Wejście do Unii zbiegło się z falą nieprawdopodobnej degrengolady moralnej polskich socjaldemokratycznych elit politycznych. Fala ta narastała stopniowo w ciągu ostatnich paru lat, odgrywając nawet w okresie przedreferendalnym rolę skutecznego katalizatora dla wszystkich niezdecydowanych, którym tak mocno dały się we znaki dotkliwości zepsucia klasy politycznej, że zaczęli upatrywać ostatniej szansy naprawy w dobrowolnym oddaniu zwierzchnictwa nad państwem i narodem w ręce struktur międzynarodowych. Kto wie, czy nie był to ze strony obawiających się o wynik referendum zmyślnie i świadomie pomyślany zabieg socjotechniczny? W każdym bądź razie wielu co bardziej oświeconych znawców problemu zapewniało i zapewnia nadal, że owo dobrowolne oddanie się pod opiekę obcych, mimo że de facto oznacza ograniczenie naszej niepodległości, jest konieczne i w tym jednym jedynym przypadku bardzo korzystne. Bez niego nie dokonalibyśmy w nadchodzących dziesięcioleciach znaczącego skoku w rozwoju gospodarczym. Można tylko ubolewać, że do struktur politycznych i gospodarczych Zachodniej Europy wprowadzili nas jej dawni wrogowie.
Wierzę zatem, że integracja to, jak zapewniają także biskupi w specjalnym liście pasterskim, “niespotykana dotychczas szansa dla naszego narodu”. Ale ponieważ pamiętam, że integracja i budowanie europejskiej wspólnoty państw i narodów jest procesem, który dopiero się zaczął i nie może wyczerpać się na poziomie politycznym i gospodarczym, a ostateczny kształt tej wspólnoty jest jeszcze wielką niewiadomą, stąd wiele obaw. Tym bardziej, że istnieją dwa konkurencyjne modele integracji. Ten, który realizuje się dzisiaj jest jawnie lewicowy, socjaldemokratyczny, narzucający Europie mocno zlaicyzowany, jeśli nie wprost ateistyczny, model człowieka i społeczeństwa, promujący wiele patologicznych zjawisk, dobrze wszystkim znanych, jak choćby stosowana bez ograniczeń aborcja, eutanazja, eksperymenty na embrionach, małżeństwa jednopłciowe, umniejszanie wartości prawdy, manipulowanie rozumieniem pojęcia tolerancja, podkopywanie znaczenia rodziny w życiu społecznym. W obliczu tak realnych terrorystycznych zagrożeń to programowe wprost rozmiękczanie europejskiego ducha wydaje się jawnym szaleństwem. O tych obawach przypomnieli także biskupi: “Kwestionowanie odniesienia do Boga niesie zagrożenie także dla człowieka. Świadczą o tym aż nazbyt wymownie ideologie totalitarne XX wieku”.
Biskupi przypomnieli także podstawowe założenia drugiego projektu dla Europy, jaki przy różnych okazjach na wiele sposobów formułował Jan Paweł II, podkreślając nieustannie, że “nie będzie jedności Europy, dopóki nie stanie się ona wspólnotą ducha”, a to oznacza obronę fundamentalnych wartości stanowiących o historycznej tożsamości Europy. Chodzi w szczególności o świętość ludzkiego życia, wartość rodziny opartej na małżeństwie jako wyłącznie trwałym związku mężczyzny i kobiety, bez hołdowania dewiacyjnym tendencjom, tak charakterystycznym dla zlaicyzowanych i zateizowanych społeczeństw zachodnich. Chodzi o uznanie wagi wykształcenia, wolności myśli, słowa, wartości i godności pracy ludzkiej pojmowanej jako dobro osobiste i społeczne, chodzi także o jasne i czytelne kryteria rozróżnienia między dobrem i złem, prawdą a fałszem, sprawiedliwością a krzywdą oraz przyjęcie takiej koncepcji władzy politycznej, która jest pojmowana jako służba, dokonująca się zawsze w granicach prawa i rozumu.
Trzeba w dniu wejścia do jednoczącej się Europy wciąż pamiętać o tym pięknym projekcie Europy Ducha, gdyż wydaje się, że tylko on gwarantuje, że Europa będzie zdrową, a dzięki temu trwałą, wspólnotą, pracującą na rzecz obrony dobra wspólnego wszystkich jej obywateli i zdolną do obrony przed tak agresywnym i zdeterminowanym islamskim terroryzmem.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze