Reklama

Wielki lament w sadach

16/05/2007 08:39
Straty, jakie spowodowały kwietniowe i majowe przymrozki w sadach i na plantacjach truskawek, na razie trudno oszacować. Sadownicy załamują ręce, ale czekają jeszcze tydzień – dopiero wtedy wiadomo będzie, ile kwiatów przetrwało mróz w wysokości minus 4 st. C. Plantatorzy truskawek już teraz wiedzą, jakie straty ponieśli. Niebagatelne – na niektórych plantacjach wymarzło nawet 90 % kwiatów. Plony będą więc dużo mniejsze niż w ubiegłym roku. Prace rozpoczęły już gminne komisje szacujące straty, ale nie ma co się łudzić – poszkodowany producent jabłek czy truskawek będzie mógł skorzystać jedynie z klęskowego kredytu preferencyjnego, i to nie wcześniej niż w lipcu.
Na terenie powiatu płockiego znajduje się 1300 hektarów upraw sadowniczych. Najwięcej w gminach Stara Biała, Radzanowo i Gąbin. Z kolei najwięcej plantacji truskawek znajduje się w gminie Sanniki, w sąsiednim powiecie gostynińskim. Wszędzie tej wiosny wystąpiły dwie fale przymrozków, pierwsza między 20 a 21 kwietnia, w przypadku jabłoni w fazie tzw. zielonego pąka. Ta poczyniła pierwsze szkody. Najbardziej ucierpiały odmiany, które najwcześniej się rozwijają np. cortland czy alwa. Znacznie większe szkody poczyniły jednak mrozy, które nadeszły w nocy z 1 na 2 maja.
– Mam 40-letnie doświadczenie sadownicze, a jeszcze nigdy nie spotkałem się z takimi przymrozkami w okresie kwitnienia drzew owocowych – mówi Andrzej Mossakowski, właściciel sadu w Brochocinie w gminie Radzanowo. – Ten przymrozek nastąpił po dwóch bardzo zimnych dniach, gdy napływało do nas powietrze ze Skandynawii. Ono spowodowało ogólne schłodzenie atmosfery i przygruntowych mas powietrza. O godzinie czwartej nad ranem 2 maja temperatura przy gruncie wynosiła minus 4 st. C, natomiast podczas kwitnienia kwiaty przemarzają już przy minus 2 st. C. Na naszym terenie najbardziej ucierpiały wtedy jabłonie, grusze, wiśnie, czereśnie, morele, orzechy włoskie, a z upraw ogrodniczych – truskawki.
Andrzej Mossakowski zastrzega jednak, że jeszcze za wcześnie mówić o tym, jak duże są zniszczenia: – Pełna ocena nastąpi dopiero po tzw. opadzie świętojańskim (po 24 czerwca). Jeżeli na drzewie jabłoni pozostanie choćby 8 % zawiązków, to będzie dobrze, jeżeli mniej – można będzie mówić o klęsce. W przypadku gruszy powinno zostać 16-17 % zawiązków, w przypadku wiśni aż 60-70 %.
A wiśnie ucierpiały tamtej feralnej nocy bardzo. Szkody odnotowano głównie na młodych, niższych drzewach. Zaprzyjaźniony właściciel sadu w Cekanowie jest niepocieszony: – W moim sadzie wymarzło 100 % kwiatów czereśni i moreli i około 40 % wiśni, łącznie z uszkodzeniami drzew. Straty są ogromne – dodaje.
Upraw nikt nie chce ubezpieczać: – Dowiadywałem się o ubezpieczenie, ale gdy mi powiedziano, że wynosi ono aż 30% wartości owoców, zrezygnowałem. Kogo stać na taką kwotę?! – pyta retorycznie sadownik z Cekanowa.
Dlatego z ubezpieczenia zrezygnował także Lech Dąbrowski z Bronowa Zalesia (gmina Stara Biała), właściciel 12-hektarowego sadu jabłoniowo-wiśniowego, radny powiatowy: – składka jest zbyt wysoka. Jej opłacenie zabrałoby cały zysk. Od 2008 roku mają wejść w życie obowiązkowe ubezpieczenia upraw sadowniczych i ogrodniczych, zapewne pójdą na nie dopłaty, jakie mamy otrzymywać. Sadownik ma nadzieję, że część kwiatów uda mu się uratować, ponieważ zastosował środek regenerujący, który wzmacnia kwiaty po przymrozku. – Gdyby udało się uratować 10 % kwiatów, to może po zbiorze na same nakłady pieniędzy by wystarczyło, bo o zysku w tej sytuacji nie ma mowy. Za kilka dni się okaże, ile kwiatów przetrwało.
O zyskach nie ma mowy
Na terenie powiatu gostynińskiego nie ma uprawy ogrodniczej czy sadowniczej, która by nie uległa zniszczeniu. Marzena Strelczuk z Powiatowego Zespołu Doradców Rolnych w Gostyninie szacuje, że mróz zaszkodził od 30 do 80 % sadów i 50 % plantacji truskawek. Anna Kiełbasa z Czyżewa w gminie Sanniki (na terenie całej gminy plantacje truskawek zajmują 500 ha), właścicielka 8-hektarowej plantacji truskawek mówi wprost: – Nikt się nie spodziewał takiego nieszczęścia. Truskawkom najbardziej zaszkodził mróz z 20 kwietnia. Do dwunastej w nocy w 12 osób „opatulaliśmy” nasze truskawki. Straty wynoszą około 50 %, lepiej zachowały się truskawki w gruncie. Z tymi pod folią było różnie – straciły od 10 do 80 % kwiatów.
Dużo zależało od stanowiska – na ziemiach lżejszych wymarzło ich więcej. O zyskach w tym roku nie ma mowy, zostało tylko na przeżycie i na ciągłość produkcji – szacuje rolniczka. I dodaje, że w gminie Sanniki było różnie: niektóre plantacje zmarzły zupełnie, inne zachowały się w całości.
Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że większość sadowniczych gmin uruchomiła już procedury związane z szacowaniem strat. Tak dzieje się na przykład w Radzanowie i Gąbinie, na terenie którego znajdują się m.in. specjalistyczne gospodarstwa sadownicze: – Przesłałem do sołtysów informację, żeby zgłaszali się do gminy wszyscy sadownicy, których uprawy wymarzły – mówi burmistrz miasta i gminy Gąbin Krzysztof Jadczak. – Specjalnie powołana komisja odwiedzi sady i oszacuje straty. Kiedy sadownicy otrzymają jakąś pomoc, zależy od tego, w jakim czasie zostaną uruchomione środki na ten cel z budżetu państwa.
Podobna komisja powstała także w gminie Radzanowo. W Starej Białej sadownicy, póki co, do gminy się jeszcze nie zgłaszają. Czekają na rozwój wypadków, ponieważ żeby straty można było uznać za klęskę, uprawy muszą być zniszczone w co najmniej 30%. Z kolei Piotr Skonieczny, zastępca wójta w gminie Sanniki, tłumaczy procedury pomocy od państwa: – Zapewne będzie to możliwość skorzystania z kredytu preferencyjnego, jak to działo się w ubiegłym roku z powodu suszy. Z budżetu państwa opłacana jest różnica między oprocentowaniem kredytu komercyjnego a kredytu preferencyjnego. Płatnikiem takiego kredytu była Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Wyjątkowo w ubiegłym roku można było się też ubiegać o jednorazową pomoc socjalną, ale trudno powiedzieć, czy tak będzie i teraz.
A więc pozostaje tylko kredyt klęskowy, z tym, że najwcześniej będzie go można dostać w lipcu – tak długo trwają wszystkie procedury. A co z umarzaniem podatków? Piotr Skonieczny wyjaśnia, że jakkolwiek sadownicy i plantatorzy mogą zwracać się o taką formę pomocy (na razie nikt w gminie Sanniki jeszcze tego nie uczynił), to jednak umorzenie podatku de facto obraca się przeciwko gminie – obniża ogólną część subwencji, przyznawanej przez budżet państwa. Państwo wychodzi z założenia, że skoro gmina rezygnuje z podatku, to ma się nieźle, więc nie potrzebuje więcej subwencji. Gmina traci więc na umorzeniu podatku podwójnie.
Elżbieta Grzybowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości