Czy mo?na sobie wyobrazi? kilka miesi?cy tu?ania si? po piwnicach, szukania pustostan?w, wynajmowania klitek, kt?re trzeba by?o w po?piechu opuszcza?. Czy mo?na sobie wyobrazi? ca?kowity brak dochodu, zdanie na ?ask? innych i czekanie, ?e mo?e nast?pnego dnia za?wieci s?o?ce, znajdzie si? jaka? praca, b?dzie mo?liwo?? zamieszkania pod dachem i rozpocz?cia nowego ?ycie?Pani Hanna P. odwiedzi?a po raz pierwszy nasz? redakcj? ponad rok temu. Mia?a wtedy prac?, co prawda ma?o p?atn?, ale zawsze udawa?o si? zarobi? par? groszy. Pr?bowali z m??em wynajmowa? mieszkania, ale na wszystko nie wystarcza?o ?rodk?w. W efekcie stracili dach nad g?ow?, w?a?ciciel mieszkania zabra? im skromne meble, wyrzuci? na bruk. To sta?o si? w marcu 2001 roku, od tamtej pory pa?stwo P. szukaj? swojego miejsca na ziemi, takiego ma?ego skrawka pod?ogi, gdzie mogliby zamieszka? razem. Wtedy mieliby adres, co pomo?e w szukaniu pracy. Dzi?, nawet jak jest jaka? szansa na prac?, to bez sta?ego adresu nie ma nawet co pyta?. Brak pracy, to brak pieni?dzy. – Czasem dostaniemy od ksi?dza kilka z?otych, czasem od kogo? jak?? bu?k?, chodzimy, prosimy, ?yjemy nadziej?, ?e nie mo?e by? tak jak jest. My chcemy pracowa?, chcemy, ?eby to wszystko si? odmieni?o, a pr?bowali?my chyba wszystkiego, a i tak nasze ?ycie nic si? nie zmieni?o – opowiada pani Hanna. Urz?dnicy w ratuszu j? znaj?, wiedz?, ?e walczy o swoje, ale co z tego jak efekt?w nie ma ?adnych. Jest na 37 miejscu w kolejce do komunalnego mieszkania, ale kiedy mo?e liczy? na swoje cztery k?ty, tego nikt nie potrafi powiedzie?. W 1998 roku byli na 72 miejscu. Jak b?d? dawa? mieszkania w takim tempie, to jeszcze d?ugo pozostanie piwnica. Oboje maj? po 49 lat, s? zarejestrowani w Urz?dzie Pracy, gdzie cz?sto przychodz? pyta?, czy jest co? dla nich. Nie ma, a prawo do zasi?ku stracili dawno. Pytaj? o jak?kolwiek prac?, mo?e by? nawet taka, jakiej nikt nie chce bra?. – Ale tak to jest, ?e jak cz?owiek sam sobie czego? nie za?atwi, to nikt mu nie pomo?e – m?wi pani Hanna. Je?li kto? j? zobaczy pierwszy raz, nie uwierzy, ?e jest bezdomna. Zadbana, skromnie, ale czysto ubrana, a nawet umalowana. Ona doskonale wie, ze jak cz?owiek przestanie dba? o siebie, to od razu zostaje wyrzucony poza nawias spo?ecze?stwa. A oni z m??em nie pij?, nie pal?, ?yj? z tego, co pomog? im inni, bo sami sobie pom?c nie potrafi?. - Pomoc spo?eczna – dziwi si? pani Hanna, - my?li pani, ?e nigdy tam nie by?am? By?am, ale ju? nigdy nie p?jd?. Jak m?? zobaczy? mnie po wizycie w tej instytucji, to zabroni? bym kiedykolwiek tam posz?a. Owszem dostali?my pomoc. Jeden obiad na dwoje i jednorazow? zapomog? 20 z?. To nam obcy ludzie bardziej pomagaj? i nie musz? si? czu? tak upokorzona. Ma??e?stwu P. proponowano miejsce w noclegowni, ale wtedy musieliby si? rozsta?. A oni wiedz?, ?e kiedy s? razem, kiedy si? wspieraj?, jako? ?yj?. Oddzielnie mo?e by? r??nie. Ca?y czas maj? nadziej?, ?e kto? im pomo?e. Najlepiej by by?o, gdyby dostali prace wraz z mieszkaniem. Nie maj? wymaga?, dla nich mieszkanie, to niewielkie miejsce, byleby mogli by? w nim razem. Pracy si? nie boj?, mo?e by? nawet ci??ka, byleby mo?na by?o zarobi? na ?ycie. Wstydz? si? swojej sytuacji. Wiedz?, ?e ludzie z dzie?mi, a bez pracy jako? sobie radz?. Ale oni nie maj? szcz??cia, a wszelka pomoc, ktor? otrzymuj? i za kt?r? bardzo dzi?kuj?, jest zbyt ma?a, by rozpocz?? jakie? nowe ?ycie. Wystarcza na to, by przetrwali, by nie zamarzli, by nie umarli z g?odu, by ?yli, cho? bardzo trudne maj? to ?ycie, bardzo ci??ko los ich do?wiadcza. A? trudno uwierzy?, ?e w tak du?ym mie?cie jak P?ock, nie znalaz?o si? miejsce dla pa?stwa P. W urz?dzie obiecywano im pok?j w budynku przy ul. Otoli?skiej, niestety sko?czy?o si? na obietnicach. Nie wiedz?, czy uda im si? przetrwa? t? zim?. Czy kto? im pomo?e, bo sami sobie pom?c nie potrafi?, ale za pomoc potrafi? si? odwdzi?czy?. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze