26 kwietnia br. z inicjatywy profesora Tomasza Klickiego wystąpił w płockiej Jagiellonce Jerzy Kłosiński, aktor słynnego Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego, z monodramem pt. “Opowieść o miłości” według “Biedaczyny z Asyżu” Nikosa Kazantzakisa.Spektakl został zaprezentowany tym razem nie w szkolnej auli i nie dla szerokiej publiczności, ale w kameralnej przestrzeni fragmentu sali gimnastycznej. Tak jak w teatrze Grotowskiego przełamany został tradycyjny układ: scena – widownia. Siedząca na podłodze młodzież stworzyła krąg, w którym pośród doświadczonych zgiełkiem współczesnego świata młodych ludzi rozgrywał się niezwykły mistyczny dramat świętego Franciszka z Asyżu, który przed wiekami, wśród uciech i zgryzot światowego życia został nagle dotknięty i pochwycony przez Boga. Młodzież przyzwyczajona do spotkania z tradycyjnym teatrem z niemałym zdumieniem przyjmowała popis sztuki aktorskiej, w którym dostrzec można było dążenie do zniesienia wszelkich barier i hamulców dla takiej ekspresji ciała i głosu, by poprzez nie wyrazić świat niezwykłych przeżyć wewnętrznych człowieka. Jerzy Grotowski stworzył dla takich przeżyć niepowtarzalny język teatru, o tym języku i pracy Mistrza opowiadał jagiellońskiej młodzieży Jerzy Kłosiński. Mówił trochę żartobliwie, że słynną formułę “teatru ubogiego” wymusiły warunki historyczne. Kiedy teatr był całkowicie zależny od dotacji z Wydziału Kultury, nie chciał Grotowski inwestować w rzeczy, bez których teatr może się obyć – strój, makijaż, scenografię. Trzeba inwestować w aktora, w jego ciało, głos i tymi czynnikami rzeźbić przestrzeń sceniczną. Jeśli tego nie ma, na nic zdadzą się złote płaszcze, dekoracje, muzyka. Stąd najpierw w Teatrze 13 Rzędów w Opolu, a potem w Teatrze LABORATORIUM WE Wrocławiu stworzył Grotowski osobliwą szkołę pracy nad rozwojem sztuki aktorskiej. Stworzył tzw. “teatr ubogi”, który jest królestwem nie reżysera, inscenizatora, ale aktora jako twórcy. Przygotowanie aktora do pracy w takim teatrze wymaga długiej, żmudnej pracy nad kształtowaniem w nim umiejętności wokalnych oraz sprawności fizycznej. “Metoda kształcenia aktora w tym teatrze zmierza nie do uczenia go czegoś, ale do eliminowania przeszkód, jakie w procesie duchowym stawiać mu może jego organizm. Organizm aktora winien wyzbyć się względem procesu wewnętrznego jakiegokolwiek oporu, aby ciało jak gdyby uległo unicestwieniu, spaleniu i aby widz miał do czynienia jedynie z widzialnym przebiegiem impulsów duchowych.” Znakomitą manifestacją teatru ubogiego były słynne wrocławskie realizacje Grotowskiego: “Książę niezłomny” Pedro Calderona oraz “Apocalipsis cum figuris”. Po spektaklu Jerzy Kłosiński zaprezentował młodzieży kilka etiud zdradzających tajniki pracy aktora w teatrze Grotowskiego. Jagiellończycy chętnie uczestniczyli w niełatwych ćwiczeniach, które ukazywały, jak rodzi się trudna sztuka gry aktorskiej, sztuka zamiany tekstu literackiego w wydarzenie sceniczne. Na zakończenie aktor podzielił się z młodzieżą swoją refleksją o życiu, teatrze, młodości, powołaniu, poszukiwaniu wartości. Okazuje się, że po rozpadzie Teatru Laboratorium uczniowie Grotowskiego stworzyli swoje małe teatry. Jerzy Kłosiński założył w Łodzi Teatr Drogi. Nazwa podkreśla ścisły związek teatru z życiem, gdyż życie nasze jest rodzajem drogi – od kołyski do trumny – ku nicości lub ku sławie i pieniądzom albo ku pełni, jedności, Bogu, miłości. Ważne jest, by rozpoznać i nadać życiu mądry kierunek. Zdarzy się na pewno, że ktoś w tę drogę zabierze się z nami. Nie wolno przespać czasu młodości. Istotną jej rysą jest szukanie planu, według którego chcemy realizować nasze życie. W tym projekcie najważniejsze miejsce trzeba zarezerwować dla miłości. Co prawda miłość nie jest do wyuczenia, ale też nic nie jest tak konieczne do wyuczenia jak miłość, dlatego trzeba zaangażować wszystkie siły na rzecz pięknej i czystej miłości. Bo z tego świata nie zabierzemy ani samochodów, ani komputerów, ani kont bankowych. Z tego świata możemy zabrać odrobinę miłości, którą nam dano i którą damy innym – dziecku, mężowi, żonie. O tych prostych prawdach przypominać chce “teatr ubogi” Jerzego Grotowskiego i jego uczniów, w którym aktor szuka wewnątrz, nie w stroju, grze świateł, konstrukcjach scenicznych, w którym widz jest świadkiem, w którym pewnie jeden się znudzi, a drugi przeżyje SPOTKANIE, bo oczekuje czegoś ważnego od teatru, od życia, od innych, bo oczekuje miłości.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze