Aktualnie możemy go oglądać w roli Guślarza w „Balladynie”, Nadzorcy więzienia w spektaklu „Miarka za miarkę” i „Opowieści wigilijnej”. Krzysztof Bień, aktor związany z płocką sceną od 2008 roku obchodzi 45-lecie pracy artystycznej.
Krzysztof Bień przyjmował życzenia po spektaklu „Balladyny” z audiodeskrypcją. W imieniu zespołu aktorskiego Teatru im. Szaniawskiego jubilatowi dziękował dyrektor płockiej sceny Marek Mokrowiecki, podkreślając różnorodne role i teatralne przygody w Polsce i Australii. – Jesteś, drogi kolego z pokolenia, dla którego teatr to świątynia sztuki – jak mawiali nasi starsi koledzy. I za to ci dziękuję. Przekazuj ten etos młodszym, bo muszą mieć w dzisiejszym, skomercjalizowanym świecie, wzorce, którym musimy być wierni – powiedział Mokrowiecki.
Krzysztof Bień jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu (1980). Karierę rozpoczął jako adept sztuki teatralnej w Teatrze im. C.K. Norwida w Jeleniej Górze w 1977 roku. Jego pierwszą znaczącą rolą był Gladiator w spektaklu reżyserowanym przez Henryka Tomaszewskiego „Androkles i lew” G.B. Shawa.
W 1988 roku wyemigrował do Australii, gdzie współpracował m.in. z Markiem Perepeczką i był redaktorem radia 3ZZZ w Melbourne. – Myślałem, że to moje pożegnanie z zawodem. Żeby utrzymać rodzinę, będę musiał iść do każdej pracy. Tak było na początku: fabryka, zmywak, ostrzenie narzędzi. Później zdjęcia dla Agnieszki Fitkau, żony Marka Perepeczki, która wtedy mieszkała w Australii. I wreszcie radio - wielokulturowa stacja 3ZZZ, w której zostałem redaktorem programowym sekcji polskiej. W 1989 roku przyjechał do Australii Janek Pietrzak i zaprosił mnie do kabaretu. To był program dla rodaków pod tytułem „Wszystkie nasze polskie sprawy z Londynu i Warszawy”. Długie tournée obejmowało stolice stanowe Australii. Gwiazdą była Irena Bogdańska, pseudonim „Renata”, żona generała Andersa. Wspaniała, znakomicie śpiewająca artystka i świetna interpretatorka pisanych z myślą o niej tekstów Hemara. Piękna kobieta o olbrzymim poczuciu humoru, celnych, błyskotliwych ripostach i dystansie do siebie. W Melbourne poznałem też Gwidona Boruckiego, aktora przedwojennych warszawskich i lwowskich kabaretów. Był pierwszym wykonawcą „Czerwonych maków na Monte Casino” – wspominał.
Po powrocie do Polski Bień pracował w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie, gdzie zagrał m.in. Hamma w „Końcówce” S. Becketta. W Teatrze Polskim w Szczecinie był Mistrzem w „Mistrzu i Małgorzacie” w reżyserii Adama Opatowicza, Czepcem w „Weselu” w reż. Janusza Józefowicza, Baronem w „Transatlantyku” w reż. Wiesława Górskiego i Papieżem w „Kordianie” w reż. Andrzeja Rozhina. Grał również gościnnie w Teatrze Nowym w Poznaniu i we wrocławskim Teatrze Komedia. Przez kilka sezonów występował w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (Biskup w „Testamencie psa” A. Suassuny w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej).
Do zespołu aktorskiego Teatru im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku dołączył w 2008 roku. Cztery lata później obchodził 35-lecie pracy artystycznej rolą P.O.D. Storczyka w sztuce Szymona Bogacza „Trzech mężczyzn w różnym wieku” w reżyserii Julii Pawłowskiej. Wtedy zagrał też Poloniusza w „Hamlecie” (reż. Marek Mokrowiecki).
Do jego najważniejszych ról na płockiej scenie należą: Swietłowidow w „Łabędzim śpiewie” i Czubukow w „Oświadczynach” w tryptyku „Romans z Czechowem” w reżyserii Mariusza Pilawskiego, Radost w „Ślubach panieńskich” Fredry w reżyserii Tomasza Grochoczyńskiego, Peter Stockmann we „Wrogu ludu” H. Ibsena w reżyserii Andrzeja Waldena, Dziadek w „Być jak Kazimierz Deyna” R. Paczochy w reżyserii Michała Kotańskiego, Dyrektor Teatru Małe Zwierciadło w „Dwóch teatrach” J. Szaniawskiego w reżyserii Marka Mokrowieckiego, Krause, Lakiernik w „Bambini di Praga” Hrabala w reżyserii M. Mokrowieckiego, Stary Poeta w „Papierowym kochanku” Szaniawskiego w reż. Pawła Paszty.
Rolą Guślarza w „Balladynie” aktor świętuje 45-lecie pracy artystycznej. – Cieszę się, że „Balladyna” jest dobrze przyjmowana przez młodą widownię. Bardzo pięknie się osadziła. Uważam, że po premierze trzeba zagrać bez przerwy kilkanaście spektakli. Teraz gramy kolejną serię i mam nadzieję, że Słowacki pozostanie w repertuarze na dłużej.
Wielbiciele szklanego ekranu mogą znać go z roli mecenasa Lecha Buszkowskiego w spektaklu „Śmierć rotmistrza Pileckiego” (reż. Ryszard Bugajski) Teatru Telewizji, z seriali: „M jak miłość”, „Pierwsza miłość”, „Samo życie”, „Plebania” oraz filmu „Prawo ojca”. Aktor uważa jednak, że najważniejszy jest teatr.
Gdyby miał jeszcze raz wybierać zawód, wybrałby to samo. – Chcę grać, przeżywać emocje różnych postaci na teatralnej scenie, szukać. W jaki sposób buduje rolę? – Aktor nie zawsze jest świadomy, jaką drogą dochodzi do uzyskania wyrazistości postaci. Próbujemy ją zgłębić w oparciu o znajomość psychologii, analizę przyczynowo-skutkową, ale szalenie ważna jest również intuicja. W „Romansie z Czechowem” na przykład nie grałem siebie tylko obserwację życia człowieka. W „Łabędzim śpiewie” pozwoliłem sobie na pewne cytaty aktorskie, bo trudno zapomnieć o wspaniałych kreacjach wielkich artystów teatru, których miałem szczęście oglądać.
W przedstawieniach dla dzieci często występuje w roli Króla.
– Chciałbym jeszcze zagrać podobną postać w klasycznym dramacie. Marzy mi się Król Lear albo Prospero w „Burzy” – mówi Krzysztof Bień.
(lesz)
Fot. Waldemar Lawendowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze