Reklama

Wiek nie gra roli w operze

13/01/2015 11:12
Takiego koncertu dawno w Płocku nie było. Publiczność dopisała. Znana artystka nie zawiodła, dając wspaniały długi recital złożony z pieśni i arii. Mezzosopran Małgorzata Walewska wystąpiła w niedzielny wieczór w Teatrze im. J. Szaniawskigo.
Kto nie zdążył na koncert sylwestrowy do Opery Narodowej, mógł czuć się usatysfakcjonowany wiadomością, że Małgorzata Walewska zaplanowała koncert w Płocku. Przez prawie dwie godziny czarowała publiczność nie tylko świetnymi wykonaniami swoich ulubionych arii operowych, ale również dowcipnymi opowieściami z różnych scen świata. Dowiedzieliśmy się m.in. że miała okazję śpiewać w dwunastu językach. Jednym z najbardziej egzotycznych i trudnych był węgierski. Żartowała, że nie ma wieku, który zmuszałby do odejścia ze sceny. W operze najważniejszy jest głos, nie wygląd. – Jako artyści operowi jesteśmy bardziej uprzywilejowani niż nasi koledzy aktorzy. W operze wiek nie gra roli. Najważniejsze jest dopasowanie głosowe i mniej więcej dopasowanie figurą – powiedziała Małgorzata Walewska. – Na przykład w operze Madame Butterfly główna bohaterka ma zaledwie szesnaście lat. Chyba nie wyobrażają sobie państwo tak młodej śpiewaczki, która mogłaby wykonać wymagające ogromnej dojrzałości partie. Młoda jest też Carmen, którą mam w stałym repertuarze – dodała. I jest to niezmiennie jedna z najbardziej znanych i chwalonych ról Małgorzaty Walewskiej.
Solistka przekonała nas, że jest znakomitą interpretatorką. Recital rozpoczęła od repertuaru polskiego. Usłyszeliśmy Pieśń wieczorną Moniuszki i Życzenie Chopina. Następnie były pieśni francuskie Reynaldo Hahna i słynna Serenada Schuberta. W kolejnej części recitalu usłyszeliśmy brawurowo wykonaną arię z Samsona i Dalili – szczególnie ważną dla solistki, bo debiutowała nią w 2006 roku w Metropolitan Opera śpiewając wraz z Jose Curą. Pięknie zabrzmiała także popisowa aria Walewskiej z Dziewicy Orleańskiej Piotra Czajkowskiego. Na finał była oczywiście Carmen.
Małgorzata Walewska wypełniła swoim głosem całą salę. Scena bez żadnej scenografii – oprócz stolika z krzesłem – nie była dla niej za duża. Z towarzyszeniem fantastycznego młodego pianisty – Tarasa Hlushko, który wykonał solo Walca cis-moll op. 64 Chopina i Polonez Ogińskiego, podarowała publiczności bardzo dobry recital, w którym pojawiły się ciekawe, mało znane utwory, jak choćby aria Królowej Bony z opery Zygmunt August Tadeusza Joteyki. – Moja świętej pamięci pani profesor Halina Słonicka mówiła: „pamiętaj, dziecko, dobry głos jest jak kiełbasa. Im cieniej kroisz, tym na dłużej wystarczy”. Najbardziej szkodzi… gadanie. Państwo jeszcze się nie zmęczyli. Ja troszkę? – zażartowała przed bisem. Po recitalu długa kolejka czekała na autografy. Okazało się, że wielu płockich melomanów jeździ na koncerty Walewskiej po Polsce. Artystka zapraszała na Wagnera do Poznania. W marcu zaśpiewa w Teatrze Wielkim rolę Kundry.
Lena Szatkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości