Tak chodziła poetka przez trzy miesiące pobytu u przyjaciół w Australii, wiadomo, druga półkula. Ta nietypowa pozycja okazała się jednak nad wyraz twórcza, ponieważ Wanda Gołębiewska przywiozła z krainy kangurów dwa zapisane zeszyty wierszy, liryczny pamiętnik z podróży.Wiele z nich przeczytała w poniedziałkowe, marcowe popołudnie w siedzibie Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”. Wanda Gołębiewska marzyła w swym życiu o trzech rzeczach: żeby być nauczycielką (była), żeby być poetką (i jest), żeby pojechać do Australii (wróciła z niej 20 stycznia). - Australia to kraj, w którym wszystko jest inaczej. Człowiek czuje się wszędzie, jakby był w środku. W środku koła, widnokręgu, niezmierzonego buszu. Ogromne przestrzenie (200 km to tak jakby u nas 20 km), pająki wielkości dłoni, które patrzą na człowieka czerwonymi oczami, eukaliptusowy busz i... czołg na szosie w Dniu Weteranów 11 listopada – opowiadała pani Wanda. Wszystkie wrażenia, doznania, refleksje poetki – podróżniczki, jak w pigułce zamknąć można w wierszu, napisanym w domu, który stoi w środku australijskiego buszu: Nocą W Cockatoo Na wprost mojego okna Wypływa szereg gwiazd Z nimi Krzyż Południa I długo Razem nie chcą odejść póki senny eukaliptus nie połknie ich z chmurami chłodnymi jak lód cieniem na księżycu ciszą ciemności w buszu Cockatoo 23.XI. 2001r. (eg) Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze