Reklama

W matni praw człowieka

21/07/2004 13:40

W „Castorpie”, najnowszej powieści Pawła Huellego, tak dobrej jak wszystkie poprzednie, jest scena znakomita. Młody bohater, znany nam dobrze z „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna Hans Castorp, student Politechniki Gdańskiej, kupuje bilet tramwajowy i wręcza niesympatycznemu konduktorowi odliczoną co do feniga sumę. Otrzymuje bilet i resztę. Zdumiony sytuacją, przeczuwając prawdopodobieństwo pomyłki, natychmiast honorowo interweniuje: „Przejazd ulgowy mi nie przysługuje. Ściśle rzecz biorąc, studentem będę od jutra, to jest od dnia immatrykulacji!” Na co słyszy taką odpowiedź: „Formalność to nie to samo co faktyczność. Jedź pan spokojnie i nie zawracaj sobie głowy”. Co za czasy, co za logika. Rzecz dzieje się na początku XX wieku.
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał parę dni temu precedensowe orzeczenie w sprawie pewnej Francuzki wietnamskiego pochodzenia, której w drodze potwornej pomyłki lekarskiej usunięto 6-miesięczną ciążę. Pani Vo oskarżyła szpital o nieumyślne zabójstwo dziecka i …przegrała. Odwołała się do Trybunału w Strasburgu, powołując się na złamanie art. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, chroniącego ponoć prawo człowieka do życia. I …przegrała po raz drugi. W uzasadnieniu werdyktu pojawiły się sformułowania kuriozalne. „Sąd uznał, że kwestię, kiedy rozpoczyna się prawo do życia, należy rozpatrywać na poziomie narodowym. Nie ma w Europie konsensusu dotyczącego tego, kiedy z naukowego lub prawnego punktu widzenia rozpoczyna się życie”. I dalej: „Sąd był przekonany, że w obecnej sytuacji odpowiedź na abstrakcyjne pytanie, czy nienarodzone dziecko (uwaga: użyto słowa „dziecko”!) jest człowiekiem z punktu widzenia art. 2 Konwencji, nie jest ani pożądana, ani możliwa”.
Wygląda więc na to, że doczekaliśmy czasów, w których o tym, od kiedy przysługuje prawo do życia Francuzom, Niemcom, Włochom, czy Polakom, będą decydować ich parlamenty krajowe. „Gazeta Wyborcza” taki werdykt nazwała entuzjastycznie Salomonowym (przecież powstrzymał delegalizację aborcji w całej Europie), „Nasz Dziennik” legislacyjnym skandalem. W każdym razie wyrok nie zapadł jednogłośnie. Trzech sędziów było odmiennego zdania. To niewiele, ale i tak powstała spora rysa w rozumowaniu, które legło u podstaw orzeczenia. Czyżby jednak ktoś upomniał się o faktyczność, choć to sprawa „niepożądana” i „niemożliwa”?
A to się porobiło z prawami człowieka. A przecież uznaje się je niemal powszechnie za wielką zdobycz cywilizacji Zachodu. Stały się nawet czymś w rodzaju nowej religii liberalnej demokracji. Wydawało się dotąd, że rozpoznano w nich szczególne uprawnienia przysługujące człowiekowi tylko i wyłącznie z tej racji, że jest człowiekiem. A to coś znaczy. Są to więc prawa ponadnarodowe, uniwersalne, niezależne od woli ustawodawcy któregokolwiek z państw. Jego zadaniem jest co najwyżej uruchomić mechanizmy ochrony tych praw. Jednym zaś z mechanizmów ponadnarodowych miała być wspomniana Konwencja, na straży której od 1959 roku stoi Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Czy w świetle orzeczenia z 8 lipca nadal stoi w sposób wolny od ideologicznych przekłamań? Sędziowie bliżsi byli mądrości Salomona czy gestu Piłata?
No bo jak chronić prawa człowieka, jeśli na poziomie najwyższej instytucji w Europie do tego powołanej nie wiadomo dziś, od kiedy prawo to człowiekowi przysługuje, a pytanie o ten fakt wydaje się jurystom nazbyt abstrakcyjne, zaś odpowiedź na nie niepożądana (to się nazywa szczerość) i niemożliwa (w epoce nauki?). Co zatem oznaczają zapisy w kodeksach cywilnych państw europejskich: „na to, aby wejść w posiadanie darowizny lub spadku, wystarczy być poczętym”? Co oznacza zapis w ONZ-etowskiej Deklaracji Praw Dziecka z 1959 roku: „Dziecko z racji braku dojrzałości fizycznej i umysłowej potrzebuje specjalnej opieki, nawet prawnej, zarówno przed urodzeniem, jak i po urodzeniu”?
Które rozwiązania formalne bliższe są faktyczności? To pilne pytanie i wcale nie abstrakcyjne, i trzeba na nie odpowiedzieć na poziomie ponadnarodowym, a odpowiedź wydaje się i pożądana, i chyba możliwa. Udzieliło jej zresztą już wielu wybitnych specjalistów medycyny prenatalnej i zna je przecież każdy oczekujący potomstwa rodzic. Czeka przecież na urodzenie…, no kogo…?

Wiesław Kopeć

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości