Reklama

Uważaj ceprze!

28/07/2004 12:28
Zniechęceni kapryśną pogodą turyści nawet znad morza masowo zaczęli przyjeżdżać w góry. – Górskie szlaki są teraz maksymalnie przepełnione – twierdzą strażnicy z tatrzańskiego Parku Narodowego, sprawdzający bilety wstępu. Niestety, kto chce wyjść w góry, musi zapłacić. 4,40 zł bilet normalny i 2,20 ulgowy. A na szlaku prócz pięknych widoków ze szczytów, opłaconych hektolitrami potu, zobaczymy też... niedźwiadki. W tym sezonie nie brakuje ich w górach, choć po polskiej stronie jest ich znacznie mniej niż po słowackiej. Co z tego, gdy urzędują na najbardziej obleganych szlakach. W wyższych partiach w okolicy Kasprowego mieszka niedźwiedzica z trójką małych niedźwiedziątek. Jest dość niebezpieczna, więc strażnicy z Tatrzańskiego Parku Narodowego każdego ranka sprawdzają, czy nie wybrała się czasem na szlak turystyczny. Jeśli zwierzę za bardzo się zbliży, używane są nawet gumowe kule. -Mamy na to zezwolenie z ministerstwa – zapewniają strażnicy. Uważać też powinni turyści zmierzający do Morskiego Oka. Tu z kolei ogromną sympatią do ludzkiego plemienia pała niedźwiedzica Magda. Zmrowiona została przysmakami, które ludzie ze sobą noszą, ba, nawet i zostawiają. Zabawa z takim niedźwiedziem nigdy nie jest bezpieczna, dlatego tak na wszelki wypadek, otwarta na ludzi Magda dostała obrożę na szyję. Dzięki nadajnikowi wiadomo, gdzie się przemieszcza i skąd ją trzeba przepłoszyć. Jeśli jednak komuś uda się jednak spotkać misia w górach, niech wie, że nie ma z nim szans. Miś biega, pływa, wspina się i wcale nie jest taki ociężały.
Cwaniaczek w górach
Trzeba podkreślić, że góry to nie atrakcja dla turystek-elegantek. Choć i w tym roku na szlaku do Morskiego Oka, czy też nad Czarny Staw spotkać można było panie w krótkich spódniczkach i szpilkach. A to niestety nie jest droga na Krupówki... Zacierają więc ręce górale-woźnicy. Jest kogo zwozić i kogo kasować. Wjazd na Morskie Oko konnym wozem to koszt 35 zł. Zjazd nieco tańszy bo tylko 20 zł.
Niestety, bezmyślność turystów zbiera co roku żniwa. Góry wymagają od każdego znajomości podstawowych zasad. Przede wszystkim, gdy zmienia się pogoda i nadciągają nad szczyty ciemne chmury, lepiej zejść w doliny. Niebezpieczne są zwłaszcza burze. Góry przyciągają wyładowania atmosferyczne, a zwłaszcza Giewont, na którego szczycie postawiony został ogromny metalowy krzyż, swoisty katalizator piorunów. Nota bene górale sami na własnych plecach wnosili na szczyt element po elemencie ten symbol herbu Zakopanego. – Ostatnio rażonych piorunem zostało 7 turystów. Kilka lat temu wypadek był znacznie tragiczniejszy. Piorun trafił w łańcuchy, których trzymało się 15 ludzi. Dziesięcioro tego nie przeżyło – wspominają górale.
Co roku zdarzają się takie przypadki, o których głośno jest tylko na Podhalu. Szkoda, bo gdybyśmy częściej słyszeli takie komunikaty, pewnie bardziej rozważnie planowalibyśmy wypady na górskie szlaki. – Często wybieramy się na górskie szczyty, wiemy kiedy z Kozich Wiechów, przy dobrej pogodzie zobaczyć można Alpy. W trudnych warunkach pogodowych zdarza się zbierać po drodze wylęknionych turystów, którzy przecenili swoje możliwości. Nie wiedzą co ze sobą zrobić i jak zejść. Raz wracając późnym popołudniem z Rysów zebrało nam się blisko trzydzieści osób, które wyszły bez latarek, mapy, odpowiedniego sprzętu i cudem tylko nie spędziły nocy w górach. Góry szybko uczą pokory – przekonują górale, dodając że są też tacy, którzy z gór nie chcą wracać. – Przyjeżdżają z całej Polski, wybierają sobie strome szczyty, by skoczyć w przepaść. Nikt nie wie, dlaczego to robią. Kiedyś dwaj turyści spotkali na wyższych partiach samotnego zamyślonego mężczyznę. Poprosili o zrobienie im zdjęcia. Mężczyzna spełnił prośbę, oddał sprzęt i za chwilę na oczach ludzi skoczył w przepaść.
Kwaśnica
zagryzana oscypkiem
W wakacje największym życiem w Tatrach tętnią Krupówki. Lokal przy lokalu przyciąga turystów kolejnymi atrakcjami. Być w górach i nie zjeść kwaśnicy, osławionej przez braci, to przecież grzech. Miseczka zupy przypominającej ostry kapuśniak z wkładką to tylko koszt 6 zł. Hitem sezonu są również oscypki z grilla, dodawane też praktycznie do wszystkich mięsnych potraw. W karczmach i gospodach grają obowiązkowo kapele góralskie. Usłyszeć można nie tylko ludowe przyśpiewki o Janicku, ale też przeboje Ich Troje w wersji góralskiej!
Na Krupówkach można zrobić pamiątkowe zdjęcie z misiem, albo rozczulającą przechodniów, wypucowaną, beczącą owieczką. Można też posłuchać muzyki w wykonaniu kwartetów smyczkowych, dętych orkiestr, oraz granych na gitarze przez bez grosza przy duszy przyjezdną młodzież przebojów rockowych. Wszyscy chcą zarobić, a ochrona przepędza grajków za wyłudzanie. Życie zamiera po godzinie pierwszej. Lokale nie mogą być dłużej otwarte, bo, jak się okazuje, grozi im strata koncesji. Z atrakcji Krupówek korzystają głównie turyści zakwaterowani w Zakopanem. Narzekają nie tyle na ceny, co na brak toalet, lub ich koszt w poszczególnych lokalach. No cóż... na wszystkim można zarobić.
Na ulicach widać patrole policji. W okresie letnim dla bezpieczeństwa tłumów turystów sprowadzane są z innych rejonów Polski. Kradzieży jednak nie brakuje.
Nieco dalej od tej stolicy polskich Tatr, gór uchodzących za znacznie groźniejsze niż te po słowackiej stronie, zdarza się, że życie zatrzymało się w miejscu. Można trafić na wioski, gdzie ludzie wciąż chodzą w tradycyjnych góralskich strojach i nie chcą mówić „po naszemu”. Trudno zrozumieć ich gwarę. Na ale cóż, co kraj to obyczaj. Są też jeszcze tacy górale, którzy nie cierpią sąsiadów zza południowej granicy. – Orawa nie przyszła z pomocą naszym, gdy było powstanie. To my też się od nich odwracamy – przekonują zacietrzewieni starzy górale. Robią to bardzo demonstracyjnie, budując swe domy „plecami” do sąsiadów.
Nie taki zły ceper
Dlaczego w górach o turystach z nizin z lekceważeniem mówi się „ceper”, tego dziś nawet najstarsi górale nie pamiętają. Znalazł się jednak taki, który na to pytanie nam odpowiedział. – Było to dawno temu, kiedy powstawała kolej do Zakopanego. Podobno budował ją człowiek o nazwisku Ceper. Wkrótce wszyscy budowniczy, którzy za nim dojeżdżali nazywani byli przez miejscowych ceprami i tak już zostało.
Inna teoria głosi, że nazywani byli tak przez górali robotnicy ze Słowacji, od tak brzmiącego i często używanego przez nich słowa. Nikt się jednak za to nie będzie gniewał. W końcu to dla ceprów górale robią wszystko, żeby wakacje w Tatrach były pełne atrakcji. Łapią ceprów już od momentu, gdy wysiadają z pociągu, oferując im tanie noclegi (przeciętnie 20-25 zł za dobę od osoby), na ulicach Zakopanego zaczepiają turystów, by przewieźć ich bryczką (z czego korzystają przede wszystkim goście zagraniczni) lub namolnie wciskają na każdym kroku oscypki. To przecież od ceprów płyną latem „dudki”, które muszą starczyć na przetrwanie w martwym jesiennym i wiosennym sezonie, więc może ten ceper nie jest do końca taki zły.
Blanka Stanuszkiewicz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości