Wyjątkowo w tym półroczu Wisła Płock nie ma prawie żadnych kłopotów. Piłkarze nożni radzą sobie w środku tabeli i jeśli tylko będzie taka możliwość włączą się do walki o europejskie puchary, zaś piłkarze ręczni są na najlepszej drodze, by zdobyć tytuł Mistrza Polski. Teoretycznie więc nie ma żadnych kłopotów, wszystko biegnie własnym torem. A jednak temat przyszłości nie znika z łamów gazet. Wypowiadają się dziennikarze, kibice, działacze. I bardzo dobrze, bo wszyscy wspólnie szukamy wyjścia z kryzysu, w jakim klub się znalazł.
Najprawdopodobniej od lipca 2004 roku ORLEN przekaże na sponsorowanie Wisły o połowę mniej pieniędzy. To cios, z którego klub może się nie podnieść, zwłaszcza że stoi w przededniu całkowitej rezygnacji z finansowania klubu przez firmę. Bo jak wieść gminna niesie, sport, przynajmniej ten płocki, ORLEN-owi nie jest do niczego potrzebny, a już na pewno nie do reklamy firmy.
W zamian za 11 mln zł, które do tej pory rocznie przekazywał ORLEN klubowi, firma miała zapewnioną reklamę na banerach wokół stadionu, ubiory sportowe z logo ORLEN-u, w których występują sportowcy, nie tylko seniorzy, nazwę firmy na biletach, folderach i wszystkich wydawnictwach, jakie pojawiały się w związku z klubem.
Każdy kibic w Polsce wie, że Wisła Płock, choć nie ma w nazwie ORLEN-u, jest ściśle z tą firmą powiązana. Choćby przez to, że od swojego początku istnieje w Płocku. Owszem były lata gorsze, gdy wiązano wzrost ceny paliwa z koniecznością kupna nowego zawodnika do klubu, ale to już historia. Tak było przed pięcioma laty, dziś na żadnym stadionie, żaden kibic nie wykrzykuje podobnych haseł.
Odwrotnie
proporcjonalne
przełożenie
Dlaczego właśnie na ten aspekt, sprawy zwracam uwagę? Bo do redakcji chyba wszystkich płockich gazet, dotarł list podpisany przez dwóch płockich kibiców, którzy udowadniali “odwrotnie proporcjonalne przełożenie inwestowanych w klub pieniędzy w reklamę i promocję firmy na rynku ogólnopolskim.
Przyznać muszę, że z niedowierzaniem czytałam te wywody, które miały na celu udowodnić, że ORLEN-owi nie opłaca się inwestować w klub, bo “ci sami kibice są jednocześnie klientami stacji benzynowych i mają swobodny wybór stacji”. Tak piszą dwaj kibice w liście do redakcji. To podobno miał też być powód zgody na powrót do starej nazwy klubu, by nie był on kojarzony z ORLEN-em. Prawdziwi kibice, co wy na takie postawienie sprawy?
Są cztery kluby w Polsce: Legia Warszawa, Widzew Łódź, Wisła Kraków i Lech Poznań, które mają kibiców nie tylko w kraju, ale również za granicą To są kluby medialne i bez względu na to, jakie zajmują miejsce w tabeli, czy jak źle kojarzą się marketingowo, zawsze będą miały sympatię ludzi po swojej stronie. Do nich nie należy Wisła Płock, Amica Wronki, ani nawet Groclin Grodzisk, będący ostatnio na bardzo wysokiej sportowej fali. Przy sukcesach wszyscy piszą i mówią dobrze, kiedy jest źle, wtedy ton opinii zmienia się całkowicie.
Nie wierzę w to, by ludzie zajmujący się marketingiem w ORLEN-ie brali pod uwagę okrzyki kibiców sprzed kilku lat, łączące ceny paliwa z zakupem nowych piłkarzy. Jeśli tak, to chyba należałoby uzupełnić wykształcenie. Podobnie jak nikt nie wiąże cen sprzętu gospodarstwa domowego z Amiką ani cen węgla z klubami śląskimi, czy też programem telewizyjnym, jeśli ITI wejdzie do Legii.
Nie da się zaprzeczyć, że ORLEN stał się firmą globalną, która wyszła daleko poza granice Polski. Autorzy listu, który w całości można znaleźć na stronach internetowych Tygodnika www.tygodnik-plocki.pl, chcieliby udowodnić, że “klub jest kosztownym, ale mało istotnym z punktu widzenia strategii marketingowej Koncernu elementem”. Wychodzi jednak na to, że Płock także jest mało znaczącym elementem dla firmy, a na to już nie możemy się zgodzić.
Przed kilkoma laty można było wystąpić z prośbą o dofinansowanie imprez sportowych przez ORLEN. Mało tego, były zawody mające w swojej nazwie nazwę firmy. Dziś pozostał tylko ORLEN Polish Open, a domyślać się można, że pozostał tylko dlatego, że chodzi o turniej dla niepełnosprawnych tenisistów Jak by to wyglądało, gdyby z kalendarza skreślić międzynarodową imprezę, jedyną tak dużą, cykliczną, w której startują tylko zawodnicy na wózkach.
Tych obiekcji nie było przy skreślaniu zawodów biegowych, wioślarskich, pływackich. Nie ma już żadnych imprez w Płocku, które mają nazwę ORLEN w tytule. I dobrze, stało się, ale dlaczego mnóstwo takich imprez odbywa się w całym kraju i to jest w porządku. Czyżby na takie akcjonariusze patrzyli przychylnym okiem, nie zgadzając się tylko na te, które są organizowane w Płocku.
Jedźmy na Mazury
Dlaczego ORLEN nie może sponsorować płockiego WOPR-u, skoro pomaga finansowo i to bardzo, mazurskiemu. No może to jest zły przykład. Wszyscy wiedzą, że prezes Wróbel kocha Mazury i wspiera tamtejsze kluby żeglarskie jak może. I dobrze. Ale na to są pieniądze, a na płocki sport nie ma.
Rozumiem, że dla nowych właścicieli ORLEN-u klub sportowy, który ma niezłe wyniki to zbędny wydatek, a ORLEN TEAM to drużyna, którą można się chwalić. Dwaj motocykliści i załoga samochodu pochłaniają podobnego rzędu pieniądze, ale wydaje się, że nazwa ORLEN, dzięki piłce nożnej pada w mediach znacznie częściej niż dzięki uczestnictwu w rajdach. I co to za relacja w telewizji, którą firma sama sponsoruje? Czy ona może być obiektywna? A i tak nie ma co liczyć na sukcesy, bo trudno wmawiać sympatykom tej dyscypliny po raz kolejny, że sukcesem jest ukończenie imprezy, skoro w tym roku w ostatniej chwili w zastępstwie Marka Dąbrowskiego wystartował młody motocyklista (kto zna jego nazwisko?) i dojechał do mety.
Dwaj kibice, do listu których się odnoszę, proponowali, by klub sponsorowało miasto, PERN lub ZEP, jako najbogatsze firmy w mieście. Miasto rzeczywiście byłoby niezłym sponsorem, ale liczyć się trzeba z tym, że oddając środki z budżetu na Wisłę, trzeba zabrać innym. A ci inni też ledwie zipią. Problemy finansowe mają wioślarze, lekkoatleci, pływacy, piłkarki ręczne, judocy, brydżyści, tenisiści stołowi, przepraszam, jeśli jakąś dyscyplinę pominęłam. Czy to byłoby rozwiązanie, gdyby im zabrać, a oddać Wiśle. Nie wiem, czy to dobry pomysł.
Podobnie jest z włączeniem PERN-u. W ostatnich latach, kiedy szefem PERN-u jest Stanisław Jakubowski, płocczanin, zwrócenie się o pomoc finansową do tej firmy jest zwykle załatwiane pozytywnie. Jeszcze kilka lat temu PERN związany był z Płockiem tylko przez siedzibę, teraz wiąże się z ludźmi, instytucjami, organizacjami dzięki temu, że mogą one liczyć na pomoc. O działaniach charytatywnych ZEP nie wiem nic, nie ma zwykle tej firmy w gronie sponsorów imprez organizowanych w Płocku, więc wydaje się, że naiwnym jest ten, kto myśli o włączeniu się ZEP w finansowanie klubu.
Owszem, w mieście jest kilka bogatych firm prywatnych, które być może zechciałyby się włączyć w sponsorowanie klubu, ale raczej to nie jest mo¬liwe. Wszystko, co wi¦¬e siŕ z Wis-¦ P-ock nale¬y do ORLEN-u i nie bardzo mi siŕ chce wierzyŠ, ¬e za cenŕ corocznego utrzymania klubu, firma odda-aby maj¦tek, czyli obiekty, logo, pi-karzy. Szkoda, ale nie jest to chyba realny scenariusz.
Bierzmy sprawy
w swoje rŕce
Na pewno 11 mln z- rocznie to nie s¦ zbyt wielkie wydatki w najbogatszej firmie w Polsce. Prywatni w-aťciciele firm finansuj¦cy kluby pi-karskie, wydaj¦ wiŕcej na sport i jakoť sobie radz¦ z bud¬etem. Na dodatek pewnie prŕdzej trzeba by-oby te pieni¦dze oddaŠ do Skarbu Pa˝stwa, ni¬ zasili-yby one portfele akcjonariuszy. A nie da siŕ zaprzeczyŠ, ¬e obecnoťŠ ORLEN-u, przez ponad 40 lat to spora uci¦¬liwoťŠ dla mieszka˝cˇw P-ocka.
W tym miejscu nie mo¬na zapomnieŠ o jeszcze jednej sprawie, bardzo wa¬nej dla klubu, ktˇra z tygodnia na tydzie˝ nasila siŕ. Najpierw prasa centralna nieťmia-o pisa-a o tym, ¬e prezes Dmoszy˝ski ma przejťŠ do Legii Warszawa, potem dodano zwi¦zki z ewentualnym przysz-ym sponsorem klubu. W efekcie Dmo miałby zostawić Płock.
Co prawda na oficjalnej stronie internetowej klubu jest oświadczenie prezesa, że nie zamierza opuścić Wisły, ale z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że dotyczy ono tylko kończącego się sezonu. Bo w końcu ileż można walczyć o pieniądze od bogatego sponsora, który ma na wszystko, tylko nie na klub, ileż można czytać na stronach internetowych, że przyjechał z Warszawy tylko po to, by napchać sobie kieszenie i wykorzystać Wisłę do własnych, na pewno niecnych celów. Najwytrwalszemu by się znudziło. A Warszawa czeka i kusi.
Ale przypomnijmy sobie Mirosława Tyburskiego, który głośno mówił o tym, że sportu nie lubi i się nim nie interesuje, Krzysztofa Gawłowskiego, dzięki któremu Petro, PKN, czy ORLEN nie był zbyt dobrze kojarzonym piłkarskiej Polsce i miejscem gdzie za nic piłkarze mogą sporo zarobić oraz Andrzeja Pilimona, o którym chyba nikt nie potrafi powiedzieć zbyt wiele dobrego. To trzej ostatnio władający klubem prezesi. Teraz jest Krzysztof Dmoszyński, czy chcielibyśmy, żeby na jego miejsce od lipca przyszedł ktoś z nadania prezesa Wróbla? Wtedy możemy się pożegnać z klubem bardzo szybko.
Dyskusja na temat przyszłości klubu jest potrzebna, nawet w powołanym przez prezydenta miasta zespole, który już dziś to widać, nie znajdzie rozwiązania. Czas więc chyba, by kibice wzięli sprawy klubu w swoje ręce i rozpoczęli działanie. Inaczej będziemy na ekstraklasę jeździć do Łodzi lub Warszawy, a może do Grodziska Mazowieckiego?
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze