Parę tygodni temu arcybiskup Życiński nazwał warunki zatrudniania i wynagradzania pracowników hipermarketów wyzyskiem i zaapelował o podjęcie działań zmierzających do naprawy chorej sytuacji. Głos hierarchy zabrzmiał zaskakująco na tle powszechnego milczenia na temat tej trudnej, niewygodnej i może nieco wstydliwej sprawy. W każdym razie troską arcybiskupa poczuli się objęci pracownicy wielu innych, jeśli prawie nie wszystkich, obszarów gospodarki i usług. Hierarcha dotknął wierzchołka góry lodowej potężnego problemu, jakim jest nieustające poniżenie godności polskiej pracy przejawiające się w wielu sektorach życia publicznego. Głos ważny i medialnie nośny z racji popularności osoby duchownego nie doprowadził do jakiejś znaczącej społecznej dyskusji nad tym niewątpliwie palącym problemem. A okazja właśnie się ku temu zbliża. Już za parę tygodni będziemy świętować 25 rocznicę Wielkiego Sierpnia, w którym, jak mi się zawsze zdawało, walka o etos polskiej pracy postawiona została na pierwszym miejscu. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, że będzie to walka o etos pracy dla nielicznych. Masy będą musiały zadbać o siebie same. Symbolicznym tego wyrazem wydał mi się niedawny bruderszaft Wałęsy i Kwaśniewskiego w pałacu przy ulicy Polanki we Wrzeszczu. Niech żałuje każdy, kto nie doczytał do końca „Folwarku Zwierzęcego”.
W każdym razie po 25 latach od rozpoczęcia tej niezwykłej polskiej rewolucji, wspieranej nieustannie potencjałem intelektualnym samego Ojca Świętego, refleksja o godności pracy i podmiotowości człowieka pracy leży u nas w powijakach. Stanowi i, wszystko na to wskazuje, długo jeszcze będzie stanowić niezagospodarowany ugór. Od czasu do czasu ktoś podnosi na chwilę wyżej głowę w desperackim akcie buntu, co oczywiście nie na wiele się zdaje. Ostatnio uczynili tak nauczyciele ze słynnego warszawskiego LO im. S. Batorego. W ironiczno – dramatycznym liście otwartym do Ministra Edukacji Narodowej i Sportu (co za niefortunna zbitka słów) uprzejmie zawiadamiają władze oświatowe, że chcieliby przekazać swoje wynagrodzenie proponowane im za pracę przy przygotowaniu i przeprowadzeniu nowej matury (pamiętajmy: wielki logistyczny sukces władz) na rozwój polskiej oświaty. Tak postawiona kwestia powinna wzbudzić powszechny szacunek władz i podziw rodziców, gdyż może stanowić zalążek ostatecznego ugruntowania na polskiej glebie tak podziwianej dzięki znajomości lektur szkolnych idei nauczycielki-siłaczki. Nauczyciele z Batorego ubolewają jednak, że realizacja szczytnych porywów ich serc napotkać może na poważne przeszkody w realizacji z tego powodu, że trudno im znaleźć osoby oraz instytucje, które nie poczułyby się znieważone kwotą, jaką mogą je obdarować (80 złotych netto). Nauczyciele płoccy w tym roku nie mieliby aż takich skrupułów. Dostali w prezencie od samorządu po kilkaset złotych za pracę w komisjach egzaminacyjnych (choć padały głosy, że nie wszyscy).
Ale i tu z radością jest dosyć powściągliwie. Świadomość, że nie stałe zasady, ale doraźna łaskawość (która potrafi być kapryśna) rządzi postępowaniem władz, budzi obawy na przyszłość. A praktykę tzw. „uśrednienienia” wynagrodzeń nauczycieli uczących w klasach maturalnych warszawiacy z Batorego odważnie nazwali „oszustwem przeprowadzanym z wielkim cynizmem przez władze oświatowe” (z tym zgodzą się płocczanie, a ja dodam w kontekście Sierpnia: za zgodą związków zawodowych z „Solidarnością” na czele). Czczym frazesem wydają się powtarzane wszem i wobec formułki o urzeczywistnianiu sierpniowych ideałów państwa prawa i sprawiedliwości społecznej. W każdym razie takie drobnostki nie mogą zakłócić świętowania Wielkiej Rocznicy. Czy feta będzie przypominać ostatnią scenę z proroczej opowiastki Orwella?
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze