Straty, jakie spowodowały kwietniowe i majowe przymrozki w sadach i na plantacjach truskawek, na razie trudno oszacować. Sadownicy załamują ręce, ale czekają jeszcze tydzień – dopiero wtedy wiadomo będzie, ile kwiatów przetrwało mróz w wysokości minus 4 st. C. Plantatorzy truskawek już teraz wiedzą, jakie straty ponieśli. Niebagatelne – na niektórych plantacjach wymarzło nawet 90 % kwiatów. Plony będą więc dużo mniejsze niż w ubiegłym roku. Prace rozpoczęły już gminne komisje szacujące straty, ale nie ma co się łudzić – poszkodowany producent jabłek czy truskawek będzie mógł skorzystać jedynie z klęskowego kredytu preferencyjnego, i to nie wcześniej niż w lipcu. Na terenie powiatu płockiego znajduje się 1300 hektarów upraw sadowniczych. Najwięcej w gminach Stara Biała, Radzanowo i Gąbin. Z kolei najwięcej plantacji truskawek znajduje się w gminie Sanniki, w sąsiednim powiecie gostynińskim. Wszędzie tej wiosny wystąpiły dwie fale przymrozków, pierwsza między 20 a 21 kwietnia, w przypadku jabłoni w fazie tzw. zielonego pąka. Ta poczyniła pierwsze szkody. Najbardziej ucierpiały odmiany, które najwcześniej się rozwijają np. cortland czy alwa. Znacznie większe szkody poczyniły jednak mrozy, które nadeszły w nocy z 1 na 2 maja. – Mam 40-letnie doświadczenie sadownicze, a jeszcze nigdy nie spotkałem się z takimi przymrozkami w okresie kwitnienia drzew owocowych – mówi Andrzej Mossakowski, właściciel sadu w Brochocinie w gminie Radzanowo. – Ten przymrozek nastąpił po dwóch bardzo zimnych dniach, gdy napływało do nas powietrze ze Skandynawii. Ono spowodowało ogólne schłodzenie atmosfery i przygruntowych mas powietrza. O godzinie czwartej nad ranem 2 maja temperatura przy gruncie wynosiła minus 4 st. C, natomiast podczas kwitnienia kwiaty przemarzają już przy minus 2 st. C. Na naszym terenie najbardziej ucierpiały wtedy jabłonie, grusze, wiśnie, czereśnie, morele, orzechy włoskie, a z upraw ogrodniczych – truskawki. Andrzej Mossakowski zastrzega jednak, że jeszcze za wcześnie mówić o tym, jak duże są zniszczenia: – Pełna ocena nastąpi dopiero po tzw. opadzie świętojańskim (po 24 czerwca). Jeżeli na drzewie jabłoni pozostanie choćby 8 % zawiązków, to będzie dobrze, jeżeli mniej – można będzie mówić o klęsce. W przypadku gruszy powinno zostać 16-17 % zawiązków, w przypadku wiśni aż 60-70 %. A wiśnie ucierpiały tamtej feralnej nocy bardzo. Szkody odnotowano głównie na młodych, niższych drzewach. Zaprzyjaźniony właściciel sadu w Cekanowie jest niepocieszony: – W moim sadzie wymarzło 100 % kwiatów czereśni i moreli i około 40 % wiśni, łącznie z uszkodzeniami drzew. Straty są ogromne – dodaje. Upraw nikt nie chce ubezpieczać: – Dowiadywałem się o ubezpieczenie, ale gdy mi powiedziano, że wynosi ono aż 30% wartości owoców, zrezygnowałem. Kogo stać na taką kwotę?! – pyta retorycznie sadownik z Cekanowa. Dlatego z ubezpieczenia zrezygnował także Lech Dąbrowski z Bronowa Zalesia (gmina Stara Biała), właściciel 12-hektarowego sadu jabłoniowo-wiśniowego, radny powiatowy: – składka jest zbyt wysoka. Jej opłacenie zabrałoby cały zysk. Od 2008 roku mają wejść w życie obowiązkowe ubezpieczenia upraw sadowniczych i ogrodniczych, zapewne pójdą na nie dopłaty, jakie mamy otrzymywać. Sadownik ma nadzieję, że część kwiatów uda mu się uratować, ponieważ zastosował środek regenerujący, który wzmacnia kwiaty po przymrozku. – Gdyby udało się uratować 10 % kwiatów, to może po zbiorze na same nakłady pieniędzy by wystarczyło, bo o zysku w tej sytuacji nie ma mowy. Za kilka dni się okaże, ile kwiatów przetrwało. O zyskach nie ma mowy Na terenie powiatu gostynińskiego nie ma uprawy ogrodniczej czy sadowniczej, która by nie uległa zniszczeniu. Marzena Strelczuk z Powiatowego Zespołu Doradców Rolnych w Gostyninie szacuje, że mróz zaszkodził od 30 do 80 % sadów i 50 % plantacji truskawek. Anna Kiełbasa z Czyżewa w gminie Sanniki (na terenie całej gminy plantacje truskawek zajmują 500 ha), właścicielka 8-hektarowej plantacji truskawek mówi wprost: – Nikt się nie spodziewał takiego nieszczęścia. Truskawkom najbardziej zaszkodził mróz z 20 kwietnia. Do dwunastej w nocy w 12 osób „opatulaliśmy” nasze truskawki. Straty wynoszą około 50 %, lepiej zachowały się truskawki w gruncie. Z tymi pod folią było różnie – straciły od 10 do 80 % kwiatów. Dużo zależało od stanowiska – na ziemiach lżejszych wymarzło ich więcej. O zyskach w tym roku nie ma mowy, zostało tylko na przeżycie i na ciągłość produkcji – szacuje rolniczka. I dodaje, że w gminie Sanniki było różnie: niektóre plantacje zmarzły zupełnie, inne zachowały się w całości. Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że większość sadowniczych gmin uruchomiła już procedury związane z szacowaniem strat. Tak dzieje się na przykład w Radzanowie i Gąbinie, na terenie którego znajdują się m.in. specjalistyczne gospodarstwa sadownicze: – Przesłałem do sołtysów informację, żeby zgłaszali się do gminy wszyscy sadownicy, których uprawy wymarzły – mówi burmistrz miasta i gminy Gąbin Krzysztof Jadczak. – Specjalnie powołana komisja odwiedzi sady i oszacuje straty. Kiedy sadownicy otrzymają jakąś pomoc, zależy od tego, w jakim czasie zostaną uruchomione środki na ten cel z budżetu państwa. Podobna komisja powstała także w gminie Radzanowo. W Starej Białej sadownicy, póki co, do gminy się jeszcze nie zgłaszają. Czekają na rozwój wypadków, ponieważ żeby straty można było uznać za klęskę, uprawy muszą być zniszczone w co najmniej 30%. Z kolei Piotr Skonieczny, zastępca wójta w gminie Sanniki, tłumaczy procedury pomocy od państwa: – Zapewne będzie to możliwość skorzystania z kredytu preferencyjnego, jak to działo się w ubiegłym roku z powodu suszy. Z budżetu państwa opłacana jest różnica między oprocentowaniem kredytu komercyjnego a kredytu preferencyjnego. Płatnikiem takiego kredytu była Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Wyjątkowo w ubiegłym roku można było się też ubiegać o jednorazową pomoc socjalną, ale trudno powiedzieć, czy tak będzie i teraz. A więc pozostaje tylko kredyt klęskowy, z tym, że najwcześniej będzie go można dostać w lipcu – tak długo trwają wszystkie procedury. A co z umarzaniem podatków? Piotr Skonieczny wyjaśnia, że jakkolwiek sadownicy i plantatorzy mogą zwracać się o taką formę pomocy (na razie nikt w gminie Sanniki jeszcze tego nie uczynił), to jednak umorzenie podatku de facto obraca się przeciwko gminie – obniża ogólną część subwencji, przyznawanej przez budżet państwa. Państwo wychodzi z założenia, że skoro gmina rezygnuje z podatku, to ma się nieźle, więc nie potrzebuje więcej subwencji. Gmina traci więc na umorzeniu podatku podwójnie. Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze