Każda z 10 pielgrzymek Jana Pawła II do ojczyzny była błogosławionym, nieocenionym w duchowe bogactwo czasem narodowych rekolekcji, jednoczących naród niczym owczarnię wokół swego pasterza. Przypomniał o tym prezydent Lech Kaczyński, witając Benedykta XVI na polskiej ziemi i prosząc Go o to samo umocnienie, abyśmy stali się lepsi i lepszymi pozostali. Trudno nawet sobie wyobrazić, jaka byłaby kondycja tego narodu po odzyskaniu suwerenności politycznej, po dziesięcioleciach niszczącego oddziaływania komunistycznego totalitaryzmu bez Jana Pawła II, bez jego nauczania społecznego i moralnego. Trudno sobie wyobrazić, jakie rozmiary i jakie tempo przybrałoby w Polsce zjawisko sekularyzmu i dechrystianizacji, które w ciągu kilkudziesięciu ostatnich lat spustoszyło duchowo świat zachodni, bez Jana Pawła II. To, że na mapie Europy Polska trwa, obok Irlandii i Malty, jako naród, który ocalił wiarę, którą może dziś w zjednoczonej Europie dzielić się z innymi narodami, jest w dużej mierze zasługą Jana Pawła II. Wie o tym dobrze Benedykt XVI, dlatego zaofiarował nam w darze w rok po odejściu wielkiego Polaka sentymentalną podróż Jego szlakiem i duchową, pełną głębokiej refleksji wędrówkę szlakiem Chrystusowej wiary, by na tym szlaku dawać wiarę i umacniać w wierze, ale także, jak sam wielokrotnie podkreślał, i co jest najbardziej zdumiewające, czerpać wiarę z duchowego potencjału, którym karmił się jego wielki poprzednik. Trudno zresztą o większe wyróżnienie dla nas wszystkich ze strony Benedykta XVI.
Ten „skromny robotnik Winnicy Pańskiej”, jak siebie nazwał w dniu konklawe, zjednuje sobie ludzi nie tylko ujmującą skromnością, serdecznością, ale także stanowczością w nazywaniu pewnych zjawisk współczesnego świata zachodniego, poddanego, jak sam to określił, dyktaturze relatywizmu, tym potężniejszej, że znajdującej wsparcie w sprawnie funkcjonującej machinie mediów promujących jeden, postmodernistyczny punkt widzenia na kluczowe zjawiska społeczne, takie jak model rodziny i małżeństwa, wartość ludzkiego życia, godność osoby. Benedykt XVI jako „książę teologów” wzmacnia jeszcze bardziej autorytet papiestwa, tak wysoko wyniesiony przez Jana Pawła II, jako wysoce wiarygodny głos sumienia dla współczesnego, mocno zagubionego, kluczącego po meandrach nowoczesności świata. Zdumiewająco w tym kontekście zabrzmiały słowa papieża skierowane do duchownych w archikatedrze św. Jana w Warszawie, a pośrednio przecież do nas wszystkich, dając nam okazję, by dostrzec wartość i godność powołania kapłańskiego (szczególnie gdy wokół tyle się słyszy narzekań na księży), w którym uobecnia się i wciąż przez wieki realizuje działanie Chrystusa.
Konserwatywny papież zaapelował do kapłanów o nieuleganie pokusie pospiechu, o niepoddawanie się propozycjom dyktowanym przez „kulturę chwili”, o niepoddawanie się pokusom relatywizmu i permisywizmu. Przypomniał z mocą, że wierni oczekują od kapłanów tylko jednego – aby byli specjalistami nie w dziedzinie ekonomii, budownictwa, czy polityki, ale by byli ekspertami w dziedzinie życia duchowego, w którym dokonuje się spotkanie człowieka z Bogiem. Ten apel jest pośrednio apelem do nas wszystkich, apelem o dojrzałą, męską wiarę, o autentyczność życia wiarą, o konsekwencję i wytrwałość w dochowaniu wierności Ewangelii. To z pewnością jest także wyraźny rys programu Benedykta XVI dla Europy, która straciła wiarę i która wymaga dziś pilnie reewangelizacji. Czas i miejsce pierwszej papieskiej pielgrzymki wyraźnie wskazuje, jaką rolę w tym procesie przewidział papież dla nas. Możemy z pewnością być z tego dumni.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze