Jeśli ktoś z Szanownych Czytelników ma dzieci w wieku szkolnym, od czasu do czasu musi uczestniczyć w zebraniach rodziców (chyba, że wysyła współmałżonka). Ja akurat mam to szczęście i jeśli nie uda się przekonać żony, że akurat mam inne niecierpiące zwłoki zajęcia, bywam na takich zebraniach. Ostatnio się nie udało. I byłem na zebraniu z kategorii „ciekawych”. Pojawił się mianowicie problem. Polega on na tym, że uczniowie popadli w konflikt z nauczycielem. Lista zarzutów zawiera kilka pozycji: nauczyciel źle uczy, uczniowie mimo wysiłków nie są w stanie sprostać jego wymaganiom, a na dodatek podczas ostatniej lekcji zostali odpytani uczniowie, którzy opuszczali lekcje z tego przedmiotu i w rezultacie padło kilkanaście jedynek, co sprowokowało dwoje uczniów do wygłoszenia na lekcji komentarza w tonie odbiegającym nieco od przyjętego w Wersalu.
Zdarza się. Uczniowie i rodzice są niezadowoleni z nauczycieli, nauczyciele z uczniów i rodziców… Normalka! Jednak niektóre komentarze i pomysły budzą co najmniej zdziwienie. Na przykład teza, że nauczyciel wymaga za dużo, bo ta klasa to, dajmy na to, humaniści, a inkryminowany przedmiot do humanistycznych się nie zalicza bynajmniej… I ta wiedza „do niczego im się w życiu nie przyda”. Nauczyciel powinien zatem ograniczyć się do „przerobienia” podręcznika, a nie serwować w formie wykładu jakąś wiedzę „na poziomie akademickim” (?). No, tak!
Po pierwsze o tym, czy jakaś wiedza „się w życiu do czegoś przyda” osobie X można zasadnie wyrokować dopiero w momencie, gdy osoba ta będzie przyjmować ostatnie namaszczenie. Wcześniej nie wiadomo, co się człowiekowi w życiu przyda, zwłaszcza w naszych, pełnych niepewności czasach. Chyba, że ktoś jest prorokiem… Po drugie, uczniowie klasy licealnej o „profilu humanistycznym” to jeszcze nie humaniści! Humanistami będą dopiero po ukończeniu studiów na odpowiednim kierunku. W najlepszym wypadku. Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy termin „humanista”. Na razie są to uczniowie liceum ogólnokształcącego. Podkreślam: ogólnokształcącego! I uczęszczają do szkoły po to, by przyswoić sobie wiedzę ogólną. W możliwie szerokim zakresie i na tyle, na ile zdolności pozwolą. Celem nauczania jest zatem opanowanie przez ucznia wiedzy określonej w programie danego przedmiotu, a nie „przerobienie podręcznika”. Podręcznik to tylko jeden z instrumentów używanych w nauczaniu. Są i inne: wykład nauczyciela, praca własna ucznia… Tak, uczniowi można zlecić samodzielne opanowanie pewnych umiejętności lub obszarów wiedzy. Mówimy o renomowanym liceum, a nie kursie przysposabiającym do zawodu! Profil humanistyczny oznacza zaś tyle, że wiedza z niektórych przedmiotów ma być poszerzona w stosunku do innych klas, a nie to, że z przedmiotów „niehumanistycznych” uczeń ma otrzymać wiedzę okrojoną. To ostatni moment, by taką ogólną wiedzę o świecie posiąść. Potem będą studia, czyli w tym akurat wypadku „wytwórnia humanistów”. Tam już nie będzie miejsca na „wiedzę ogólną”. A termin „ „humanista” ukuto wszak w epoce Renesansu i oznaczał człowieka wszechstronnie wykształconego! Człowiek Renesansu, który nie wie kto to był Kopernik (bo to nie nauki humanistyczne)?
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze