Reklama

Z czego się śmiać w połowie sezonu?

16/01/2014 08:23
Pół roku minęło, zanim teatr zaprosił na pierwszą w tym sezonie produkcję, nomen omen z księgowym, który dobrze liczy, w roli głównej. Chwila nieuwagi w reżyserii Jerzego Bończaka to niby na poły powiastka filozoficzna, na poły farsa. W którą stronę idzie autor, Ian Ogilvy? Nie wiadomo. Wie tylko tłumaczka, która dzielnie dostarcza repertuaru komediowego na polskie sceny.
Księgowy (w tej roli Łukasz Mąka) umie biegle prowadzić rachunkowość, ale też praca go niebywale męczy. Miewa więc sny takie jak wszyscy –  o pieniądzach i o dziewczynie, w których sceny demoniczne przeplatają się z szarymi, codziennymi. A w życiu bywa różnorodnie –  raz wpadnie z wizytą troskliwa mamusia, raz –  rosyjski mafioso. Bończak, który sam gra właśnie człowieka od ciemnych interesów, jako reżyser postawił na zabawę. Mamy się przede wszystkim śmiać –  spektakl sprzedawano w Sylwestra. Niestety do przerwy oglądamy głównie kostiumy dwóch panów, a Łukaszowi Mące piżama nie pomaga w budowaniu roli. Z kolei Jacek Mąka ma kłopoty z głosem, więc obaj krzyczą. Pojawiający się Anioł jest nieokreślonej płci, ale diabeł –  i owszem. Odnotować wypada, że, gościnnie co prawda, ale zespół płocki ładnie się odmładza. Może to więc rzecz o nogach, które prezentują obie bohaterki –  mama Waltera (Grażyna Zielińska) i potencjalna synowa, która jako demon (seksu?) przyciąga uwagę (w tej roli gościnnie Oriana Soika). A wszystko zabarwione jest whisky ukrytą w piwniczce…
Chwilę nieuwagi napisał angielski aktor i dramatopisarz, najbardziej znany z roli w serialu Powrót Świętego, Ian Ogilvy. Sztuka nie była jeszcze wystawiana na scenie –  na deskach płockiego teatru miała swoją prapremierę. Tekst przetłumaczyła Elżbieta Woźniak. Po pierwszym akcie nieco skonsternowani widzowie czekali na wejście dawno niewidzianej Grażyny Zielińskiej. Energiczna mamuśka w zabawnym kostiumie rozbraja i demony, i rosyjską mafię. Wszyscy ulegają jej urokowi, a już mafia –  najbardziej. Jakby tego było mało, mama jeszcze tańczy –  w rytm sentymentalnej Mamma, son tanto felice. Z tej to historyjki wypadło nam się śmiać w połowie sezonu i pamiętać, że trzeba żyć z ołówkiem w ręku.
Lena Szatkowska
fot. Waldemar Lawendowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości