Ryszard Rusinek, nasz lokalny obieżyświat znowu wyrusza w kolejną trasę. Tym razem los rzuca go w tereny południowej Polski, nie mniej jednak eskapada wydaje się nadzwyczaj emocjonująca. Będzie to bowiem czterodniowy rajd po Bieszczadach. Podstawa trasy to błoto i niebezpieczne wertepy, które Ryszard Rusinek wraz z kolegą będą pokonywać jeepem.Ta pierwsza wyprawa samochodowa łączy się z dużymi przeżyciami i o to właśnie chodzi naszemu bohaterowi, bo nie potrafi on żyć bez ciągłego wysokiego poziomu adrenaliny we krwi. W tym wypadku wystarczył telefon od znajomego z zaproszeniem i ogólnym zarysem przebiegu imprezy, by Ryszard Rusinek podjął decyzję i wyjechał z Płocka na cztery dni. Do tej pory Rusinek uprawiał raczej wspinaczkę wysokogórską. Jako pierwszy płocczanin zdobył wiele szczytów, w tym ostatnio Kilimandżaro. Lata również nad Płockiem paralotnią, a w minionym wakacyjnym sezonie udało mu się nauczyć podstaw windsurfingu. Jak sam podkreśla, motywem przewodnim w jego życiu są przede wszystkim góry, które pozwalają mu zmierzyć się ze sobą i kształtują jego charakter. Z obranego celu nigdy nie rezygnuje, co udowodnił już wielokrotnie. Raz, kiedy po poważnym wypadku samochodowym, stracił zdrowie, dalej - podczas kolejnych wypraw, z których nie wraca w połowie drogi. Miłość do gór rozbudził w nim szkolnymi wycieczkami, wtedy nauczyciel geografii z Małachowianki, dziś dyrektor Tadeusz Zombirt. Ryszard Rusinek kontynuował swoją pasję w czasach studiów, gdy z dwiema studenckimi ekipami pokonywał Karkonosze i Beskid Śląski. Można powiedzieć, że do celu pnie się systematycznie. 4 lata temu zdobył najwyższą, trzy tysięczną górę Niemiec. W 1997 wybrał się w Dolomity również na trzytysięczniki. - Dwa lata temu powiedziałem rodzinie, że wybieram się na Mont Bianco - opowiada pan Ryszard. - Nikt nie podejrzewał mnie o zamiary wspięcia się na Mont Blanc. Bez zbytniego zaplecza alpinistycznego, zdobyłem te 4810 metrów n.p.m., a nie było to proste zadanie. Podczas wspinaczki dopadła mnie śnieżyca. Byłem sam na wysokości 4300 metrów, odcięty od świata w blaszanym baraku. W radio usłyszałem, że przez najbliższe pięć dni pogoda nie ulegnie zmianie na lepsze. Miałem ze sobą dwa snickersy i cztery coca-cole. Wiedziałem, że na długo te zapasy mi nie starczą. Na szczęście jednak pogoda się poprawiła i mogłem iść dalej. W 1999 roku Ryszard Rusinek zdobył Kilimandżaro. Było to wyjątkowo trudne przedsięwzięcie. Z 5-osobowej ekipy, z którą nasz bohater pokonywał górę, weszły zaledwie 2 -osoby. Reszta nie potrafiła znaleźć w sobie siły, by wspiąć się na sam szczyt. -Ostatnie 200 metrów w górę, które w trasie rozłożone są na 2 kilometry, były wyczerpujące. W ogóle górę tą zdobywa zaledwie 25% tych, którzy chcą ja pokonać - stwierdza nasz alpinista. Jak więc widać do wspinaczki wysokogórskiej potrzebne są trzy rzeczy: doświadczenie, szczęście i pogoda. A czasami jeszcze dużo pieniędzy. Jeżeli ten ostatni warunek zostanie spełniony, a pan Rusinek nadal w takim tempie będzie się wspinał, najprawdopodobniej za dwa lata zdobędzie pierwszy ośmiotysięcznik. - Oczywiście chciałbym wejść np. na Mont Everest - marzy. - Jednak samo pozwolenie wejścia trudniejszą trasą na tą górę kosztuje 50 tys.$. Jeżeli więc będą sprzyjające warunki, znajdą się sponsorzy, to mój zamiar się powiedzie. Ma na swoim koncie tysiące metrów w górę. Nieustannie jednak szuka nowych doświadczeń. Jak się okazuje można je zdobyć nawet na wakacjach z rodziną. Podczas tegorocznej, miesięcznej wyprawy we Włoszech natrafił na dwutysięczne „pagórki”. Nie ominął ich oczywiście, bo dla niego wszystko, co nieznane, godne jest uwagi. Do żadnej wyprawy nie stara się w szczególny sposób przygotowywać. Po prostu reaguje w ciągu pół godziny - szybkim pakowaniem się, na konkretne rzucone mu przez sprawdzonych znajomych hasło do wyjazdu. Nie ma dla niego martwych sezonów. W styczniu 2001 wraz z przyjaciółmi z Polski wyrusza na kolejną, trudną wyprawę do Ekwadoru, Boliwii i Peru, trasą obejmującą w szczególności Andy. Chce odwiedzić miejsce niedawnej tragedii Polaków, jak również zobaczyć z lotu ptaka frapujące ludzkość ogromne naziemne obrazy, które według E. Dänikena są śladami bytności obcych cywilizacji na naszej planecie. Wielu zazdrości tak barwnego trybu życia renciście. Ono jednak wbrew pozorom wcale nie jest takie proste. Trzeba było nie lada wysiłku, by pokonać ograniczenia własnego organizmu, spowodowane groźnym wypadkiem samochodowym. Wszystkim tym, którzy mieliby ochotę zmierzyć się z prawdziwymi górami, pan Rusinek proponuje wyprawę chociażby w Alpy, podczas której wskazany jest dłuższy przystanek na wysokości 4 tysięcy metrów. - Proponuję tam posiedzieć w schronisku i obserwować reakcje własnego ciała. Pojawią się zawroty głowy, bóle mięśni i stawów, skoki ciśnienia. Wielu zauważy również zaburzenia mowy, niektórzy odczują brak samokontroli. Jest to sposób na aklimatyzację górską i sprawdzenie własnych predyspozycji. Jeżeli taki człowiek bez przygotowania idzie wspinać się w góry, to jest więcej niż pewne, że na odpowiedniej wysokości usiądzie w miejscu i stwierdzi, że dalej nie idzie. Poza tym warto pamiętać, że o wiele łatwiej jest wejść na górę, niż z niej zejść. Górskie szalki usłane są tymi, którzy o tym zapomnieli. Z drugiej jednak strony, pomimo tych wszystkich przeciwności, wspinaczka wysokogórska jest piękna - optymistycznie kończy Ryszard Rusinek. Tym razem jednak w górzystym terenie będzie jeździł terenowym samochodem. Czy to równie emocjonujące zajęcie, dostarczające wielu wrażeń Ryszard Rusinek opowie nam z pewnością, jak tylko wróci. Blanka Stanuszkiewicz fot. arch. Ryszard Rusinek - pierwszy płocczanin na Kilimandżaro wraz z przyjacielem i... radiem „Plus”
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze