o innej możliwości skorzystania z pomocy lekarskiej. Lekarzowi został postawiony zarzut o naruszenie art. 7 kodeksu etyki lekarskiej. [...] Po terminie składania wyjaśnień i o ile potwierdzą się ostateczne zarzuty, będzie skierowany wniosek do sądu lekarskiego o ukaranie lekarza”. Postępowanie wyjaśniające zakończyło się w maju ubiegłego roku. Kiedy można spodziewać się ostatecznego rozstrzygnięcia? Jak powiedział nam Bogdan Gotowicki, rzecznik odpowiedzialności zawodowej w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Płocku, 15 maja br. ma zapaść wyrok w Sądzie Lekarskim. Ryszard Z. ma nadzieję, że to już naprawdę ostatni z terminów wyznaczanych w tej sprawie. rad
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze