Do redakcji przyszedł roztrzęsiony czytelnik ze skargą na wolontariuszy Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt Animals. – To było czyste złodziejstwo. Wtargnęli na moją posesję, narobili zdjęć, rozrzucili karmę, a potem przeszli przez płot i zabrali dwa psy. Jak tak można? Przecież to byli moi przyjaciele, dbałem o nich, karmiłem, a teraz nawet nie wiem, gdzie są – opowiadał. To nie była pierwsza taka akcja Towarzystwa. Jak opowiada pan Jan, kilka dni wcześniej do bramy podeszło kilka osób, głównie młode dziewczyny, zrobiły zdięcia, a potem zażyczyły sobie, żeby im oddać jednego psiaka. – Co miałem zrobić? Oddałem. To sąsiedzi nasyłają Animals, bo im przeszkadza, jak psy szczekają. Te zwierzaki są u mnie od wiosny, wychowałem je, karmiłem, a teraz mi je zabrali – tłumaczy. Potem była następna akcja. Z opisu sytuacji wynika, że na teren posesji podjechały cztery samochody pełne ludzi z OTOZ Animals. – Mnie akurat nie było w domu, bo kiedy zobaczyłem samochody, postanowiłem jechać do Bielska, na posterunek. Podczas akcji asystujący policjanci odjechali, nie chcieli w niej uczestniczyć, a wtedy oni rozrzucili karmę, przeszli przez płot, wtargnęli pod moją nieobecność na podwórko i zabrali moje dwa psy. Dwa pozostałe nie dały się złapać, to zostały w domu. Podczas wtargnięcia ci ludzie otworzyli oborę, a jak odjechali, to zostawili ją otwartą – opowiada pan Jan. Twierdzi, że już ma dość najazdów na swoją posesję. – Jestem chory, po zawale, a oni stale utrudniają mi życie. Mam psy, bo jestem często okradany. To wszystko dzieło sąsiadów, z którymi mam zatargi. Nie dają mi żyć, donoszą, a przecież te psy to moi przyjaciele. Jak mógłbym im zrobić krzywdę? – pyta. OTOZ Animals po jednej z wizyt na posesji w Umieninie poprosiło o interwencję Urząd Gminy w Bielsku. Wójt osobiście pojechał do pana Jana, by stwierdzić, w jakich warunkach żyją zwierzęta i czy właścicielowi trzeba czworonogi odebrać. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze