Reklama

Widziane ze skarpy

10/01/2007 08:14

Pierwsze dni nowego roku upływają nam zdecydowanie pod hasłem „afery lustracyjnej” w polskim kościele. W każdym razie media o niczym innym nie mówią. Przy czym emocje narastają, niczym w poprawnie skonstruowanym filmie sensacyjnym. Nie chcę przez to powiedzieć, że mamy do czynienia z precyzyjnie realizowanym przez jakiś „układ” scenariuszem. W każdym razie nie umiałbym poprzeć takiej tezy żadnymi dowodami. Mają za to niezbite dowody ci, co stoją na stanowisku, że... No, właśnie! Że co? Czego „niezbicie dowodzą” opublikowane właśnie w Internecie papiery? Przestudiowałem je dokładnie i z pewnością można stwierdzić jedno: nieprawdą jest, jakoby „figurant” (to określenie „fachowe” panów ze służb) „niczego nie podpisywał”. Są tam bowiem dwa „kwity” podpisane przez niego – w obu przypadkach pseudonimami. O ile zatem podpisy te nie zostały podrobione – mamy do czynienia z, mówiąc delikatnie, mijaniem się z prawdą. No, ale to już robota dla grafologa. Ja, amator wiarygodnej oceny wystawić nie potrafię.Cała reszta tych papierów to zapiski panów ze służb formułowane w taki sposób, iż trudno jednoznacznie stwierdzić, że mieli do czynienia ze współpracownikiem szczególnie gorliwym. Przeciwnie, z tego co zapisali wynika, że tak naprawdę żadnych poważnych zadań stawianych „figurantowi” tenże nie wykonał, albo wykonał, ale z przedstawionych zapisków nijak nie można dociec, z jakim rezultatem. Poprzestaje się bowiem na stwierdzeniach: odbyłem rozmowę z agentem na temat..., agent przekazał informacje dotyczące... Brak jakichkolwiek szczegółów, raportów pisanych ręką „figuranta”... Zaś tam, gdzie miał on wykonać ważne zadania – na przykład przeniknąć do struktur polskiej rozgłośni radiowej za granicą, rezultatów brak, a komentarz głosi, że „figurant” wykazał się biernością i brakiem zaangażowania w realizację powierzonej mu misji. Zatem podsumowując trzeba stwierdzić, że gdyby literalnie rozumieć słowo „współpraca”, to mamy tu do czynienia raczej z jej unikaniem. W miarę możliwości oczywiście...
Czy zatem problemu, moim zdaniem, nie ma? Czy został sztucznie rozdmuchany? Nie, problem jest. A nawet dwa. Po pierwsze, na tak kluczowym stanowisku w kościelnej hierarchii wolałbym widzieć człowieka mniej, powiedzmy, „skłonnego do kompromisów”, a po drugie – bardziej skutecznego w korzystaniu z zasobów własnej pamięci. Jako naukowiec pamięć ma bowiem na pewno dobrą i „wygrzebanie” z niej faktu, że jednak jakieś podpisy w pewnych okolicznościach były złożone nie powinno stanowić większego problemu... I jeszcze jedno. Nasi radni, decydując o tytule honorowego obywatela miasta, wykonali krok, który jakoś kojarzy mi się z określeniem użytym ongiś przez sławnego reżysera na określenie bojkotu telewizji przez aktorów w stanie wojenyym. Sytuacja jest może nieadekwatna, ale sam termin... Nie przytoczę go, kto dociekliwy na pewno znajdzie...

 Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości