Reklama

Wynik lepszy niż gra

30/09/2004 17:16
Fenomenalnym upadkiem na polu karnym, po faulu Ireneusza Kościelniaka popisał się Paweł Sobczak. Sędzia Zbigniew Marczyk z Piły bez chwili wahania pokazał na jedenastkę. Do piłki podszedł sam poszkodowany, ustawił, przyłożył się i strzelił prosto do siatki. To był jedyny gol w tym meczu płockiego napastnika, ale stał się ukoronowaniem kilku akcji, wypracowanych przez Pawła.Trzy minuty po strzelonej przez Sobczaka bramce, na polu karnym Wisły padł Janusz Wolański, który na dodatek został ukarany przez sędziego żółtą kartką za wymuszenie rzutu karnego. W telewizyjnych powtórkach widać jednak było wyraźnie, że to Marcin Janus nadepnął na nogę Wolańskiego, a ten się przewrócił.
Ten moment był kluczowy dla meczu, bowiem Wolański wcześniej otrzymał już żółtą kartkę. W efekcie musiał zejść z boiska, przez co osłabił swój zespół. Nie da się ukryć, że decyzja sędziego była niesłuszna, ale w ułamku sekundy, kiedy Janus deptał po palcach Wolańskiego, mało kto to zauważył.
Górnik grał w dziesiątkę, trener Bogusław Kaczmarek miał potem do sędziego odrobinę zasłużony żal. – Organizacyjnie Wisła stale idzie do góry – powiedział po meczu. – Chciałbym podziękować za wolę walki mojej drużynie. Przyjście Kucharskiego do zespołu odmieniło grę. Mogło być inaczej, nie robię tragedii, bo widać nową jakość w grze mojego zespołu.
Być może trener Kaczmarek widział grę swojej drużyny przez różowe okulary, bo raczej na boisku istniała tylko jedna drużyna. Co prawda Wisła nie pokazała jakiejś fantastycznej gry, cudownych akcji, szybkich rajdów, ale trzymała w szachu przeciwnika przez całe niemal spotkanie. No, z wyjątkiem 22 min., kiedy to dwaj płoccy piłkarze bardzo chcieli pomóc rywalom w stworzeniu akcji, oddali na swoim polu karnym piłkę Sebastianowi Szałachowskiemu, który po dodaniu strzału złapał się za głowę. Była to najlepsza ocena wyczynu. Spudłować z kilku metrów, bo tak trzeba nazwać strzał w poprzeczkę, w sytuacji sam na sam, to duża sztuka.
Zaliczka 1: 0 to było zbyt mało, zwłaszcza, że jak to się powszechnie mówi „bramka wisiała w powietrzu”. Stale któryś z płockich piłkarzy atakował na polu karnym Roberta Miduszewskiego, który jednak dzielnie się bronił.
Wreszcie w 75 min. musiał skapitulować. W 72 min. na boisko wszedł Klaudiusz Ząbecki, który bardzo chciał się pokazać. I udało mu się. Szalał na prawej stronie i po jednym z rajdów, podał wprost do Dariusza Gęsiora. Co prawda Gęsior nie miał w sobotę dobrego dnia, ale za to mnóstwo szczęścia. Był zawsze blisko piłki wtedy, gdy miała wpaść do siatki. Tak było i tym razem. Ząbecki idealnie podał, a Darek tylko dokończył dzieła.
Ostatnia bramka padła już w doliczonym przez sędziego Marczyka czasie gry. Jej autorem był Dariusz Romuzga, który może zaliczyć ten mecz do udanych. Bo już w 42 min. mógł się wpisać na listę strzelców. Po wykonanym rzucie wolnym z 18 min., piłka poszybowała w kierunku bramki, muskając poprzeczkę.
Stworzonych przez Wisłę sytuacji w tym meczu było znacznie więcej, ale tylko te trzy zakończyły się bramkami. Z opisu wydawać by się mogło, że Wisła rozegrała fantastyczny mecz, co jest nieprawdą. Widać jednak było wyraźnie, że coś już się zazębia, coraz więcej akcji kończyło się strzałami na bramkę przeciwnika, a kibice coraz częściej składali ręce do oklasków.
I tylko dziwi jedna rzecz. Po raz ósmy w tym sezonie na boisku widzieliśmy Arkadiusza Klimka, napastnika, który miał strzelać gole dla Wisły. Drugi z napastników Paweł Sobczak ma już na swoim koncie dwa trafienia w Pucharze Polski i jedno w lidze. Widać, że Paweł wkomponował się do drużyny i radzi sobie zupełnie przyzwoicie
Co innego Klimek, który nie może złapać formy i do końca rundy już jej nie złapie. Najpierw mówiło się, że musi się przełamać, teraz już nawet kibice nagradzają oklaskami tego zawodnika. Nie jest to do końca prawdą, bo zwykle kibice biją brawo, że wreszcie jest zmiana licząc na to, że następca będzie skuteczniejszy.
Trener Mirosław Jabłoński był zadowolony tylko po II połowie spotkania. – I połowa była bardzo chaotyczna, bo przeciwnik bronił się całym zespołem – mówił po meczu. – Dobrze, że padły bramki, bo i gra była znacznie lepsza. Irek Jeleń prawdopodobnie wyjdzie na boisko już w następnym meczu.
A następny mecz rozpocznie się w sobotę o godz. 15.30 na stadionie w Płocku. Przeciwnikiem Wisły będzie Pogoń Szczecin. Wcześniej, bo w najbliższą środę zawodnicy Mirosława Jabłońskiego będą walczyć o kolejne punkty w Pucharze Polski w Łodzi, w meczu z ŁKS-em.
Wisła: Gubiec – Janus, Duda, Romuzga, Kazimierczak, Gevorgyan (82 Rachwał), Jikia, Gęsior, Peszko (86 Studen), Klimek (72 Ząbecki), Sobczak.
Górnik: Mioduszewski – Bożyk, Kościelniak, Jurkowski, Bronowicki, Nikitovic (76 Budka), Nazaruk (60 Czereszewski), Wolański, Kucharski, Jezierski, Szałachowski.
żółte kartki: Peszko, Kazimierczak, Sobczak oraz Wolański, Bożyk, Nikitovic
czerwona kartka: Wolański (57 min. druga żółta)
sędziował: Zbigniew Marczyk z Piły
widzów: ok. 3,5 tys.
Pozostałe wyniki: Amica – Polonia 1:0, Pogoń Szczecin – GKS Katowice 4:2, Odra Wodzisław – Lech Poznań 3:1, Zagłębie Lubin – Wisła Kraków 1:7, Cracovia – Groclin Grodzisk 2:0. Mecz Legia Warszawa – Górnik Zabrze przełożony na 24 października.
Jola Marciniak
Fot. D. Ossowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości