Reklama

Wiktor, Messuś i skrzypce

11/07/2012 10:20
Wiktor wchodzi na scenę. Staje elegancko wyprostowany przed pulpitem z nutami. Przewraca kartki, przygotowuje ołówek, którym będzie stawiał pauzy i zapisywał uwagi pana profesora. Za chwilę zacznie grać. Mimo obecności kilku nieznanych osób na widowni, wcale nie jest speszony. Uśmiecha się do nas. Pewną dłonią podnosi smyczek. – Pamiętaj, żeby wygrać dokładnie wszystkie nuty – poucza profesor, rozpoczynając trwającą godzinę lekcję.
Wiktor Mieczykowski we wrześniu pójdzie do 5 klasy. Niedawno, wraz z innymi utalentowanymi młodymi muzykami, zagrał koncert z Płocką Orkiestrą Symfoniczną. Uczy się w Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej I stopnia. Choć ma już wakacje, jeszcze nie odpoczywa. Wraz z mamą przyjechał do Bled na kursy mistrzowskie dla młodych skrzypków. Lekcje odbywają się w ramach trwającego tam Festiwalu, w przepięknym otoczeniu najbardziej znanego słoweńskiego jeziora. – Zdecydowaliśmy się na wyjazd prawie w ostatniej chwili – mówi Maria Mieczykowska, mama Witkora, która w Płocku uczy gry małych pianistów. – Wiktor jest tu najmłodszy, ale radzi sobie bardzo dobrze. Profesor go chwali, mówi, że jest zdolnym uczniem i szybko chwyta. Cieszymy się, że może się od niego uczyć tym bardziej, że w tym roku wziął mało studentów. Chyba jesteśmy szczęściarzami – dodaje.
Wiktor pracuje z profesorem Robertem Szrederem – Polakiem, który od wielu lat mieszka w Holandii i uczy w Konserwatorium w Maastricht. Prowadzi kursy mistrzowskie na całym świecie, m. in. w: USA, Rosji, Francji, Chinach. Zapraszany jest do jury ważnych międzynarodowych konkursów skrzypcowych. Nadal wiele koncertuje. W Słowenii jest piąty raz. Na co dzień zajmuje się dorosłymi studentami. Z dziećmi ma do czynienia rzadko. Gdy pytam, czy dostosowuje wymagania do wieku uczniów odpowiada, że od młodych wymaga tak samo, jak od starszych. – O muzyce rozmawiamy innym językiem, ale gramy nadal na wysokim poziomie. Wszystkich studentów traktuję bardzo poważnie – mówi. – Na kursach mistrzowskich pracuję z przyjemnością. Odpada mi wielkie brzemię odpowiedzialności za uczestników. Gdy uczę swoich studentów, muszę dodatkowo myśleć o nich, o ich przyszłości, karierze. Kursy są odświeżające. Miło też spotykać innych pedagogów z całego świata, zderzyć różne koncepcje – opowiada. Jaki powinien być dobry skrzypek? – Nie może być głuchy – żartuje profesor. – A tak poważnie to trudne pytanie. Trzeba być odpornym, wrażliwym, ale nie nadwrażliwym, mieć dobrą pamięć i koncentrację. Skrzypek, tak jak aktor, musi umieć pokazać na scenie swoją osobowość. To bardzo ważne, ale i bardzo trudne – podsumowuje.
Lekcja z Wiktorem zaczyna się o piętnastej. Na widowni sali koncertowej znajdującej się w budynku nieopodal jeziora, zasiadam ja, mama Wiktora i jego nauczycielka – prof. Anna Rzymyszkiewicz, z którą pracuje już trzy lata. Gdyby sam nie zdecydował, że wybiera skrzypce, być może siedziałby teraz przy fortepianie. Naukę gry na tym właśnie instrumencie rozpoczął w wieku 5 lat. Jednak po roku zamienił fortepian, którego nie da się nigdzie ze sobą zabrać, na skrzypce. Przez pierwszy rok uczył go prof. Dariusz Smolarski.
Stojące w domu pianino mimo wszystko przydaje się również Wiktorowi, nie tylko mamie pianistce. – Nie zawsze gramy razem, najczęściej przy okazji koncertów czy konkursów. Ostatnio rzadko razem ćwiczymy, bo dużo pracuję w ciągu tygodnia – wyjaśnia Maria Mieczykowska. – Więcej czasu mamy w weekendy, ale też spędzamy je pracowicie, bo musimy zrobić wszystko – mówi. – W soboty też cię nie ma, bo pracujesz – poprawia Wiktor. – No tak – przyznaje mama.
– Staram się mu pomóc w jakimś stopniu. Czasem się trochę kłócimy, bo Wiktor „wie lepiej”, ale jakoś się dogadujemy – uśmiecha się. – Najtrudniej jest wtedy, kiedy wszystkie dzieci mają wakacje, a my musimy ćwiczyć. Na przykład, żeby tu przyjechać, Wiktor musiał przygotować nowy program – dodaje.
W tygodniu chłopiec ćwiczy około godziny dziennie. W weekendy dłużej. Lubi grać melodie ze słuchu, nawet te z gatunku muzyki rozrywkowej. Oczywiście klasyka jest na pierwszym miejscu, ale w domu czy w samochodzie słucha praktycznie wszystkiego. Trochę mu smutno, że tak mało czasu zostaje na piłkę nożną, którą bardzo lubi. Pytam, komu kibicował w finałowym meczu Euro, natychmiast odpowiada, że „oczywiście Hiszpanom”. Jego ulubionym zespołem jest FC Barcelona. A jak ma na imię ulubiony kot? Po prostu: Messuś. O polskiej reprezentacji nie rozmawiamy.
Wiktor staje na scenie, otwiera nuty Ciaccony Vitallego. Dzisiaj będzie ćwiczył grę na tym utworze. Profesor zaczyna lekcję od przypomnienia swojego motta: chwała Bogu, że Bogu dzięki, bo jakby tak nie daj Boże, to niech Pan Bóg broni. Przyjemna, romantyczna melodia to duże wyzwanie dla młodego skrzypka. Wymaga odpowiedniej interpretacji i opanowania różnych technik gry. Profesor Szreder zwraca ogromną uwagę na precyzję. – Puść przegub, graj bardziej przekonująco. Dużo smyka przy samej żabce. Odważniej! – zachęca ucznia znad swojego pulpitu. Przez całą godzinę, która nam słuchaczom mija błyskawicznie, słuchamy jednej melodii, a właściwie jej kawałka. Każdy fragment jest analizowany. Profesor pokazuje Wiktorowi, jak zagrać. Pomaga w interpretacji trudnego dzieła. – To jest jak tort. Pierwszy kawałek próbujesz ostrożnie, a następnym już się rozkoszujesz. I tak musisz grać – wyjaśnia żartobliwie.
– W tamtych czasach ludzie byli bardziej kulturalni, więc tu poczekaj chwilę, dodaj ukłon. Możesz czytać gazetę, a crescendo się samo zrobi. A ten fragment ma być tak: mało, dużo, dużo, mało – instruuje profesor. Słyszymy też – Ja wiem, że ty jesteś romantyczny chłopak, ale cały czas musisz grać w tempie. Idziesz zawsze do drugiego taktu. Na koniec wymagającej ogromnej koncentracji uwagi lekcji Wiktor otrzymuje pochwałę. – To ładnie zagrałeś Wiktorku. Bardzo dobrze. Ty jesteś zdolniacha – mówi zadowolony z postępów małego studenta profesor.
– Pierwszy raz bierzemy udział w kursach. Wiktor ma za sobą pracowity rok, kilka ważnych konkursów, na których odniósł sukcesy. Teraz trzeba trochę odpocząć. Może wybierzemy się jeszcze na Mazury albo na Węgry – mówi Maria Mieczykowska. Czy Wiktor zostanie zawodowym skrzypkiem? Mama, która wie, jak niełatwy jest żywot zawodowego muzyka nie naciska.
– Na razie Wiktor po prostu lubi grać na skrzypcach. Co wybierze później? Zobaczymy. Być może zupełnie inną drogę – odpowiada.
Tekst i foto Marta A. Szatkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości