Dużo szczęścia mieli uczniowie płockiej Jagiellonki i „szkoły mundurowej”, że tegoroczne rekolekcje wielkopostne były bardzo udane. Żadnych ekstremistycznych grup katechizacyjnych, tylko jeden ksiądz (ks. dr Adam Węgrzyn) wspierany przez lokalnych salezjanów. Młodzież była bardzo zadowolona. Takie spotkania po prostu przyciągają do Kościoła, pokazują jego piękno, rozkochują w nim, przyciągają do Mszy świętej, do sakramentów. A więc można w przekazie skierowanym do młodego pokolenia obyć się bez dziwacznych, nowoczesnych, głupawych inscenizacji, jak ta pełna wulgarności i „sadystycznej przemocy fizycznej i werbalnej”, jaka miała miejsce w Toruniu, gdzie parafia oddała prowadzenie rekolekcji szkolnych jakiejś „grupie katechizacyjnej”, zapewne wzorem tak popularnych świeckich metod, które pozwalają na wpuszczanie do szkół „organizacji pozarządowych”, które na potęgę „edukują i wychowują”, czyli często demoralizują w libertyński sposób. Tu zapewne też chciano zszokować i pod hasłem „Wake up” (obudź się) „wskrzesić” młodych do wiary. Udało się raczej pogrzebać wiarę. Sam byłem świadkiem wielu średnio udanych rekolekcji, więc wiem, że Kościół często nie przykłada się ani do katechizacji, ani do rekolekcji, choć zazwyczaj wszyscy mają wiele dobrych chęci, ale nie chcą widzieć popełnianych błędów.
Niestety mimo tylu wykształconych duchownych, w tym hierarchów, a wśród nich profesorów, panuje w Kościele jakaś inercja katechetyczna, jakby z góry zakładano, że każdy ksiądz będzie umiał perfekcyjnie uczyć, że wystarczy go wpuścić do szkoły i „jakoś to będzie”. Można też odnieść wrażenie, że władze kościelne przez te ostatnie 30 lat ze wszystkich sił starały się naśladować władze świeckie we wszystkim, co najgorsze w edukacji. Być może za sprawą wprowadzenia religii do szkoły Kościół „musiał się dostosować” i zepsuć nauczanie tego przedmiotu na wzór tego, jak władza państwowa psuła, co tylko dało się zepsuć w edukacji świeckiej, prawdopodobnie na skutek konieczności dostosowania się do pożal się Boże „standardów europejskich”. Tak więc gdy państwo psuło podręczniki, to i Kościół psuł podręczniki. Gdy państwo psuło metody nauczania, to i Kościół psuł metody nauczania. Dlaczego?
C zy ktoś z Was, biskupi, widział kiedykolwiek przedwojenne podręczniki do religii i etyki (tzw. „moralnej”)? Czy kiedykolwiek zainteresowało Was, jak one wyglądały, kto je pisał (oj, warto się przyjrzeć tym nazwiskom), jaki zakres treściowy obejmowały? W każdym wydziale katechetycznym kurii diecezjalnej powinna znajdować się cała biblioteka z takimi publikacjami (sporo da się znaleźć w różnych antykwariatach) i powinny być one uważnie studiowane. I nie chodzi nawet o to, żeby powielać treści, tylko żeby podpatrzeć metodę tworzenia takich publikacji, a przez to metodę nauczania, by nie naśladować rozwiązań stosowanych przez współczesną prymitywną metodykę. Chyba, że zobowiązując się do przestrzegania zasad konkordatu, inaczej nie możecie. Bo nie wierzę, żebyście nie umieli albo żeby przyświecała Wam zła wola, albo złośliwa ignorancja. Czas rzucić do szkół najlepszych katechistów, tylko najlepszych, także profesorów likwidowanych seminariów (tych wystarczy w skali kraju ze cztery). Czas zawstydzić władze świeckie, pokazać, że edukować można mądrze. Miejmy zatem nadzieję, że skandal toruński „obudzi” nie młodzież do odejścia z Kościoła, tylko odpowiedzialnych za katechezę najwyżej postawionych w hierarchii pasterzy i zaczną radzić, jak naprawić religijną edukację szkolną, zanim nie umrze śmiercią naturalną, na co się przecież zanosi. Wesołych Świąt, choć trudno, aby w tej sytuacji mogły być wesołe.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze