Reklama

Widziane ze skarpy

03/07/2007 15:46

Mimo wakacji o sezonie ogórkowym trudno mówić. W ogóle ten termin chyba na dobre odchodzi do lamusa. Po pierwsze ogórki dostępne są przez okrągły rok (szklarniowe mutanty, ale zawsze…), po drugie świat pędzi w zawrotnym tempie do przodu i nie ma zamiaru zwalniać nawet w letnie upały. Toteż politycy zamiast dać nam od siebie odpocząć, dostarczają atrakcji na okrągło. Jakby się obawiali, że publiczność może dojść do zaskakującego wniosku o ich zbędności jeśli tylko na chwilę znikną z telewizyjnych ekranów i pierwszych stron gazet. Zatem nie znikają. Ostatni tydzień wypełnił spektakl w Brukseli. Sprawozdawcy na bieżąco relacjonowali to pasjonujące wydarzenie, niczym finał mistrzostw świata w piłce nożnej, albo inną olimpiadę. Na koniec okazało się, że wszyscy wygrali! Podejrzane to trochę. W sporcie, jeśli mecz kończy się wynikiem satysfakcjonującym obie strony, od razu pojawia się podejrzenie, że był on osiągnięty nie na boisku, a przy zielonym stoliku… W przypadku „sukcesu w Brukseli” też zachodzi podejrzenie, że coś jest nie tak… Wygląda na to, że nasz sukces w tych negocjacjach można porównać do osiągnięcia dziecka, które wynegocjowało z matką, że może jeszcze przez dziesięć minut zostać na podwórku… A po dziesięciu minutach? A kto by tam myślał o tak odległej perspektywie czasowej?
Tym bardziej, że nie brak problemów bieżących w kraju. Jak można spokojnie myśleć o czymkolwiek, kiedy za oknami tłum (no, może tłumek…) pań w białych fartuchach przypomina człowiekowi o najgorszych koszmarach dzieciństwa (mam na myśli oczywiście szczepienia obowiązkowe przeciwko rozmaitym ospom i durom brzusznym), a cztery takie energiczne kobitki czają się tuż za ścianą gabinetu (zapewne z wielkimi strzykawkami ukrytymi w przepastnych kieszeniach fartucha)? Czy pod taką presją można myśleć sensownie o innych koszmarach wieku szkolnego – jakichś pierwiastkach czy logarytmach? To już lepiej zająć się oddaleniem tych wewnętrznych zagrożeń. Domagają się pieniędzy? Cóż, trzeba obiecać! Najlepiej tak, jak natarczywemu dziecku: jak zrobimy zakupy i zostanie nam pieniążków, to mamusia kupi ci tego loda… A jak nie zostanie? Po co od razu ten pesymizm? Zrobimy referendum z pytaniem: czy zgadzasz się na zabranie najbogatszym, by rozdać najbiedniejszym (to znaczy tym paniom, co to za ścianą ze strzykawkami…)? Oczywiście gdyby zapytać tych sknerowatych bogaczy, wynik mógłby być niepomyślny. Ale jeśli wszystkich? To już zależy kogo uzna się za najbogatszego…
W mieście też ciszy w polityce nie ma. Radni pokłócili się o to, czy powołać miejski urząd pracy? A właściwie jeden radny pokłócił się z pozostałymi. No, może nie wszystkimi… Jednak w głosowaniu większość była za tym pomysłem. Co ja na to? Czytelnicy łatwo się domyślą. Oczywiście powołanie nowego urzędu jest moją „ulubioną” metodą rozwiązywania problemów. Równie skuteczną, jak w gospodarce drukowanie pieniędzy. Monetaryści uporczywie powtarzają, że gdyby drukowanie pieniędzy było receptą na bogactwo, to na świecie nie byłoby krajów biednych. W końcu na maszynę drukarską stać nawet najbiedniejsze państwo afrykańskie… Przez analogię można powiedzieć, że gdyby powołanie urzędu było receptą na problemy społeczne, to ziemia nasza byłaby dawno rajem. Bo co to za problem powołać urząd? Niestety, tu jest podobnie jak w przypadku drukowania pieniędzy. Owszem, jest to interes, ale tylko dla tych, którzy drukują. Dla całej reszty już jakby przeciwnie… Powołanie urzędu też jest korzystne ponad wszelką wątpliwość. Dla urzędników, którzy w przyszłości będą w nim zatrudnieni. Oczywiście to też korzyść. Bezrobocie zmaleje o te parędziesiąt osób… Pozornie. Bo jak uczy ekonomia (oczywiście ta liberalna, a więc niesłuszna), by utrzymać urząd, trzeba pieniądze na ten cel pozyskać w postaci podatków od ludzi, którzy je zarabiają. Między innymi od przedsiębiorców, którzy z tego powodu nie wydadzą ich na inne cele. Na przykład na rozwój swojej firmy i zatrudnienie dodatkowego pracownika… Albo na „rozpasaną konsumpcję”, co pozwoli innym przedsiębiorcom, tym którzy te zachcianki będą spełniać, na zatrudnienie dodatkowego pracownika… Jak wypadnie bilans tych rozwiązań? Nie wiem, niech Szanowny Czytelnik sam spróbuje poszukać odpowiedzi.
 

 Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości