Prawdopodobnie jest już wybrana firma, która wykona pierwszy etap dróg dojazdowych do nowego mostu, czyli odcinek od ulicy Wyszogrodzkiej do przeprawy. Taką sensacyjną wiadomość chciała zweryfikować w ubiegłym tygodniu podczas sesji radna SLD Anna Kossakowska. Wszystko dlatego, że miał ją podać na jednej z przedsesyjnych komisji jeden z ratuszowych urzędników. Okazało się jednak, że póki co, nie ogłoszono nawet przetargu na budowę tego odcinka.– Czy to prawda, że został ogłoszony przetarg i wybrano już firmę, która wybuduje pierwszy odcinek? Czy może czekamy na środki z funduszy unijnych i dopiero wtedy zostanie ogłoszony przetarg? – dopytywała Anna Kossakowska. – Jeśli nie było jeszcze ogłoszonego przetargu, to proszę przysyłać na komisje kompetentnych urzędników.
– Mamy dopiero prawomocne pozwolenie na pierwszy etap budowy dróg dojazdowych i jeszcze nieprawomocne na drugi etap. Są przygotowane dokumenty przetargowe, obecnie sprawdzamy dane w specyfikacji, ale przetarg zostanie ogłoszony dopiero, gdy będziemy mieli pieniądze – odpowiedział pełnomocnik prezydenta do spraw budowy nowego mostu Andrzej Hancyk, choć według niego pierwszy etap to odcinek od Wyszogrodzkiej do Dobrzykowskiej. Trochę dziwi takie publiczne stwierdzenie w sytuacji, gdy już wielokrotnie Urząd Miasta informował, że etap pierwszy to odcinek od Wyszogrodzkiej do przeprawy, a drugi od przeprawy do Dobrzykowskiej. Być może to jedynie przejęzyczenie.
Na razie jednak Ministerstwo Infrastruktury nie rozpatrzyło wniosku Płocka o dofinansowanie ze środków unijnych.
– Oczekuję przygotowania alternatywnego dla środków unijnych sposobu sfinansowania budowy dróg dojazdowych, niestety, muszą to być środki z budżetu miasta. Oddanie nowego mostu w lipcu przyszłego roku wydaje się iluzoryczne. Prace nad drogami dojazdowymi są w lesie, ponadto istnieje konflikt pomiędzy wykonawcami, a upływający czas pracuje na niekorzyść. W tej sytuacji oczekiwanie na środki unijne bez przygotowania alternatywnego źródła finansowania wydaje się dodatkowym zagrożeniem – powiedział radny Wojciech Hetkowski.
Zdaniem zastępcy prezydenta miasta, Tomasza Kolczyńskiego, nowy płocki most powinien być zapisany w budżecie państwa tak jak warszawskie metro. Ponadto jego zdaniem stan zaawansowania przygotowań do budowy dróg dojazdowych w chwili, gdy obecna ekipa rządząca miastem przejmowała władzę, nie gwarantował nawet uzyskania pozwoleń na budowę dwóch odcinków.
Nie wiadomo także, co ze środkami z kontraktu wojewódzkiego. Wprawdzie sejmik województwa mazowieckiego przyznał na budowę w Płocku 10 milionów złotych, jednak tę decyzję musi jeszcze zaakceptować wojewoda mazowiecki.
To jednak nie koniec problemów związanych z nowym płockim mostem. Wprawdzie dzięki przesunięciom w budżecie udało się pozyskać 3,3 mln złotych, ale nie wykonano też zaplanowanych wcześniej prac bezpośrednio związanych z nową przeprawą.
– Dlaczego zdjęto ponad dwa miliony złotych i nie wykonano regulacji Kępy Ośnickiej – zastanawia się radna Bożena Musiał.
– Prace regulacyjne podzielono na dwa etapy. Pierwszy to brzegi i udało się to wykonać. Drugim etapem jest regulacja Kępy Ośnickiej. Jest to teren prywatny, leżący w granicach gminy Słupno, a więc za decyzje odpowiadają wójt i starosta powiatu. Prace blokują także ekolodzy z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Pierwotnie na regulację Kępy było przeznaczonych sześć milionów złotych, ale nie było sensu blokować tych pieniędzy – tłumaczy Andrzej Hancyk.
Ekolodzy chcą utworzenia na Kępie Ośnickiej rezerwatu ptaków i wykorzystując przysługujące im prawa powodują uchylanie wielu decyzji. Regulacja Kępy jest niezbędna dla bezpieczeństwa mostu.
(jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze