11 maja w Warszawie ma zostać rozegrany ostatni mecz sezonu 2001/2002, mecz najprawdopodobniej decydujący o tytule Mistrza Polski. Kibicom nie trzeba dodawać, że jedną z drużyn, która będzie walczyć o złoty medal jest ORLEN, podopieczni trenera Edwarda Kozińskiego.Każdy kto choć raz był w hali Warszawianki wie, że jest tam niewiele siedzących miejsc. 200-250 i to wszystko. Na dodatek drużyna ma trochę własnych kibiców, byłych zawodników, rodziny obecnych, słowem można zebrać około 200 osób. Do tego należy doliczyć przedstawicieli władz związku, być może polityków, którzy często goszczą w sali Warszawianki podczas ligowych pojedynków. Co z tego wynika? Wynika z tego ni mniej ni więcej tylko to, że dla płockich kibiców po prostu nie będzie tam miejsca. Nie będą mogli dopingować swojej drużyny, pomagać okrzykami i śpiewami w trudnych momentach, a wreszcie być świadkami zwycięstwa, lub, o czym dziś nikt nie myśli, porażki. Po meczu ORLEN – Warszawianka, podczas konferencji prasowej poprosiłam trenera drużyny Warszawianki Jarosława Cieślikowskiego, by przedstawił sugestię płockich kibiców, by mecz rozgrywany był w innym miejscu. Odpowiedział, że przekaże tę prośbę organizatorom spotkania, ale za wynik nie może odpowiadać. - Nie przewidujemy zmiany sali, w której rozegrany zostanie ostatni mecz – powiedział TP Dariusz Borowski z Warszawianki. – Nie zrezygnujemy przecież z takiego atrybutu, jaki daje własny parkiet. Wiem, że jest w hali zbyt mało miejsca dla kibiców, a my zgodnie z regulaminem zapewnimy 10% biletów dla płockich kibiców. W hali mieści się 200 – 250 osób. Mam nadzieję, zę przyjdą także nasi kibice, którzy będą dopingować zawodników. Wynika z tego jasno, że najwyżej 25 biletów zostanie zapewnionych dla płockich kibiców, co jest ilością śladową. W pierwszym meczu rozgrywanym w Warszawie, w październiku 2001 roku, w sali siedzieli przede wszystkim kibice ORLEN-u. I tak trudno było się zmieścić, a na dodatek płocczanie zostali zaatakowani przez grupę miejscowych i doszło do bijatyki. Czyżby tym razem działacze warszawscy postanowili po prostu nie wpuścić płockich kibiców do sali. Mała zemsta? Nikt nie może zmusić warszawskich działaczy, by zmienili miejsce rozgrywania meczu, skoro ich sala została do rozgrywek dopuszczona. Ale przecież płoccy kibice nawet sobie nie wyobrażają, że mogliby nie być świadkami tego wydarzenia. Czy to oznacza, że będą zmuszeni stać podczas meczu przed halą i czekać na informacje z zewnątrz? Jest jeszcze trochę czasu, może trzeba rozpocząć akcję ogólnopolską, zaprosić do udziału w niej parlamentarzystów, polityków, autorytety moralne, prawdziwych kibiców, którzy pomogą w naciskaniu na władze Warszawianki, by ci zmienili lokalizację pojedynku. Albo można dać sobie spokój, usiąść 11 maja przed radiowym odbiornikiem i słuchać relacji. Prawdziwy kibic nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze