Reklama

Wrześniowe powroty na Płocką

10/10/2012 08:58
– Z dyrektorem Wieczorkiewiczem mieszkaliśmy razem w internacie. Rozrabialiśmy, a on zwracał nam uwagę. Mój kolega, Jerzy Czerniakowski, świetnie go naśladował. Parodiował jego głos, powiedzonka i wyrażenia: „pławda”, „ty głazie”, „maziaku”. Nieraz nas straszył, udając dyrektora. Pewnego dnia było głośniej niż zwykle. Ktoś puka do drzwi i nalega, żeby otworzyć. Byliśmy przekonani, że to znowu Jurek. Krzyknęliśmy do niego: „Jurek, przestań się wygłupiać. Nie damy się nabrać”. Ale pukanie nie ustało. Wreszcie otworzyliśmy drzwi i zobaczyliśmy dyrektora we własnej osobie. Dostaliśmy burę, ale rozeszło się po kościach, bo mimo psot nas lubił. Po latach na zjeździe śmialiśmy się wszyscy, razem z dyrektorem – wspomina Zbyszek Kretkiewicz, absolwent LO im. H. Sienkiewicza w Płońsku, jeden z uczestników zjazdu absolwentów.
LO im. Henryka Sienkiewicza istnieje już 95 lat. Mieści się przy ulicy Płockiej. Powstało jako pierwsza szkoła średnia w regionie. Dziś jest Zespołem Szkół Ogólnokształcących, który poszerzył grono uczniów o gimnazjalistów. Absolwenci na początku spotykali się co 10 lat. Teraz spotykają się co pięć. W 2017 roku będą świętować 100-lecie powstania swojej szkoły, której patronem jest Henryk Sienkiewicz.
Zjazd rozpoczął się 21 września, ale główne uroczystości odbyły się dzień później. Sobotnie spotkania rozpoczęła msza św. w kościele pw. św. Michała Archanioła w Płońsku. Po niej ulicami Płońska wyruszył pochód absolwentów, nauczycieli i obecnych uczniów. Oficjalna część zjazdu odbyła się w sali kina Kalejdoskop. – Spotykamy się znowu, po pięcioletniej przerwie – powiedział przewodniczący komitetu organizacyjnego, Andrzej Konstantinow, oficjalnie otwierając kolejne spotkanie absolwentów płońskiego liceum. Zgromadzeni minutą ciszy uczcili kolegów, którzy już odeszli. – Należę do grona absolwentów, którzy ukończyli szkołę kilkadziesiąt lat temu. Zjazd oprócz przyjemności może być także miejscem refleksji nad przeszłością, którą tak mile wspominamy, i nad przyszłością, którą trzeba budować w oparciu nie tylko o nasze doświadczenia, ale i w oparciu o nasze tradycje i zasady wyniesione z tej właśnie szkoły. Mamy wśród rzeszy absolwentów setki lekarzy, inżynierów, nauczycieli również z tytułami profesorskimi, prawników, duchownych, parlamentarzystów, radnych, dziennikarzy i poetów. Do licznej grupy należą też przedsiębiorcy i pracownicy samorządu. Większość z nas nie zajmuje jednak eksponowanych stanowisk. Nasi absolwenci są w różnych zakątkach Polski i świata, ale wszystkich łączy ta szkoła – dodał Andrzej Konstantinow. Po nim głos zabrali: obecny dyrektor szkoły, który obchodził jubileusz 20-lecia pracy, Ryszard Buczyński, przedstawiciele władz (burmistrz Andrzej Pietrasik, starosta Jan Mączewski) i absolwenci (m.in. Jerzy Raczek, Czesław Cichocki, ksiądz Jan Piotrowski). Dyrektor Ryszard Buczyński cieszył się z pełnej sali gości. – Państwa obecność podczas dzisiejszej uroczystości potwierdza, że szkoła to przede wszystkim przestrzeń spotkań z przyjaciółmi, partnerami, mądrymi wzorcami – mówił. – Każdy z nas przeżywa wzloty i upadki. Państwo pamiętacie jednych ze swoich nauczycieli bardzo dobrze, innych trochę mniej, a o innych chcielibyście zapomnieć. Jak mówi klasyk: „Jak jest tylko dobrze, to niedobrze”. Więc dobrze jest, gdy wszystko to występuje, a mimo to chce nam się przyjść do tych murów, spotkać się z ludźmi po latach, przeżyć wszystko ponownie – powiedział dyrektor. Absolwent liceum, Jerzy Raczek, wspominał akademię z okazji urodzin Józefa Stalina. – To był mój ostatni występ na tej scenie. Mówiłem wierszyk z okazji 70. rocznicy urodzin towarzysza Stalina. Pech chciał, że rozbolały mnie zęby i jedynka górna wysunęła mi się 2 milimetry niżej. Po występie powiedzieli mi: „Raczek dobrze się nauczył wiersza na pamięć, ale mówił go bez entuzjazmu”. To mnie uratowało od dalszych występów artystycznych – opowiadał.
Na scenie uhonorowano najstarszych absolwentów szkoły, którzy wzięli udział w zjeździe: Alinę Gniewkowską i Jerzego Bartkiewicza. Anna Zmysłowska dedykowała zebranym napisany specjalnie z okazji spotkania nostalgiczny wiersz, a Michalina Ryglewicz-Skowronek zaprosiła publiczność do wspólnego śpiewania. Dużo było wspomnień o nauczycielach i szkolnych kolegach. Wspominano czasy po transformacji i życie szkoły w PRL-u. Absolwentka płońskiego liceum, minister sportu i turystyki, Joanna Mucha opowiadała o swoich latach nauki. – Te cztery lata w liceum to były najlepsze lata mojego życia i myślę, że się to nie zmieni. Rozpoczynałam naukę 21 lat temu. Pamiętam konkursy recytatorskie i profesora Kasiaka, który podchodził do mnie i pytał: „Joaśka, dlaczego ty się nie uczysz?” – żartowała. – Ta szkoła nauczyła mnie definiować cel i go realizować. To tutaj zostało ukształtowane to, co dla człowieka najważniejsze i konstytutywne. Za to jestem szkole niezwykle wdzięczna – podkreśliła. Wiele wspomnień poświęcono jednemu z najznakomitszych profesorów szkoły – poloniście Józefowi Otłowskiemu. Część oficjalną, zakończoną występem uczniów i tegorocznych absolwentów, poprowadziła Anna Goliasz.
Po południu uczestnicy zjazdu spotkali się na obiedzie w nowej hali sportowej. Przy okrągłych stołach siedzieli absolwenci z różnych roczników. Najmniej było tych młodszych, którzy jeszcze nie zdążyli zatęsknić za szkołą. – Dla mnie zjazd to zawsze spotkanie sentymentalne, wspomnienie lat szkolnych. Mimo upływu czasu widzę swoje koleżanki i kolegów jednak troszkę takimi, jakimi byli wtedy, i to jest największy urok zjazdu, zwłaszcza że nie mam z nimi kontaktu na co dzień. Niektórych nie widziałam ponad 40 lat – akcentowała Barbara Otto (Kołecka). – A spotkanie ulubionych nauczycieli, wychowawcy to już jest naprawdę ogromne przeżycie. Zjazd to także oderwanie się od życia codziennego, wycieczka w czasy młodości, jakże odmienne od tych dzisiejszych, wspomnienie lat beztroskich, marzeń i nadziei – dodała. Dla Aleksandry Szymborskiej spotkania podczas zjazdów mają szczególny charakter, bo do liceum wraca nie tylko jako absolwentka, ale również nauczycielka. W płońskim ogólniaku uczyła języka francuskiego. – Wychowawca, prof. Szpila, powiedział mojej mamie, że mogę studiować wszystko. Rzeczywiście byłam prymuską. Miałam doskonałą romanistkę panią Etinger i za jej namową wybrałam nierozsądnie filologię romańską na Uniwersytecie Warszawskim. Wydawało mi się, że mój francuski jest dobry, ale gdzie tam. W tamtych czasach romanistykę wybierali ci, którzy mieli już kontakt z językiem za granicą. Tam się urodzili albo wysyłali ich wpływowi tatusiowie. Zacisnęłam zęby, nie dałam się i po IV roku dostałam nagrodę rektorską. Po studiach byłam rok w Brodnicy, ale kiedy dowiedzieli się o tym pani Etinger i mój wychowawca, który awansował na inspektora oświaty, zaczęli mnie namawiać bym wróciła do Płońska. Skusili mnie obietnicą mieszkania. To było wtedy ogromne marzenie. Mieszkań nie było. Czekało się na nie w długich kolejkach w spółdzielniach. A w Płońsku mogłam od razu zamieszkać w domu nauczyciela. Wróciłam do swojego liceum, tym razem jako nauczycielka – opowiadała Aleksandra Szymborska. Zbigniew Kocańda jest absolwentem jednego z najliczniejszych roczników, również licznie reprezentowanego na zjazdach. Szkołę ukończył w 1964 roku. – Każde spotkanie absolwentów dokumentuję zdjęciami. Przyjeżdżam do Płońska regularnie od 1977 roku. Zmieniliśmy się fizycznie, ale wiele osób na emeryturze jest ciągle aktywnych zawodowo. Miło jest się spotkać. Niestety, tym razem nie wziąłem aparatu – mówi. Zofia Brzeska z Płońska wyjechała na studia do Torunia. Wybrała matematykę. – Po roku zmieniłam uczelnię, bo perspektywa suchej matematyki akademickiej i uczenia w szkole jakoś mnie nie kręciła. Skończyłam Politechnikę w Poznaniu – opowiada. Potem jednak losy zawiodły ją znowu do Torunia, gdzie zajęła się elektroniką. Z czasów nauki w płońskim ogólniaku zapamiętała studniówkę. – Miałam spódnicę pożyczoną od kuzynki i pierwsze szpilki, po które pojechałam do Warszawy. Nosiłam je potem bardzo długo. Ktoś przyniósł w butelce po oranżadzie trochę wódki. Dla większości dziewczyn był to pierwszy alkohol w życiu. Na co dzień do szkoły chodziłyśmy w fartuszkach. W szatni stał woźny Cybulski i sprawdzał, czy mamy przypięte tarcze. Kiedy zrobiłam sobie trwałą, bo wtedy wszystkie modne dziewczyny ją robiły, strasznie się bałam, co powie prof. Izdebska od chemii. O dziwo skomentowała tylko: „Ładnie Zosi w tych włosach” – wspomina. – Dyrektor Wieczorkiewicz zawsze był bardzo elegancki. Trochę śmialiśmy się z jego „pławda”, ale to był dobry człowiek – mówi Zbyszek Kretkiewicz. Po skończeniu LO w Płońsku, przeniósł się do Płocka. Skończył Studium Nauczycielskie przy Jachowicza. Potem uczył języka polskiego w szkołach w Jońcu i w Siedlinie. Najmilej wspomina szkołę w Krysku, gdzie z uczniami zrobił minimuzeum. – Przynosili mi do niego stare przedmioty, nawet kule z okresu szwedzkiego. Zajmowaliśmy się historią starych grobów Zielińskich, o których potem Jerzy Waldorf pisał w książce „Po tamtej stronie ciszy”. Myślę, że uczniowie mnie lubili, tak jak my mimo wszystkich psot lubiliśmy dyrektora Wieczorkiewicza – dodaje.
Wieczorem uczestnicy zjazdu ponownie spotkali się w hali sportowej, pięknie udekorowanej na bal. Miły radosny wystrój sali to również zasługa pań z komitetu organizacyjnego. Hanka Salak już po raz kolejny zajmuje się dekoracjami w szkole i w sali kinowej. Już od roku komitet spotykał się w budynku liceum, aby uzgodnić szczegóły. We wszystkich spotkaniach starał się uczestniczyć dyrektor, który użyczył na bal pięknej hali sportowej. – Ja chodziłam do szkoły za dyrekcji Krzysztofa Karulaka. Wtedy odbywało się mnóstwo spotkań z aktorami i pisarzami, wyjazdów do teatru. Tego zazdrościły nam nawet koleżanki z Warszawy, gdzie wyjechałam potem do szkoły – wspomina. – Dyrektor Karulak potrafił być groźny. Kiedyś dostało mi się, że nie chciałam iść na poniedziałkowy apel. Mocno mną potrząsnął – wspomina Anna Sitkiewicz.
Na VIII Zjazd Wychowanków Gimnazjum i Liceum w Płońsku przyjechali absolwenci z Warszawy, Płocka, Ciechanowa, a nawet, tak jak Róża Milaszewski – z zagranicy (USA). Kolejne spotkanie odbędzie się za pięć lat. Organizatorzy zapowiadają, że 100-lecie powstania szkoły zostanie uczczone wydaniem publikacji o liceum spod znaku Sienkiewicza, który nieopodal (w Poświętnem) spędził rok życia jako guwerner rodziny Weyherów. Tu też napisał pierwszą, nigdy niepupublikowaną, powieść „Ofiara”.
Lena Szatkowska
fot. m.a.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości