Reklama

Vive rozjechało Wisłę

23/03/2011 08:48
Na takie spotkanie powinna być wyznaczana najlepsza para sędziowska w Polsce. Niestety, tak się składa, że w dwóch najlepszych parach trzech sędziów jest z Płocka. Mecz finałowy prowadziła para Paweł Kaszubki i Piotr Wojdyr, która nie wypaczyła wyniku meczu, ale dodała niepotrzebnych emocji.
To miał być świetny weekend dla płockiego sportu. Tego oczekiwał prezydent miasta Andrzej Nowakowski, a wielkie sportowe emocje obiecywali szefowie dwóch Wisełek: nożnej i ręcznej. Tymczasem nie zawiedli tylko kibice, na stadionie w meczu ligowym pojawiło się ich około 1000, w hali był niemal komplet podczas finałowego spotkania o Puchar Polski. Tak w jednym, jak i drugim przypadku widzowie wychodzili zawiedzeni, bo zawodnicy nie stanęli na wysokości zadania.
W sobotę w Orlen Arenie rozegrane zostały dwa półfinałowe spotkania. Faworyci, Wisła i Vive, nie pokazali w nich nic szczególnego, ale oczywiście bez problemu odnieśli zwycięstwa. Wisła pokonała Miedź Legnicę, Vive wygrało z Warmią Olsztyn. Trudno się więc dziwić, ze wszyscy czekali na decydujący pojedynek obu najlepszych polskich drużyn.
W sobotę miał miejsce bardzo przykry wypadek. W starciu z zawodnikiem Miedzi Michał Zołoteńko został uderzony w czoło i musiał opuścić halę, odjeżdżając karetką do szpitala. Na szczęście diagnoza nie była groźna. Pęknięta została kość, która na szczęście dotarła jedynie do komory zatokowej i nie spowodowała uszkodzeń mózgu. W niedzielę Michał został wypisany ze szpitala, ale musi jechać na rekonstrukcję kości czaszki do kliniki.
Brak Zołoteńki miał zmobilizować płockich piłkarzy, niestety tak się nie stało. Wisła dotrzymywała kroku rywalom z Kielc tylko przez pierwsze 10 min. i wyniku 5:5. Potem gra Nafciarzy zupełnie siadła. Nie bronił Marcin Wichary, za to w Marcusa Cleverly’ego trafiali kolejno piłkarze Wisły, którzy przegrali 0:2 nawet grę w przewadze. W zespole Vive w tym czasie brylował Rastko Stojkovic, który strzelił trzy gole, na listę strzelców wpisali się także Daniel Żółtak i Tomasz Rosiński i w efekcie w 24 min. Wisła przegrywała 5:10. Niestety, potem było jeszcze gorzej.
W I połowie płocczanie nie istnieli, popełniali błędy, niecelnie rzucali, robili wszystko to, czego kibice woleliby nie oglądać. W efekcie na przerwę goście schodzili z 10-bramkową przewagą. W hali kibice wiedzieli, że takiej różnicy nie da się odrobić, zwłaszcza gdy zawodnicy sprawiają wrażenie, jakby już zrezygnowali z walki, a trenerzy nie potrafili nawet policzyć zawodników biegających po parkiecie.
Trudno się w tej sytuacji dziwić, że II połowa była tylko formalnością. Vive było lepsze, płocczanie nie mogli sobie poradzić z rywalami, ale najbardziej boli to, że nie walczyli. W nie-
których momentach widać było, jak bardzo im się nie chce i zamiast grać rozkładali ręce.
Prezes Andrzej Miszczyński swojego czasu mówił w rozmowie z TP, że nie wypuści na boiska superligi młodych płockich piłkarzy, by zdobywali doświadczenie, bo ma nadzieję na zwycięstwo z Vive w Kielcach. Dziś wiadomo, że taka wygrana raczej nie jest możliwa, a wielu kibiców obawia się, że w finale play-off kielczanie pokonają Nafciarzy w trzech meczach i w Płocku odbiorą złote medale, upokarzając „Miasto Mistrzów” po raz trzeci w tym sezonie. Niestety, jest to bardzo prawdopodobne i chyba mało kto wierzy, że może być inny scenariusz końcówki tegorocznych rozgrywek.
Wracając do wypowiedzi prezesa Miszczyńskiego, trzeba dodać, że nie ma on racji, twierdząc, że potrzeba Wiśle zagranicznych zawodników, by nawiązać równorzędną walkę z Vive. Bo w meczu finałowym wielokrotnie na parkiecie nie było ani jednego wychowanka płockiego klubu. I takie tuzy piłki ręcznej jak Vegard Samdahl, Arkadiusz Miszka, Joakim Bacstrom, Dimitri Kuzelev czy Morten Seier nie dają rady poukładanym kielczanom, którzy chyba walkę do końca mają we krwi.
Kto z nas nie podziwiał rywali, którzy dokonywali cudów zręczności, rzucali z „parteru”, gonili, jakby od kolejnej bramki zależał wynik. A Wisła przyglądała się temu pokazowi. Wisła znaczy zawodnicy i trenerzy.
Po porażce w listopadowym meczu ligowym trener Lars Walther twierdził, że już takiego blamażu nie będzie. Obiecywał, że Wisła ma dużo czasu na przygotowania i postawi rywalowi trudne warunki. Jeśli spełnił swoje obietnice, to wypadałoby mu podziękować, bo z tym szkoleniowcem raczej na sukces nie ma co liczyć.
Nie udało się widowisko sportowe, nie udało się także zakończenie finałów i wręczenie nagród. Płoccy kibice po porażce rozżaleni opuścili halę, a brawa za zdobycie II miejsca w Final Four nasi piłkarze otrzymali od kibiców kieleckich.
Wisła Płock – Vive Kielce 22:35 (9:19)
Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że III miejsce w Final Four zajęła Miedź Legnica, a IV Warmia Olsztyn. Najlepszym zawodnikiem turnieju został Tomasz Rosiński, bramkarzem Marcus Cleverly (obaj Vive), a królem strzelców zdobywca 14 goli Wladimir Chuziejew z Miedzi. Płocczanie otrzymali czek na 25 tys., Vive odebrało 50 tys., Miedź 15 tys., a Warmia 10 tys. zł.
Jola Marciniak

Zobacz zdjęcia z finałowego meczu.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości