Reklama

Węgrzy nie chcą do raju?

30/04/2003 14:15

Węgrzy zagłosowali nogami, czyli pokazali, w jak wielkim poważaniu mają demokrację i jej instytucje wyborcze i po prostu w referendum akcesyjnym większość nie wzięła udziału.To oczywiście nie przeszkodziło premierowi Millerowi wpaść w zachwyt, że wynik tamtego referendum jest imponujący i szkoda, że my na taki nie możemy liczyć. No cóż, w demokracji każdy ma prawo mówić, co mu się podoba i liczyć sobie, jak mu się podoba, nawet gdyby nie było to do końca zgodne z regułami logiki. Zresztą nawet nie o liczenie tu idzie, co o interpretację wyniku, stąd choć trąbi się wszem i wobec, że demokracja to rządy większości, częściej jest zgoła odwrotnie. Łatwo sprawdzić, że tylko pozornie za przystąpieniem Węgier do Unii Europejskiej głosowało aż “84% Węgrów”, jak w wielkim skrócie myślowym podają media, co tak ucieszyło premiera. Trzeba pamiętać jednak, że było to raptem 84% spośród tylko 46% tych, którzy pofatygowali się do urn, czyli niespełna 39% ogółu uprawnionych do głosowania. Proszę Państwa, powtarzam jeszcze raz, tylko 39% dorosłych Węgrów zagłosowało za przystąpieniem kraju do Unii Europejskiej. To wynik szokujący, doprawdy “imponująca większość”. Oczywiście nieobecni nie mają głosu, jednak dociekanie, dlaczego tak znaczna część społeczeństwa w ustroju demokratycznym dobrowolnie wyklucza siebie od podejmowania decyzji jest nie do pogardzenia. Tym bardziej, że z “lekcji węgierskiej” i my musimy wyciągnąć wnioski, a czasu nie zostało zbyt wiele. Wątpię, by został właściwie wykorzystany, mimo że przeznacza się na ten cel miliony euro i jeszcze więcej złotych. Można pytać, co najbardziej przeszkadza ludziom, by uczestniczyć aktywnie w demokratycznych wyborach. Odpowiedź zawsze jest podobna: “oni i tak zrobią swoje, rządzi klika, która nie dba o nas, tylko o siebie”. W tym przypadku nie można się nawet dziwić, gdy władza zapowiada wprost, że w przypadku wyniku negatywnego lub niskiej frekwencji w referendum, decyzję o przystąpieniu kraju do UE i tak podejmie parlament. To po co bawić się w cały ten capstrzyk. Trzeba ustalić jasno, albo decyduje Naród i jego wola jest święta, albo od razu decyduje parlament. Nawet w demokracji trochę trzeba się szanować. Druga sprawa to naprawdę brak konkretnej informacji na temat warunków akcesji. Z kampanii w mediach uczyniono show nie wykraczający poziomem intelektualnym poza standard wyznaczony przez popularny program dla młodzieży “Rower Błażeja”. Liczy się tempo, krótkie, szybko zadawane pytania, jeszcze szybsze odpowiedzi, zawsze zakończone optymistyczną głupkowatą puentą, a jeśli ktoś powie coś krytycznego, prowadzący odwraca się do niego plecami i pyta rzadziej albo wcale. Na litość boską, to dorośli będą decydować i muszą wiedzieć coś więcej, niż tylko to, że będzie cacy, bo można będzie podróżować po całej Europie, można to przecież robić i teraz, tyle że z paszportem. O wiele ważniejsze jest pytanie, czy stać nas będzie, by podróżować w ogóle. Jakie będą relacje pomiędzy naszymi płacami i cenami, które zaczną obowiązywać po akcesji. Jakie będą ceny gazu (według “Wyborczej” stanieje, według “Rzeczpospolitej” zdrożeje), energii elektrycznej, benzyny, artykułów spożywczych, odzieży? Jakie będą obowiązywać podatki, jaką mamy szansę na pracę tu w kraju, jak wpłynie akcesja na poziom bezrobocia, ile odzyskamy z niemałej przecież składki członkowskiej ( ile na przykład euro wykorzystał dotychczas Płock z przedakcesyjnych funduszy strukturalnych, poza oczywiście pieniędzmi utopionymi w “piknikach europejskich”), czy grozi nam zapaść finansów publicznych (składka w wysokości średnio 10 miliardów złotych powiększa dziurę w budżecie o jedną czwartą), jaką skalę osiągnął już nielegalny wykup polskiej ziemi przez obcokrajowców, jakiej skali wykupu należy się spodziewać po akcesji? To tylko nieliczne z pytań, na które dotąd trudno doczekać się jasnej odpowiedzi w mediach centralnych i lokalnych. Dlaczego nie ma debat tematycznych, w których słychać argumenty “za” i “przeciw”? Jednostronna agitacja “za”, która zdominowała dotychczasową kampanię, trąci koszmarem z minionej epoki i jako taka, szczerze się obawiam, będzie przez Polaków potraktowana z najwyższym należnym jej poważaniem.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości