Piłkarze ręczni Orlen Wisły Płock wygrali na wyjeździe z mistrzem Turcji Besiktasem Mogaz HT 33:30 (15:14) w siódmej kolejce grupy B Ligi Mistrzów. Płocczanie mieli przebłyski dobrej gry, ale pewnie o przebiegu spotkania będą chcieli szybko zapomnieć. – Zwycięzców się nie ocenia – powiedział żartem po meczu prezes klubu Robert Raczkowski.
Mistrzowie Turcji byli rywalami Orlen Wisły w 1. kolejce rozgrywek Ligi Mistrzów, 27 września. Beniaminek nie sprostał wtedy walce z doświadczoną płocką ekipą, która dominowała na parkiecie przez całe spotkanie. Podopieczni trenera Manolo Cadenasa w 51. min prowadzili nawet 27:14, ale w końcówce przeciwnicy zdołali odrobić straty i pojedynek zakończył się zwycięstwem Orlen Wisły 28:19 (13:7). Wówczas Turcy grali w osłabionym składzie.
29 listopada w rewanżowym, wyjazdowym pojedynku na parkiecie wystąpili m.in.: Vedran Zrnić (były zawodnik Orlen Wisły) oraz Ivan Ninčević i Ozan Arifoglu – najskuteczniejsi piłkarze Besiktasa. Jak się okazało, Turcy dokładnie przeanalizowali grę płockiej drużyny. Początkowo Orlen Wisła prowadziła, w 8. min wygrywała 5:3, ale gospodarze szybko doprowadzili do wyrównania. Największa w tym zasługa Ozana Arifoglu, który rzucił kolejne cztery bramki i po jego akcjach w 11. min był remis 6:6, a kiedy koledzy włączyli się do walki, w 15. min Besiktas objął prowadzenie 9:8.
Trener Manolo Cadenas wziął czas i płoccy piłkarze, przynajmniej do 17. min pokazywali, że są skuteczniejszą drużyną, bo prowadzili 11:9. Potem nastąpił ciąg kolejnych strat piłki, nietrafionych kontr i błędów oraz znakomitych obron Yunusa Ozimusula. Nieliczna grupka płockich kibiców przecierała oczy ze zdumienia, że ich zespół gra tak fatalnie.
Jednak doświadczenie Orlen Wisły wzięło górę i płocczanie kontrolowali wynik. W 21. min prowadzili 13:10, ale potem pozwolili zaprezentować umiejętności bramkarzowi Ozimusulu i w 27. min był remis 14:14. I tylko dzięki bramce Nemanji Zelenovicia goście schodzili do szatni z 1-bramkową przewagą.
Po przerwie wcale nie było lepiej. W 38. min gospodarze prowadzili 19:18, ale jak się okazało, było to ostatnie prowadzenie zespołu Besiktasu. Od tego momentu, mimo kolejnych błędów, płocczanie zaczęli kontrolować grę na parkiecie. W 40. min wygrywali 21:19, a w 45. min już 25:21.
W bramce coraz lepiej spisywał się Marcin Wichary, dzięki czemu jego koledzy powiększali przewagę nad gospodarzami. W 51. min doprowadzili do wyniku 29:22 i była to największa różnica w tym spotkaniu.
7-bramkowa przewaga chyba usatysfakcjonowała płocką drużynę, bo przestała ona grać. Gospodarze wykorzystali ten przestój i dzięki dwóm golom Tolgi Ozbara i trzem Senola Boyara w 55. min było 27:30.
Ale Orlen Wisła już była pewna wygranej. W 57. min doprowadziła do wyniku 27:33 i w końcówce, kiedy już było wiadomo, że 2 punkty pojadą do Płocka, straciła jeszcze trzy bramki.
Po powrocie piłkarzy Orlen Wisły czeka 3 grudnia ligowy mecz z Nielbą Wągrowiec, a 6 grudnia w Orlen Arenie płocczanie podejmą FC Barcelonę.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze