Z twórczością Dudy Gracza płocczanie zetknęli się dotąd dwa lub trzykrotnie, z okazji wystaw zbiorowych: wystawy profesorów Europejskiej Akademii Sztuki, czy prezentacji dzieł inspirowanych biblią. Tak szerokiej i reprezentatywnej dla głośnego artysty ekspozycji jeszcze w Płocku nie było.By zmieścić aż 99 prac, komisarz wystawy Czesław Kłak dokonał śmiałej aranżacji wnętrza galerii, konstruując tekturowe ściany i przegrody, na których doskonale prezentują się prace. Ale nie tylko w tym celu. Duda Gracz nie lubi wieszania obrazów pod sznurek, ani ostrego, jarzeniowego oświetlenia. W przypadku płockiego wernisażu okazało się, że półtony i półcienie znakomicie wydobywają wszystkie niuanse obrazów. Artysta nazywa je prowincjonalno-gminnymi. Prawo obywatelstwa zyskały tu „Kresy Polskie 2000”, czyli pejzaż ulubionych wyjazdów na plenery, w których od lat Duda Gracz uczestniczy: Na Południu wieś Brzegi w Tatrach, na Wschodzie, za Biłgorajem piaszczyste Nadrzecze z Domem Służebnym Polskiej Sztuce Słowa, Muzyki i Obrazu, stworzonym tam przez aktorów: Alicję Jachewicz i Stefana Szmidta. Dalej, na Północ jest Święta Góra Grabarka i wreszcie, pomiędzy rodzinną Częstochową a Wieluniem, w samym środku Polski jest wieś Kamion nad Wartą. Są jeszcze pejzaże z okolic Łagowa, z wymarłymi wsiami „gdzie na dwadzieścia chałup cztery kominy kurzą i wieś Ponik, na skraju Puszczy Goleniewskiej. - Hasłem plenerów – była zawsze odchodząca wieś polska i tam, na naszych oczach, rzeczywiście marniała – wyznaje artysta w katalogu, świadom, że maluje świat, który już nie istnieje: Maluję rekonstrukcję tego, co przemija, odchodzi, rozpada się: byłe ulice, stare kościołki, resztki chałup, fragmenty pejzażu. Świat, który go uformował, z którym się identyfikuje, wpisany w polską tradycję i w polską sztukę. Już ta deklaracja artystyczna świadczy, że Duda Gracz odszedł daleko od swej wczesnej twórczości, która krytycy odczytywali dosyć powierzchownie, poprzez zawartą tam aktualną anegdotę, czy tylko krytykę „wad i przywar socjalizmu”, jak komentowano cykle: „Tańce polskie”, „Portrety polskie” czy „Dialogi polskie”. Wśród postaci zapełniających obrazy z ostatnich lat jest coraz mniej ludzi realnych. Zastąpili je: bardzo stare staruszki, łysi staruszkowie, chłopy w sukmanach i baby w zapaskach pomieszane z umarlakami, strzygami, anielicami, zgrzybiałym ułanem”, szlachciankami i huzarami. Ten baśniowo-symboliczny sztafaż, położony laserunkowo, nasycony światłem i kolorem, oddaje perfekcyjnie nastrój miejsca i chwili. A chociaż Duda Gracz posługuje się często ostrą, drastyczną deformacją, eksponując brzydotę, to przyjrzawszy się bliżej jego obrazom, dostrzeżemy tam rodzaj przymierza między ekspresjonizmem i symbolizmem, o wyraźnie romantycznej genezie i głębokim związku z tradycją, co czyni go artystą prawdziwie polskim. Przyglądając się obrazom Dudy Gracza nie sposób nie zauważyć zdumiewającej biegłości rysunku, który artysta zaczynał w „Szpilkach”, ukończywszy Wydział Grafiki w Krakowie. Urzeka kolorystyka prac, ale metaforyczne przesłanie każdy musi odczytywać sam. Po trzydziestu latach pracy twórczej, artysta wrócił do akwareli. Kilka z nich prezentowanych na wystawie, to prawdziwe perełki, choćby „Brzegi – Źródło, czy Brzegi – Strumień”. Pytany o wzory, Duda Gracz wskazuje na warsztat Breugla, Boscha i Vermera, ale także Beksińskiego oraz Linkiego, z którym startował w serii rysunków dla „Szpilek”. - Czas zweryfikuje, czy to co robię, jest ważne – twierdzi artysta, zawsze wierny sobie, niezależny od metod, sposobów i konwencji, lekceważący aktualne mody i kierunki w sztuce. Lena Szatkowska Fot z katalogu
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze