Pani Agnieszka wprowadziła się do mieszkania w budynku przy ul. Kazimierza Wielkiego w październiku 2010 roku. Razem z właścicielką ustaliły, że kobieta nie będzie płaciła czynszu w ustalonej wysokości, ale doprowadzi lokal do użytku. Wynajęła mieszkanie w fatalnym stanie technicznym, do generalnego remontu. Ma dokumentację zdjęciową. Zaraz na początku 2011 roku pani Agnieszka rozpoczęła remontowanie lokalu i wprowadziła się do mieszkania w marcu, tuż przed świętami. – Łatwiej byłoby wymienić to, czego nie zrobiłam w tym mieszkaniu, bo wymieniłam okna, wyremontowałam zarwany sufit, wybebeszyłam ze ścian wszystko, do gołej cegły, i od początku były nakładane na ściany kolejne warstwy. Słowem, wykonałam generalny remont mieszkania. Co prawda nie podwyższyłam standardu, ale wreszcie można tam było po ludzku mieszkać. Oczywiście działo się to za zgodą i akceptacją starszej pani T., która widziała, w jakim stanie lokal mi oddała, a jak wyglądał po remoncie – opowiada. Mijały miesiące i wszystko było w porządku. Wreszcie pewnego dnia na początku 2014 roku wszyscy lokatorzy budynku otrzymali pisma, że od tego momentu zmienia się zarządca kamienicy i wszystkie należności lokatorzy mają wpłacać na nowy rachunek. Na dodatek okazało się, że przestały całkowicie obowiązywać wszelkie ustne umowy z panią T. Trzeba było regulować należności w ustalonej przez nowego zarządcę wysokości. – I pewnie płacilibyśmy nowemu zarządcy, gdyby nie fakt, że nie dostaliśmy żadnego pisma poświadczającego, że ma jakiekolwiek pełnomocnictwa. Próbowaliśmy dostać się do właścicielki, ale nas nie dopuszczono. Mówiono nam tylko, że mamy płacić po nowemu, na nowy rachunek bankowy, i nie ma żadnych dyskusji na ten temat – wyjaśnia pani Agnieszka.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze