Reklama

Wierzyliśmy w zwycięstwo

31/07/2019 12:02

– Czy jest coś, co mógłbym dla Pani zrobić? Gdyby cokolwiek Pani potrzebowała, a ja mógłbym w tym pomóc, proszę się ze mną kontaktować. Jest Pani moim autorytetem życiowym. To dzięki Pani dziś mogę wywiesić biało-czerwoną flagę podczas świąt narodowych – pisze student Bartosz Popkowski do Katarzyny Nowakowskiej, sanitariuszki w powstańczym batalionie pancernym „Golski”. – List otrzymany od Pana jest dla mnie jak plaster przyklejony do serca, z ładunkiem miłości, patriotyzmu i wiary. Ja walcząc o wyzwolenie naszej kochanej W-wy spełniłam z radością swój obowiązek, tak jak cała młodzież W-wy. Walczyliśmy o zwycięstwo i wierzyliśmy w nie – odpowiada kapitan w stanie spoczynku Katarzyna Nowakowska. W rozmowie telefonicznej umawiają się, że razem pojadą na obchody 75. rocznicy wybuchu powstania.

– Ojciec by się cieszył, gdyby wiedział, że zostałam kapitanem – mówi Katarzyna Nowakowska (z domu Rabińska), ps. „Kasia”, żołnierz Armii Krajowej, sanitariuszka 3. Batalionu Pancernego AK „Golski”. Uczestniczka Powstania Warszawskiego od kilkudziesięciu lat mieszka w Płocku. Została odznaczona m.in. Krzyżem Walecznych, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, ostatnio – Kombatancką Odznaką Jubileuszową „Polska niepodległa 1918”.
Warszawianka z dobrego domu. Jej ojciec, pułkownik Stanisław Rabiński, dowodził 3 szwadronem 2 pułku ułanów II Brygady Legionów Polskich. Wziął udział m.in. w bitwie pod Rarańczą. Został internowany przez Austriaków w obozie Dulfalva na Węgrzech. Do Polski wrócił z gen. Hallerem. W kwietniu 1918 roku wstąpił do PSZ, gdzie był zastępcą dowódcy kursu wyszkolenia kawalerii. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przeszedł do Wojska Polskiego. W kawalerii dosłużył się stopnia podpułkownika. Matka pochodziła z rodziny ziemiańskiej.
Rabińscy mieszkali w wojskowej kamienicy na Mokotowie przy Narbutta 50. Dom przetrwał wojnę. Ojciec Kasi przyjaźnił się z generałem Władysławem Sikorskim. Być może z tego powodu wysłano go wcześniej na emeryturę. Bardzo to przeżywał. Miał dopiero 48 lat.
Emerytura wystarczyła na wynajęcie siedmiopokojowego mieszkania na trzecim piętrze kamienicy prezydenta Wojciechowskiego przy Natolińskiej 9. – Mama nie pracowała, zajmowała się domem. Ubierała się bardzo elegancko. Szyła suknie u najlepszej krawcowej. Umiała nosić kapelusze. Buciki zamawiała u Leszczyńskiego. Nasze ubrania też szyły przychodzące do domu krawcowe – wspomina Katarzyna Nowakowska. – Rodzice bywali w teatrze, chodzili na koncerty. Oglądali sławne kabarety i przedstawienia rewiowe. Gdy zostałam uczennicą Gimnazjum Królowej Jadwigi, do którego uczęszczała także moja siostra, też często chodziliśmy na koncerty do filharmonii, nawet w czasie lekcji. Witold Małcużyński cudownie grał Chopina. W szkole obchodziliśmy wszystkie święta legionowe. Dyrektorka Marta Frankowska była zwolenniczką Piłsudskiego. Bywała w naszym domu. Pamiętam sławiącą czyn legionowy „Gałązkę rozmarynu” Zygmunta Nowakowskiego, którą obejrzałyśmy podczas wieczornego spektaklu w Teatrze Polskim.

Reklama

Lena Szatkowska
fot. archiwum

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości