Czy istnieją charakterystyczne wyznaczniki dla sztuki naszego kończącego się stulecia, czy można ją określić jednoznacznie mianem posmodernizmu, tak jak koniec XIX w. przyniósł modernizm i nastroje dekadenckie? Takie pytanie pojawia się w kontakcie z dziełami twórców – nauczycieli Europejskiej Akademii Sztuki w Warszawie, których prace malarskie i graficzne zaprezentowano na otwartej w ubiegły piątek (17 listopada) wystawie w Płockiej Galerii Sztuki.Antoni Fałat, uznany malarz i twórca szkoły, twierdzi jednoznacznie: - Jest obowiązkowa w Polsce dyktatura awangardy i wszystkie większe galerie warszawskie zdominowane są przez awangardę, w związku z powyższym „chodzą” tam nazwiska, których odbiorca sztuki nie zna. Tymczasem w sztuce europejskiej jest wyraźny powrót do sztuki przedstawieniowej, głębokiej, pełnej bogactwa warsztatowego w malarstwie i grafice. Sztuka musi być językiem porozumienia, budzić wnętrze człowieka, odwoływać się do jego wrażliwości. Instalacje są tylko dekoracjami. Sam Fałat wierny jest malarstwu przedstawiającemu. Jego zaprezentowane na ekspozycji obrazy: Portret bizantyjski oraz Rodzina na tle skał, inspirowane starą fotografią, potwierdzają urzeczenie tamtym czasem, pełnym elegancji, kiedy ludzie wiedzieli jak się zachowywać, ponieważ obowiązywała czytelna, jednoznaczna hierarchia wartości. Artysta posługując się przekazem fotograficznym porusza się w tej samej wąskiej gamie barw przygaszonych, posługuje się skrótem, sięga do konwencji „albumu rodzinnego”. Pokazując swoje modele zachowuje jednocześnie i charakter amatorskich zdjęć i klimat czasu, w którym one powstawały. Obecna na wernisażu Barbara Szubińska, wspaniała kolorystka (obraz Patio) również jest zdania, że Istota sztuki pozostaje zawsze ta sama, jest nośnikiem kultury duchowej, materialnej i pośrednikiem między naturą i człowiekiem. Kiejstut Bereźnicki pokazany jest poprzez dwa duże płótna: Pieta z przyglądającym się chłopcem, Opłakiwanie w czerni – wyraźnie inspirowane XVII-wiecznym malarstwem holenderskim, zarówno w kolorycie, jak i w sposobie przekazywania refleksji, co świadczy, że wielka sztuka zawsze sięga do tradycji mistrzów, składając im hołd, a jednocześnie prowadząc swoisty dialog. Warto zwrócić uwagę na świetne portrety Stanisława Baja, które są jednocześnie portretem wsi podlaskiej, z której artysta się wywodzi i na wyraźnie zafascynowanego modernizmem Zbysława Maciejewskiego, czy na rysunki Piotra Krochmalskiego, powstałe na papierze pakowym, w których tematem są sny lub skojarzenia codziennych sytuacji, przefiltrowane przez wyobraźnię autora. Z pewnością wielu odbiorców sztuki przyjdzie do galerii przede wszystkim po to, by studiować obrazy Jerzego Dudy Gracza czy Franciszka Starowiejskiego. Wszystkie nawiązują do tradycji sztuki polskiej, naszej historii i naszych mitów. Jak poinformowała dyrektorka galerii Bożena Śliwińska, wystawa będzie pokazana również w kilku galeriach w kraju. Towarzyszy jej staranny katalog. Dodajmy, że wielu artystów – pedagogów Europejskiej Akademii Sztuki miało swoje wystawy indywidualne w płockiej galerii. Dwukrotnie gościł z wystawami monograficznymi Antoni Fałat, bo choć urodzony w Warszawie, z uwagi na matkę płocczankę wychował się w tradycjach naszego miasta. Artysta otrzymał nawet imię po bracie babki Antolku Gradowskim, bohaterskim harcerzu, poległym w 1920 r. Wernisażowi malarstwa „Signum Temporis” („Znak czasu”) jak zwykle w płockiej galerii towarzyszył koncert pieśni polskiej w wykonaniu Małgorzaty Tomczak-Banachowicz i pianisty Witolda Holtza. A ponieważ oboje artyści przygotowują się recitalu w Akademii Muzycznej w partnerskim mieście Darmstadt, usłyszeliśmy również pieśni Johanaa Strausa i piękną arię z opery Samson i Dalila w wykonaniu Małgorzaty Banachowicz. Lena Szatkowska Fot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze