Prawdziwe oblężenie przeżywają w tym roku płockie żłobki. Do trzech placówek działających na terenie miasta, na listach rezerwowych oczekuje po kilka, kilkanaście chętnych. Rodzice coraz chętniej i coraz częściej korzystają z tej formy opieki. Kierowniczki żłobków codziennie przyjmują telefony z pytaniami o zasady przyjęć dzieci. Wśród dzwoniących nie brakuje mam, które mają rodzić dzieci za kilka miesięcy. Ale już teraz chcą wiedzieć, czy dla ich pociech znajdzie się miejsce, w którymś z działających na terenie miasta żłobków. Obecnie na terenie Płocka działają trzy żłobki: nr 1 przy ulicy Czwartaków, nr 3 przy ulicy Płoskiego i nr 4 przy ulicy Lachmana. Łącznie przygotowanych jest w nich około stu pięćdziesięciu miejsc. Właściwie wszystkie są wykorzystane co do jednego. – Ostatnio miałam taki telefon. Dzwoniła mama, która będzie rodziła dziecko w styczniu, a już pytała się, jakie są warunki przyjęć i kiedy można się zgłaszać – powiedziała Danuta Jamrowska, kierownik żłobka nr 1 przy ulicy Czwartaków. Przyznaje, że w tym roku zdecydowanie więcej rodziców chce korzystać z tej formy opieki nad dziećmi niż przykładowo w roku ubiegłym. Podobnie sytuacja wygląda w żłobku nr 4 przy ulicy Lachmana. Można powiedzieć, że przez cały czas placówka ma komplet dzieci. Aktualnie jest ich pięćdziesięcioro troje. – Przez cały czas jest rotacja. Zdarza się, że niektórzy rodzice rezygnują, bo coś się zmienia w ich życiu zawodowym lub rodzinnym. Generalnie jednak na miejsce odchodzącego dziecka czeka już kilkoro innych – powiedziała Irena Brzeska, kierownik żłobka przy ulicy Lachmana. Na rezerwowej liście oczekujących jest kilkanaście osób. Jak poinformowała nas Irena Brzeska, jeszcze w listopadzie mają być przyjęte do żłobka kolejne dzieci. – Obserwujemy zwiększone zainteresowanie. Po części, jak mówią nam sami rodzice, jest to spowodowane podjęciem pracy zawodowej. Ale także zwiększoną liczbą urodzin – wyjaśnia Irena Brzeska. W ostatnich minionych dwóch latach na terenie Płocka i w regionie płockim widoczny jest wyraźny wzrost narodzin dzieci. Wręcz rekordową liczbą urodzin może pochwalić się oddział położniczy Szpitala Miejskiego. Tylko w tym roku przez pierwszych siedem miesięcy przyjęto prawie tysiąc porodów. Podobnie, jak i przed rokiem, najlepiej pod tym względem w oddziałowej statystyce wypadł lipiec. Ordynator oddziału ginekologiczno – położniczego Romuald Juchnowicz-Bierbasz, dodaje także, że przy zachowaniu takiej tendencji bardzo prawdopodobne jest, iż bieżący rok zamknie się w Szpitalu Miejskim liczbą narodzin powyżej półtora tysiąca dzieci. – Wiele wskazuje na to, że tak będzie. Między innymi z tego powodu, że właśnie w tym roku rodzą kobiety z wyżu demograficznego, który przypadał na lata osiemdziesiąte – wyjaśnia doktor Juchnowicz-Bierbasz. Rosnąca liczba narodzin zauważalna jest od co najmniej dwóch lat. Najlepiej wypadają lipiec i sierpień. Dwa lata temu w lipcu było sto dziewięć porodów, rok temu sto dwadzieścia osiem. Rosnąca tendencja zachowuje się także w sierpniu. Dwa lata temu urodziło się sto jedenaście dzieci, rok temu już sto trzydzieści jeden. W tym roku, przynajmniej w lipcu także zostały przekroczone liczby narodzin z ubiegłego roku. W ubiegłym roku łącznie przyjęto tysiąc czterysta siedemdziesiąt cztery porody. Znaczący wzrost porodów pozwala przypuszczać, że rok bieżący zamknie się ich całkowitą liczbą przekraczającą półtora tysiąca. Rodzice poszukujący miejsca w płockich żłobkach mają szansę na to, że nawet przy maksymalnym wykorzystaniu miejsc, za miesiąc lub dwa sytuacja może się zmienić. – Często tak bywa, że zmienia się coś w pracy, w życiu rodzinnym i mamy jedno – dwa miejsca wolne. Tak było w ubiegłym miesiącu. W to miejsce mogliśmy przyjąć dzieci oczekujące na liście rezerwowej. Ale i tak mała kolejeczka jest – powiedziała Teresa Sapińska, kierownik żłobka przy ulicy Płoskiego. Mamy z Gostynina muszą raczej liczyć na pomoc babć lub czekać, aż dziecko będzie mogło uczestniczyć w zajęciach w przedszkolu. Miasto nie prowadzi żłobka. Podobnie jest w Sierpcu. – Zlikwidowaliśmy żłobek w 1991, bowiem zainteresowanie było minimalne. Mieliśmy tylko siedmioro dzieci. Przy spełnieniu wszystkich respektów wymaganych przy prowadzeniu tego rodzaju placówek, obsada była dwa razy większa – powiedziała Joanna Bilska, naczelnik wydziału oświaty, zdrowia Urzędu Miasta Sierpca. Po zlikwidowaniu żłobka rodzicom zaproponowano inne rozwiązanie. Do przedszkola przyjmowane są już dwulatki. Jeśli po kilkutygodniowym okresie adaptacyjnym jest wszystko w porządku, to dzieci uczestniczą w zajęciach. Obecnie z tej formy opieki korzysta ośmioro dzieci. Teresa Radwańska-Justyńska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze