– Czy jest coś, co mógłbym dla Pani zrobić? Gdyby cokolwiek Pani potrzebowała, a ja mógłbym w tym pomóc, proszę się ze mną kontaktować. Jest Pani moim autorytetem życiowym. To dzięki Pani dziś mogę wywiesić biało-czerwoną flagę podczas świąt narodowych – pisze student Bartosz Popkowski do Katarzyny Nowakowskiej, sanitariuszki w powstańczym batalionie pancernym „Golski”. – List otrzymany od Pana jest dla mnie jak plaster przyklejony do serca, z ładunkiem miłości, patriotyzmu i wiary. Ja walcząc o wyzwolenie naszej kochanej W-wy spełniłam z radością swój obowiązek, tak jak cała młodzież W-wy. Walczyliśmy o zwycięstwo i wierzyliśmy w nie – odpowiada kapitan w stanie spoczynku Katarzyna Nowakowska. W rozmowie telefonicznej umawiają się, że razem pojadą na obchody 75. rocznicy wybuchu powstania.
– Ojciec by się cieszył, gdyby wiedział, że zostałam kapitanem – mówi Katarzyna Nowakowska (z domu Rabińska), ps. „Kasia”, żołnierz Armii Krajowej, sanitariuszka 3. Batalionu Pancernego AK „Golski”. Uczestniczka Powstania Warszawskiego od kilkudziesięciu lat mieszka w Płocku. Została odznaczona m.in. Krzyżem Walecznych, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, ostatnio – Kombatancką Odznaką Jubileuszową „Polska niepodległa 1918”.
Warszawianka z dobrego domu. Jej ojciec, pułkownik Stanisław Rabiński, dowodził 3 szwadronem 2 pułku ułanów II Brygady Legionów Polskich. Wziął udział m.in. w bitwie pod Rarańczą. Został internowany przez Austriaków w obozie Dulfalva na Węgrzech. Do Polski wrócił z gen. Hallerem. W kwietniu 1918 roku wstąpił do PSZ, gdzie był zastępcą dowódcy kursu wyszkolenia kawalerii. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przeszedł do Wojska Polskiego. W kawalerii dosłużył się stopnia podpułkownika. Matka pochodziła z rodziny ziemiańskiej.
Rabińscy mieszkali w wojskowej kamienicy na Mokotowie przy Narbutta 50. Dom przetrwał wojnę. Ojciec Kasi przyjaźnił się z generałem Władysławem Sikorskim. Być może z tego powodu wysłano go wcześniej na emeryturę. Bardzo to przeżywał. Miał dopiero 48 lat.
Emerytura wystarczyła na wynajęcie siedmiopokojowego mieszkania na trzecim piętrze kamienicy prezydenta Wojciechowskiego przy Natolińskiej 9. – Mama nie pracowała, zajmowała się domem. Ubierała się bardzo elegancko. Szyła suknie u najlepszej krawcowej. Umiała nosić kapelusze. Buciki zamawiała u Leszczyńskiego. Nasze ubrania też szyły przychodzące do domu krawcowe – wspomina Katarzyna Nowakowska. – Rodzice bywali w teatrze, chodzili na koncerty. Oglądali sławne kabarety i przedstawienia rewiowe. Gdy zostałam uczennicą Gimnazjum Królowej Jadwigi, do którego uczęszczała także moja siostra, też często chodziliśmy na koncerty do filharmonii, nawet w czasie lekcji. Witold Małcużyński cudownie grał Chopina. W szkole obchodziliśmy wszystkie święta legionowe. Dyrektorka Marta Frankowska była zwolenniczką Piłsudskiego. Bywała w naszym domu. Pamiętam sławiącą czyn legionowy „Gałązkę rozmarynu” Zygmunta Nowakowskiego, którą obejrzałyśmy podczas wieczornego spektaklu w Teatrze Polskim.

Lena Szatkowska
fot. archiwum
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze