Reklama

W kanu po Wiśle

20/03/2014 11:35
Jerzy Smoliński ma ambitny plan. Chce samotnie pokonać Wisłę w kanu. Początek wyprawy planowany jest na 18 kwietnia.
Raciążanin chce samotnie pokonać królową rzek polskich w 20 dni. Dziennie ma przepłynąć ponad 50 kilometrów, bez względu na pogodę. W sumie chce przepłynąć ponad tysiąc kilometrów. Wyprawa ma rozpocząć się 18 kwietnia od źródeł Czarnej Wisełki. – Mam nadzieję, że będę mógł tam rozpocząć spływ. Wszystko zależy od stanu wody. Z tego, co wiem, to na razie poziom wody jest tam bardzo niski – mówi Jerzy Smoliński.
Najtrudniejsze odcinki podczas wyprawy to zdaniem raciążanina trzy sztuczne jeziora na Wiśle, w tym Zalew Włocławski. – Na tak dużych akwenach, przy niesprzyjającym i silnym wietrze, właściwie nie można płynąć – tłumaczy Jerzy Smoliński. Dni podczas wyprawy będą podobne do siebie. Najpierw godziny spędzone w kanu, a później poszukiwanie cichego, spokojnego miejsca na rozbicie namiotu.
Patronat nad przedsięwzięciem objęli burmistrz Raciąża i Miejskie Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji. Ale każdy taki projekt wiąże się z kosztami. Jerzy Smoliński szacuje, że wyprawa będzie kosztowała ok. 5 tys. zł. To koszty żywności, sprzętu, transportu. – Potrzebuję żywności liofilizowanej, bo ona po prostu mniej waży. A ja wszystko zabieram na łódkę. Każdy kilogram mniej to łatwiejsze wiosłowanie – mówi raciążanin. Dodaje też, że planuje pokonywanie dziennie 50-kilometrowych odcinków, aby dotrwać w dobrej kondycji do końca wyprawy. – Mógłbym przepłynąć dziennie nawet ponad 100 kilometrów, tylko że następnego dnia nie miałbym siły wsiąść do łódki – mówi. Przedsięwzięcie Jerzego Smolińskiego można wspomóc na stronie www.polakpotrafi.pl.
Skąd pasja do kanu? – Grałem w piłkę w Błękitnych Raciąż, a że mam duszę sportowca, po zakończeniu przygody z futbolem musiałem znaleźć sobie nowe wyzwanie – opowiada. Jerzy Smoliński ma 40 lat. Gdy miał lat 17, zaczął pływać na kajakach. Ale przesiadł się na kanu. To dlatego, że kanu jest dużo wygodniejsze, chociaż pływając na nim trzeba włożyć trochę więcej wysiłku, bo do dyspozycji ma się tylko pojedyncze wiosło.
Pierwsze kanu Jerzy Smoliński zbudował z kolegami w 2000 roku. Od tamtej pory każdą wolną chwilę spędza na wodzie. W tym roku pływał nawet 1 stycznia. W Raciążu grono miłośników kanuingu liczy 10 osób. Wspólnie organizują m.in. weekendowe wyprawy. – To niesamowity relaks, kontakt z przyrodą i trochę wysiłku fizycznego – mówi Jerzy Smoliński.
Dodaje, że podczas spływów zdarzają się różne przygody. Ale pływanie kanu nie jest niebezpieczne, chociaż Jerzemu Smolińskiemu udało się raz złamać łódkę na pół.    (gsz)
fot. Ze zbiorów Jerzego Smolińskiego
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości