Reklama

W kolejce do żłobka

25/10/2006 08:27
Prawdziwe oblężenie przeżywają w tym roku płockie żłobki. Do trzech placówek działających na terenie miasta, na listach rezerwowych oczekuje po kilka, kilkanaście chętnych. Rodzice coraz chętniej i coraz częściej korzystają z tej formy opieki. Kierowniczki żłobków codziennie przyjmują telefony z pytaniami o zasady przyjęć dzieci.
Wśród dzwoniących nie brakuje mam, które mają rodzić dzieci za kilka miesięcy. Ale już teraz chcą wiedzieć, czy dla ich pociech znajdzie się miejsce, w którymś z działających na terenie miasta żłobków.
Obecnie na terenie Płocka działają trzy żłobki: nr 1 przy ulicy Czwartaków, nr 3 przy ulicy Płoskiego i nr 4 przy ulicy Lachmana. Łącznie przygotowanych jest w nich około stu pięćdziesięciu miejsc. Właściwie wszystkie są wykorzystane co do jednego. – Ostatnio miałam taki telefon. Dzwoniła mama, która będzie rodziła dziecko w styczniu, a już pytała się, jakie są warunki przyjęć i kiedy można się zgłaszać – powiedziała Danuta Jamrowska, kierownik żłobka nr 1 przy ulicy Czwartaków.
Przyznaje, że w tym roku zdecydowanie więcej rodziców chce korzystać z tej formy opieki nad dziećmi niż przykładowo w roku ubiegłym. Podobnie sytuacja wygląda w żłobku nr 4 przy ulicy Lachmana. Można powiedzieć, że przez cały czas placówka ma komplet dzieci. Aktualnie jest ich pięćdziesięcioro troje. – Przez cały czas jest rotacja. Zdarza się, że niektórzy rodzice rezygnują, bo coś się zmienia w ich życiu zawodowym lub rodzinnym. Generalnie jednak na miejsce odchodzącego dziecka czeka już kilkoro innych – powiedziała Irena Brzeska, kierownik żłobka przy ulicy Lachmana.
Na rezerwowej liście oczekujących jest kilkanaście osób. Jak poinformowała nas Irena Brzeska, jeszcze w listopadzie mają być przyjęte do żłobka kolejne dzieci. – Obserwujemy zwiększone zainteresowanie. Po części, jak mówią nam sami rodzice, jest to spowodowane podjęciem pracy zawodowej. Ale także zwiększoną liczbą urodzin – wyjaśnia Irena Brzeska.
W ostatnich minionych dwóch latach na terenie Płocka i w regionie płockim widoczny jest wyraźny wzrost narodzin dzieci. Wręcz rekordową liczbą urodzin może pochwalić się oddział położniczy Szpitala Miejskiego. Tylko w tym roku przez pierwszych siedem miesięcy przyjęto prawie tysiąc porodów. Podobnie, jak i przed rokiem, najlepiej pod tym względem w oddziałowej statystyce wypadł lipiec. Ordynator oddziału ginekologiczno – położniczego Romuald Juchnowicz-Bierbasz, dodaje także, że przy zachowaniu takiej tendencji bardzo prawdopodobne jest, iż bieżący rok zamknie się w Szpitalu Miejskim liczbą narodzin powyżej półtora tysiąca dzieci. – Wiele wskazuje na to, że tak będzie. Między innymi z tego powodu, że właśnie w tym roku rodzą kobiety z wyżu demograficznego, który przypadał na lata osiemdziesiąte – wyjaśnia doktor Juchnowicz-Bierbasz.
Rosnąca liczba narodzin zauważalna jest od co najmniej dwóch lat. Najlepiej wypadają lipiec i sierpień. Dwa lata temu w lipcu było sto dziewięć porodów, rok temu sto dwadzieścia osiem. Rosnąca tendencja zachowuje się także w sierpniu. Dwa lata temu urodziło się sto jedenaście dzieci, rok temu już sto trzydzieści jeden. W tym roku, przynajmniej w lipcu także zostały przekroczone liczby narodzin z ubiegłego roku. W ubiegłym roku łącznie przyjęto tysiąc czterysta siedemdziesiąt cztery porody.
Znaczący wzrost porodów pozwala przypuszczać, że rok bieżący zamknie się ich całkowitą liczbą przekraczającą półtora tysiąca.
Rodzice poszukujący miejsca w płockich żłobkach mają szansę na to, że nawet przy maksymalnym wykorzystaniu miejsc, za miesiąc lub dwa sytuacja może się zmienić. – Często tak bywa, że zmienia się coś w pracy, w życiu rodzinnym i mamy jedno – dwa miejsca wolne. Tak było w ubiegłym miesiącu. W to miejsce mogliśmy przyjąć dzieci oczekujące na liście rezerwowej. Ale i tak mała kolejeczka jest – powiedziała Teresa Sapińska, kierownik żłobka przy ulicy Płoskiego.
Mamy z Gostynina muszą raczej liczyć na pomoc babć lub czekać, aż dziecko będzie mogło uczestniczyć w zajęciach w przedszkolu. Miasto nie prowadzi żłobka. Podobnie jest w Sierpcu. – Zlikwidowaliśmy żłobek w 1991, bowiem zainteresowanie było minimalne. Mieliśmy tylko siedmioro dzieci. Przy spełnieniu wszystkich respektów wymaganych przy prowadzeniu tego rodzaju placówek, obsada była dwa razy większa – powiedziała Joanna Bilska, naczelnik wydziału oświaty, zdrowia Urzędu Miasta Sierpca.
Po zlikwidowaniu żłobka rodzicom zaproponowano inne rozwiązanie. Do przedszkola przyjmowane są już dwulatki. Jeśli po kilkutygodniowym okresie adaptacyjnym jest wszystko w porządku, to dzieci uczestniczą w zajęciach. Obecnie z tej formy opieki korzysta ośmioro dzieci.
Teresa Radwańska-Justyńska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości