Są takie sklepy w okolicach Płocka, gdzie na zeszyt kupuje codziennie ponad połowa mieszkańców, długi klientów sięgają kilkuset złotych tygodniowo, a właściciele sklepów mają nadzieję, że zostaną one kiedyś spłacone. Ale zakupy na krechę to nie tylko problem wsi i małych miasteczek, gdzie jest duże bezrobocie, to także problem dużych miast, a przynajmniej niektórych osiedli.– Proszę, to są paragony tylko z dzisiejszego dnia – mówi właściciel małego osiedlowego sklepu spożywczego, pokazując plik dokumentów kasowych. – Procedura jest prosta. Klient wybiera towar, ja nabijam na kasę, on podpisuje, że to jego dług. Oczywiście, nie każdy może w ten sposób kupić towar. Taka możliwość nie dotyczy dużych dłużników, którzy nie spłacają swoich zobowiązań, a jest kilkanaście takich osób. W ten sposób nie można u nas kupić piwa, papierosów, dotyczy to tylko artykułów podstawowych. No chyba, że nasz stały klient akurat nie ma pieniędzy, a to się zdarza. Właściciel sklepiku szacuje, że u klientów ma miesięcznie kilka tysięcy złotych. Większość to osoby żyjące od wypłaty do wypłaty i wiadomo, kiedy uregulują dług. Zwykle następnego dnia po wypłacie, a potem znów biorą na krechę, do następnej wypłaty. Czasem zdarza się, że dostaną kredyt w banku, wtedy spłacają wszystkie długi. Znacznie gorzej jest na wsiach, gdzie całe rodziny żyją z renty babci lub dziadka. Ziemi jest mało, nie zawsze opłaca się ją uprawiać, a jeść trzeba. – Miesięcznie zapisuję ze dwa – trzy zeszyty – wyjaśnia sprzedawczyni sklepu. – Chociaż to wieś, to ja na zeszyt sprzedaję mleko, produkty mleczne, warzywa, owoce, pieczywo. Niektórzy już od dawna nie dostają na zeszyt, nie spłacają długów. U mnie nikt nie dostanie wina, piwa, o wódce nawet nie ma co wspominać, papierosów, drogich napojów czy wędlin. Za te rzeczy trzeba płacić gotówką. Niektórych artykułów to ja wcale nie sprowadzam, bo i tak nikt ich nie kupi, a na zeszyt nie dam. Ale jakbym nie dawała na krechę, to mogę od razu zamknąć sklep, chętnych będzie niewielu. A tak przynajmniej jak listonosz przyjdzie z rentami, albo po wypłacie z opieki, mam trochę gotówki w kasie. Polacy przez całe lata bali się kredytów jak ognia. Do banku szło się tylko wtedy, kiedy nie było innego wyjścia. Powodów było wiele, między innymi liczne, ukryte opłaty i brak pewności zatrudnienia. Dziś kredyt można wziąć z banku i z wielu instytucji parabankowych. Ogłoszeń o rewelacyjnych warunkach kredytowych, bez poręczycieli, na dowolny okres spłaty jest wszędzie pełno. Można je znaleźć nie tylko w gazetach, ale na wszystkich słupach ogłoszeniowych, także przyklejone do drzew z możliwością oderwania numeru telefonu kontaktowego. Do tego dodać trzeba stale rosnącą ilość wydawanych kart kredytowych, dzięki którym także kupujemy z odroczonym terminem płatności oraz sprzedaży ratalnej prowadzonej przez niemal wszystkie sklepy z artykułami przemysłowymi. Dziś, z wyjątkiem jedzenia, na raty można kupić już prawie wszystko. Pożyczają nie tylko biedni Bogatym łatwiej jest uzyskać kredyt, nie muszą kupować w sklepie na zeszyt, dostają tańszy kredyt, nie korzystają z instytucji parabankowych, w których odsetki są często lichwiarskie. – Dostęp do kredytów jest coraz łatwiejszy – wyjaśnia Adam Fortuna, dyrektor I oddziału PKO BP SA w Płocku. – I bardzo dobrze, bo rosnąca konsumpcja napędza gospodarkę. Polacy chętnie biorą kredyty, bo inflacja jest niewielka, a to oznacza, że i stopy procentowe są przez nich do zaakceptowania i co ważne, w miarę stabilne. Najszybciej rozwija się rynek kredytów mieszkaniowych. Coraz bardziej liberalne są przepisy i procedury ich udzielania. Myślę, że to dobrze, bo idziemy ku normalności, choć do stopnia ukredytowienia społeczeństwa na Zachodzie, jeszcze nam bardzo daleko. Dostęp jest coraz łatwiejszy, ale nie dla ludzi biednych, bez pracy, żyjących z rent, emerytur, zasiłków. Dla tych, którzy potrzebują pieniędzy nie na to, by żyć lepiej, ale by przeżyć. Wielu z nich nie ma zdolności kredytowej, bo nie ma stałego dochodu, który jest podstawowym warunkiem otrzymania kredytu w banku. – Dziś już nie wymaga się zatrudnienia na czas nieokreślony, wystarczy mieć pracę na czas określony, wtedy wyznaczamy termin spłaty na miesiąc wcześniej niż umowa może zostać rozwiązana – dodaje dyr. Fortuna. Dla osób biednych zostają drogie kredyty w instytucjach para bankowych. – Owszem, udzielamy kredytów bez poręczeń, ale raczej trzeba mieć stałe źródło dochodu – słyszymy w jednej z firm ogłaszającej się, że można dostać kredyt w 24 godz. i nie trzeba mieć poręczycieli. – Ponieważ nasz kredyt jest obciążony dużym ryzykiem, to musi być droższy. My i tak ściągamy nasze należności, tyle, że często musimy korzystać z pomocy windykatorów, a to kosztuje. Środki na przeżycie można zdobyć w banku, ale można też skorzystać z opieki społecznej. Z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Płocku ponad 7 tys. osób korzysta z różnych form pomocy. Osoby niezdolne do pracy z powodu wieku lub niepełnosprawności otrzymują zasiłki stałe w wysokości różnicy między kryterium dochodowym, a dochodem na osobę w rodzinie. Zasiłki okresowe są przyznawane na okres od dwóch miesięcy. Uzależnione są od okoliczności sprawy i sytuacji rodziny. Zwykle są przyznawane z tytułu bezrobocia, niepełnosprawności, choroby lub oczekiwania na stałe świadczenie. Ich wysokość jest różnicą między kryterium dochodowym, a dochodem rodziny. Najwięcej osób otrzymuje zasiłki celowe, które przyznawane są na konkretny cel. Mogą to być leki, książki dla dzieci do szkoły, żywność, opał, drobne remonty. W ciągu miesiąca przyznawanych jest około 2,5 tys. takich świadczeń. – Najwięcej zasiłków przyznajemy w okresie jesienno – zimowym i w czerwcu oraz lipcu, kiedy rodzice zaczynają wyposażać dzieci do szkoły – tłumaczy Małgorzata Ryncarz, kierownik Działu Świadczeń Socjalnych MOPS. – Niestety z roku na rok liczba osób korzystających z pomocy jest coraz większa i trudno oczekiwać, że ten wzrost zostanie zahamowany. Do nas zgłaszają się przede wszystkim osoby bezrobotne, wiele osób po znalezieniu pracy radzi sobie bez naszej pomocy. Rekordowa liczba lumpeksów – W innych miastach powstają stale nowe sklepy firmowe, u nas w Płocku lumpeksy – powiedziała moja sąsiadka. Rzeczywiście, stale przybywa sklepów, w których oferuje się artykuły używane. Najpopularniejsza jest rzecz jasna odzież, a w mieście nie ma osiedla, na którym nie byłoby sklepu z używanymi ubraniami. Można kupować na kilogramy lub sztuki. W Urzędzie Miasta zarejestrowane są 104 takie placówki. Sporą popularnością cieszą się także lombardy. Każdy kto potrzebuje gotówki, a posiada atrakcyjny towar, może go spieniężyć. Niestety, trudno liczyć na dobrą cenę. Weźmy choćby złoto. Na rynkach światowych ten metal przeżywa swoje najlepsze lata, a w lombardach płacą za gotowe wyroby niewielkie pieniądze. Dla niektórych jest to jednak jedyny sposób, by otrzymać gotówkę na najpilniejsze potrzeby. W Płocku jest zarejestrowanych 56 firm innych niż banki, które udzielają kredytów. Część z nich to właśnie lombardy. Fachowcy twierdzą jednak, że w dobie otrzymywania drogich, ale łatwo dostępnych kredytów, te placówki będą powoli upadać. Ci, których interesowała ta forma otrzymywania gotówki po prostu mają coraz mniej rzeczy, za które można ją dostać. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze