Jadąc trasą na Sierpc, mijamy Petrykozy (gm. Zawidz). To typowo rolnicza miejscowość. Kilka tygodni temu na polach trwały żniwa. Dziś na ścierniskach również trwają zbiory… archeologów. Spod warstwy ledwie dwudziestu centymetrów ziemi, wydobyli dwie ozdobne zapinki, kilka kamiennych amuletów, nożyk do zbierania ziół, szydło i igłę. Całość schowana była wraz ze spalonymi szczątkami kobiety (być może zielarki) w tzw. popielnicy. Taka forma pochówku była charakterystyczna dla kultury łużyckiej.
Skąd archeolodzy wiedzą gdzie mają kopać? Po części ze źródeł historycznych. Po części dzięki rolnikom. To oni podczas prac polowych przypadkowo wydobywają na powierzchnię ślady zamierzchłej przeszłości. Są to fragmenty ceramiki, obrobione kamienie… Czasem szczęściarz znajdzie i monetę. Niestety, to znak, że to co ukryte w ziemi zostało naruszone. Tu w Petrykozach gospodarze chętnie wpuścili naukowców na swoją ziemię, ale okazało się, że większość zabytków ukrytych pod warstwą humusu jest już zniszczona.
Ratownicze badania archeologiczne prowadzone są w gminie Zawidz od 2004 roku. – Zarejestrowaliśmy tutaj 400 stanowisk powierzchniowych. Często jedno przechodzi w drugie. Nie wszystkie zostały już zbadane – mówi Andrzej Tucholski, st. insp. ds. ochrony zabytków archeologicznych w Płocku.
Petrykozy mają więc szczęście, że w pierwszej kolejności „przeczesują” je studenci archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Krok po kroku, a raczej łopata po łopacie odkrywają cmentarzysko pochodzące ze schyłku epoki brązu, zakrawające o okres wczesnego średniowiecza. W wykopach odsłonięto jamy. To dzięki znalezionym w nich szczątkom przepalonych ludzkich kości archeolodzy twierdzą, że są to groby ludności grupy północnomazowieckiej kultury łużyckiej. Zwyczaj ciałopalenia obowiązywał na naszych ziemiach, zanim na dobre zagościło chrześcijaństwo.
– Skoro jest cmentarzysko, gdzieś blisko musi być osada. Jeszcze się na nią nie natknęliśmy, choć być może grzebali tu zmarłych ludzie z odkrytej nieco dalej osady na terenach miejscowości Szumanie – mówi Elżbieta Roszyk, kierownik badań z Uniwersytetu Warszawskiego.
Wspólnie z podopiecznymi odkryła w tym roku 5 ładnie zachowanych grobów, gdzie w dobrym stanie przetrwała ceramika oraz 6 grobów zniszczonych przez prace polowe. – Wkroczyliśmy tu w ostatniej fazie, żeby coś jeszcze uratować i dowiedzieć się o przeszłości tego rejonu – dodają archeolodzy.
Dla wielu osób z bujną wyobraźnią, wstrząsający może być fakt, że historię poznajemy po rozgrzebywaniu starych cmentarzysk i badaniu kości pochowanych przodków. Czy można sobie tak grzebać na cmentarzu i zakłócać spokój zmarłych? – Podczas takich wykopalisk dowiadujemy się o zwyczajach danej grupy. To jedyny sposób, by poznać zamierzchłe kultury. Chyba lepiej jednak znać historię? – pyta Elżbieta Roszyk.
Z drugiej strony wykopaliska również mnożą kolejne wątpliwości, ale już innej natury. Archeolodzy znaleźli na cmentarzysku popielnice z prochami, ale też jamy wypełnione kamieniami, ze złożonymi popiołami. Co kierowało pradziadami, dziś trudno ustalić. Na pewno mieli jakiś zamysł. Historykom nie pozostaje nic innego, jak skrupulatne archiwizowanie i zbieranie większej ilości danych. To bardzo żmudna praca. Każdy fragment ceramiki należy opisać, wskazać na jakiej głębokości leżał. Potrzebne są również rysunki, całość dokumentowana jest też zdjęciami.
Petrykozy to nie Egipt
Zanim archeolog uklęknie z pędzelkiem nad wyłaniającym się znaleziskiem, musi przerzucić łopatą setki wiader ziemi. – Nie ma tu taryfy ulgowej dla dziewczyn, ale po dwóch dniach mija zmęczenie i człowiek przyzwyczaja się do pracy od rana do wieczora – mówi Barbara Jakubowska, studentka II roku archeologii UW. W Petrykozach zalicza praktyki. Nie jest to co prawda wymarzony Egipt, ale emocji nie brakuje. A na odkrycie przy Piramidzie Cheopsa przyjdzie jeszcze czas, jak będzie myślała o tytule doktora.
Sporo szczęścia, a przy okazji i pracy miała podczas wykopalisk pod Sierpcem Małgorzata Kownacka, studentka IV roku. Natrafiła na roztrzaskaną popielnicę. Żeby ją odkryć, a potem dokładnie opisać jej stan potrzebowała kilku dni. To norma. – Archeologia jest moją pasją, więc nie odbieram jej jako żmudnego zajęcia. Liczy się dreszczyk emocji przy znaleziskach – tłumaczy studentka, która postanowiła całe tegoroczne wakacje spędzić na wykopaliskach.
Niestety, o praktyki archeologiczne jest coraz trudniej. Najczęściej studenci mogą liczyć na odkrywki podczas wykopów archeologicznych prowadzonych obowiązkowo przed budową autostrad czy innych wielkopowierzchniowych inwestycji. Reszta badań czeka na swój szczęśliwy moment i pieniądze. Tak jest np. w przypadku osady w miejscowości Szumanie. Została odkryta w latach 50. Teren wpisany do rejestru zabytków zajmuje kilka hektarów. Są to nieużytki albo pola uprawne, na których systematycznie przez lata znajdowano rozproszony materiał, głównie ceramikę. – Obecnie działki wpisane do rejestru zabytków należą do wielu właścicieli. Musimy do nich dotrzeć z kontrolą urzędniczą i przypomnieniem, że nie mogą na nich uprawiać buraków, które przez głęboką ingerencję w glebę niszczą historyczne obiekty – tłumaczy Andrzej Tucholski. Na tym terenie konieczne są także badania ratownicze, na które archeolodzy z niecierpliwością czekają.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze