Reklama

Świeże truskawki nie dla nas

24/05/2005 16:12
– Przez pierwsze dwa miesiące obowiązywania uchwały tylko pouczaliśmy handlujących – wyjaśnia Jolanta Głowacka, rzecznik prasowy Straży Miejskiej. – Potem zaczęliśmy uchwałę egzekwować. Żeby jednak pobrać od handlujących opłatę targową w wysokości 500 zł, musieliśmy być świadkami handlu. Często bywało tak, że w chwili, kiedy podjeżdżał radiowóz, osoby handlujące brały koszyki do rąk i spacerowały po placu i udawały, że nie mają z handlem nic wspólnego.
Do Straży dzwonili ludzie, niewykluczone, że ci, którzy handlowali na targowiskach i wskazywali osoby, które nie płaciły opłaty targowej, a nie chciały przejść na miejsca specjalnie do handlu wyznaczone. Skarżyli się także przechodnie, że w dni targowe trudno im przejść przez niektóre chodniki, lub zaparkować samochód. Były też zgłoszenia z monitoringu tych terenów.
Od osób oferujących swoje plony z ogródków przydomowych czy działek można było kupić znacznie taniej niż od osób handlujących na stoiskach. Różnice były spore, a dla części naszego społeczeństwa to bardzo ważne.
Handlujących w miejscach do tego nieprzystosowanych można podzielić na dwie grupy. Na tych, co sprzedają swoje plony tuż obok miejskich targowisk. Te osoby nie chcą płacić niewielkiej opłaty, wolą ryzykować, być bliżej klienta i sprzedać taniej swoje produkty. Często nawet nie wiedzą, że opłaty na targowisku są niewysokie. Uważają jednak, że mając niewiele towaru, szybciej sprzedadzą go obok targowiska, gdzie wybór jest znacznie większy.
A opłaty targowe przy sprzedaży na targowiskach wcale nie są duże. Za sprzedaż ze stolika, ławki czy skrzynki, trzeba zapłacić 3 zł, ze stołu będącego na wyposażeniu targowiska – 4 zł, za sprzedaż naręczną i obnośną, czyli z ręki, torby, wiadra czy łubianki – 1 zł.
Druga grupa handlujących, to osoby, które mają do sprzedania truskawki, jagody, jesienią grzyby, a zimą choinki. Osoby te rozstawiają swoje stoiska na osiedlach, odległych od targowisk. Zwykle mają bardzo świeże owoce, prosto z pola, oczywiście tańsze od tych oferowanych w sklepie i dlatego cieszące się zainteresowaniem mieszkańców. Na dodatek można wybierać, przebierać, zgodnie z upodobaniami. Ci, którzy z centrum miasta dojeżdżają na osiedla miejskimi autobusami, bardzo chwalą sobie możliwość dokonywania tam zakupów.
W tym roku, niestety, taki handel będzie niemożliwy, albo osobę sprzedającą owoce będzie kosztował 500 zł. Na to chyba nikogo nie stać. Na osiedlach Podolszyce, Winiary, Dworcowa, Miodowa, Międzytorze nie ma wydzielonego targowiska. Sprzedający owoce ustawiali w roku ubiegłym samochody lub łubianki na parkingach, ulicach często uczęszczanych przez mieszkańców i w ten sposób handlowali. W tym roku będzie to słono kosztować. Czy ma to oznaczać, że mieszkańcy osiedli odległych od targowisk przy ul. Rembielińskiego, Ostatniej i Bielskiej, będą pozbawieni świeżych, tanich owoców, które mogą kupić blisko domu.
I dopiero w tych przypadkach można zadać pytanie, czy decyzja radnych z czerwca 2004 roku miała sens? Mimo działań Straży Miejskiej nie przyniosła rezultatu i nie uporządkowała terenów przy targowiskach, a istnieje duże prawdopodobieństwo, że doprowadzi do zlikwidowania handlu na osiedlach.
Każde osiedle ma takie miejsca, gdzie jeszcze w ubiegłym roku przyjeżdżali producenci płodów rolnych i sprzedawali je prosto z samochodu. Czy nie można pozwolić im, by nadal to robili? Kto więc wydaje zgodę na taki osiedlowy handel?
Okazuje się, że każda osoba, która chce handlować w miejscu do tego nieprzystosowanym, powinna udać się do Miejskiego Zarządu Dróg, który wydaje pozwolenia na handel. Oczywiście nie na każde miejsce można taką zgodę otrzymać, ale warto się starać. Z pozwoleniem w ręku nie trzeba się bać Straży Miejskiej, która na pewno będzie działać rygorystyczniej niż do tej pory.
Znacznie ułatwione zadanie mają osoby, które chcą handlować warzywami z własnego terenu, podwórka czy też ogródka. Nie trzeba starać się o pozwolenie na handel, jeśli stoisko zostanie ustawione na prywatnej posesji.



Uchwalenie ustawy miało przynieść efekty. Przede wszystkim chodziło o uporządkowanie terenu wokół targowisk. Niestety, trzeba sobie powiedzieć jasno, że tego efektu nie udało się osiągnąć. Nadal w dzień targowy przejście ul. Królewiecką jest utrudnione, a parking przy ul. Jachowicza, po drugiej stronie targowiska jest pełen osób handlujących nabiałem, kwiatami, owocami i warzywami z własnej produkcji.
Podobnie jest na ul. Bielskiej, gdzie często można spotkać handlujących z koszykami, torbami czy wiadrami. Ponieważ na widok radiowozu i strażników osoby te natychmiast zaczynają spacerować po targowisku, nie można im wręczyć druku z wysoką opłatą targową.
Nie można w żaden sposób zlikwidować handlu na parkingu przy supermarkecie Albert. Tam także stale, te same osoby, handlują swoimi towarami. Wystawianie druków na opłatę targową w wysokości 500 zł, nie daje żadnego rezultatu, handel kwitnie.
Nie ma też efektu finansowego wprowadzenia tak wysokiej opłaty targowej. Przez kilka miesięcy (uchwała obowiązuje od połowy lipca), Straż Miejska wystawiła 55 blankietów 550 zł opłaty targowej. Do dziś zapłaciły tylko 4 osoby, a to oznacza realny wpływ do kasy miasta w wysokości 2000 zł. 17 osób wystąpiło o umorzenie opłaty i w 15 przypadkach prezydent wydał pozytywną decyzję o umorzeniu. Wydanych zostało 29 postanowień o wszczęcie postępowań egzekucji komorniczej.
Za kilka dni rozpocznie się najlepszy okres do handlowania własnymi płodami rolnymi. Straż Miejska będzie miała mnóstwo pracy, bo na pewno nie wszyscy zdecydują się poddać obowiązującej uchwale. I jeśli ktoś ma zamiar handlować w miejscach do tego nieprzystosowanych, choć w wielu przypadkach akceptowanych przez kupujących, to musi się liczyć z otrzymaniem blankietu.
Strażnicy obiecują, że będą pouczać handlujących, że muszą uiścić szczególną opłatę targową, ale za chwilę będą ją egzekwować. – Zwykle wygląda to tak, że najpierw zwracamy uwagę handlującemu, a za kilkanaście minut strażnik podjeżdża i wtedy już należy płacić – tłumaczy J. Głowacka. – Jeśli ktoś nie ma pieniędzy, lub nie chce płacić, to na druku piszemy, że odmówił przyjęcia. A odmawiają wszyscy. Niektórzy się tłumaczą, że są przyjezdni, że nic nie wiedzieli o takiej uchwale, dlatego dostają czas, by przestawić swoje stoisko na targowisko.
Brak efektów podjętej uchwały powinien nakłonić radnych, by zmienili niektóre jej postanowienia. I powinno stać się to bardzo szybko, zanim jeszcze na osiedla, zwłaszcza te odległe od targowisk, zaczną przyjeżdżać producenci owoców i warzyw z pól i przydomowych ogródków.

Jola Marciniak


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości