W sobotę, 11 maja wystąpiło w Płocku Trio Włodzimierza Nahornego, jednej z legend polskiego jazzu, kompozytora wielu klasycznych już dziś utworów, znakomitego pianisty i aranżera.Muzycy rozpoczęli występ w sali koncertowej POKiS-u kilka minut po 18.00 przepiękną kompozycją z repertuaru amerykańskiego zespołu The Modern Jazz Quartet “Django”, którą lider tej grupy John Lewis napisał w hołdzie dla słynnego jazzowego gitarzysty Django Rainhardta. Wykonanie utworu (długi, nastrojowy, utrzymany w nieco romantycznej manierze fortepianowy wstęp Nahornego, do którego dołączyła stopniowo pozostała dwójka muzyków, aby rytmicznie rozpędzić, rozkołysać kompozycję) nadało tonację całej reszcie sobotniego koncertu. Potem trio (Włodzimierzowi Nahornemu towarzyszyli kontrabasista Mariusz Bogdanowicz i perkusista Piotr Biskupski) przedstawiło płockiej publiczności głównie utwory z mającej się ukazać latem płyty “Dolce far niente i nic więcej”. Znalazły się pośród nich stare kompozycje Nahornego, do których słowa dopisali później znani tekściarze (Agnieszka Osiecka, Jonasz Kofta) i powstały z nich piosenki. Po latach autor powrócił do nich i z powrotem pozamieniał na liryczne jazzowe ballady, z fortepianem w roli głównej (“Pytam zimowych gwiazd”, “Wam jest do śmiechu, a mnie nie”). Taki efekt podwójnego rykoszetu sprawił, że publiczność mogła cieszyć się, rozpoznając melodie popularnych standardów, a jednocześnie przekonać się, co może z takimi niby prostymi, chwytliwymi melodiami zrobić trzech muzyków obdarzonych wyobraźnią. Czym potrafią stać się piosenki, kiedy już nie są sobą. Oprócz tego usłyszeliśmy jeszcze fragment muzyki do spektaklu “Jesienny wieczór” Friedricha Durrenmatta (tu liryka ustąpiła miejsca sarkazmowi i grotesce) oraz przebojową kompozycję tytułową z promowanego albumu, której wigor wyraźnie przeczył sugerowanej tezie o słodkim nieróbstwie. Na koniec zabrzmiała “Fantazja na tematy polskie” Chopina, część powstającego cyklu projektów Włodzimierza Nahornego z muzyką słynnych polskich kompozytorów (m.in. Karola Szymanowskiego i Mieczysława Karłowicza) w efektownych, jazzowych aranżacjach. Wszystkie utwory zostały wykonane z taką finezją i polotem (w czym zasługa całego tria muzyków, zgranych ze sobą perfekcyjnie, ale i dających sobie nawzajem bardzo dużo swobody), że bis był raczej nieuchronny. Przy zapadającym powoli nad Płockiem zmierzchu usłyszeliśmy “Księżyc nad Kościeliskiem”, kolejną kompozycję, która swego czasu stała się piosenką (do słów Wojciecha Młynarskiego), aby dziś jej melodia znowu powróciła tam, skąd wyszła, czyli na klawisze fortepianu. (mak)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze