Z prof. Jerzym Eislerem, naczelnikiem Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie m.in. autorem książek “Zarys dziejów politycznych Polski 1944-1989” i “Marzec 1968. Geneza, przebieg, konsekwencje”, rozmawia Elżbieta Grzybowska. Jaki procent Polaków miał swoje teczki w MSW?Bardzo wielu z nas, nigdy nie związanych z żadną działalnością opozycyjną, jest głęboko przekonanych, że nie figuruje w tych materiałach. Tymczasem tam są wszyscy. Materiały archiwalne MSW zawierają donosy z najróżniejszych miejsc: pokoju nauczycielskiego, spotkania kombatantów AK, zakładów pracy. Jeśli komuś się więc wydaje, że donosili tylko partyjniacy, wojskowi i bezpieka, to jest w największym błędzie. W materiałach najbardziej zaszokowało mnie to, że obok kilkudziesięciu tysięcy osób, które donosiły z różnych motywów, mamy setki tysięcy, może miliony, informatorów “społecznych”. W języku MSW nazywa się to “kontakt obywatelski”. Ma on dwojaki charakter. Z racji pełnionych funkcji “kontaktem obywatelskim” byli szefowie, redaktorzy naczelni, dyrektorzy, prezesi, rektorzy, dowódcy. Natomiast mnie poruszyły bardzo fakty bezinteresownego sposobu donoszenia, na przykład nastoletnia uczennica jedzie samochodem, kierowca pokazuje jej ulotkę studencką , a ona opisuje to wszystko dokładnie, łącznie z numerem rejestracyjnym samochodu. Inny przykład: uczeń klasy czwartej szkoły podstawowej powtarza w domu rodzicom słowa nauczycielki, że “teraz to się musi wszystko zawalić”, a oni, obdarzeni obywatelskim duchem, przekazują to dalej. Jakie konsekwencje mogły spotkać osoby, na które ktoś doniósł? Były dwie możliwości. Pierwsza - po przeprowadzeniu rozmowy wyjaśniającej osoba została zwolniona. Druga – skierowanie sprawy do prokuratora i wszczęcie postępowania. Myliłby się jednak ktoś, kto by sądził, że za rozrzucenie 6 ulotek jest się zwalnianym do domu, a za 60 nagle sprawą interesuje się prokuratura. Często jest odwrotnie. Nasuwa mi się więc diabelska myśl, że ci, którzy byli zwalniani, decydowali się na jakąś formę współpracy z przedstawicielami aparatu bezpieczeństwa. Natomiast sprawy tych, którzy okazywali się twardzi i niezłomni, były przekazywane do dyspozycji władz prokuratorskich. Skala tych zjawisk, jest przeogromna. Na podstawie dokumentów jawi się obraz państwa policyjnego, autorytarnego, z projektem totalitarnym: wszystko trzeba skontrolować, obywatel nie ma ma prywatnych sfer życia, nic nie jest niezależne. Jaki obraz społeczeństwa wyłania się z badanych materiałów? Było to społeczeństwo dość biedne i zupełnie różne od współczesnego, zarówno jeśli chodzi o wykształcenie (wyższe i średnie miało kilkanaście procent społeczeństwa), jak i mentalnie: ludzie żyli w społeczeństwie zamkniętym, odciętym od świata zewnętrznego. W 1964 roku zagraniczne wyjazdy wszystkich Polaków załatwiało trzech funkcjonariuszy w jednym pokoju w Pałacu Mostowskich, w Warszawie. Od kiedy IPN bada akta MSW i ile pracy jeszcze przed Instytutem? Jesteśmy dopiero na początku, pracujemy nad nimi od lata ubiegłego roku, a jest to zadanie na dziesięciolecia. Sam, zajmując się rokiem 1968, dostałem kilkadziesiąt tysięcy stron dokumentów. To dla historyka materiał fascynujący i wiarygodny, pokazujący dość wierny obraz naszego społeczeństwa. Jednego w tych dokumentach nie ma w ogóle: bicia, represji, strzelania do ludzi. Są za to wielostronicowe, bardzo dokładne opisy demonstracji. Relacjonujący piszą, że tłum się rozszedł, nikt się nie bił i tylko w następnym zdaniu dodają, że zatrzymano 53 osoby... Dlaczego więc? Takie rzeczy trzeba umieć w aktach odkryć, ale to nigdy nie jest napisane wprost Dziękuję za rozmowę. Fot. D. Ossowski Rozmowa przeprowadzona została 8 kwietnia 2003 r. w ramach II Płockich Spotkań z Historią, inicjowanych przez Klub Inteligencji Katolickiej w Płocku i warszawski oddział IPN.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze